Home Temat numeru Zaprosiłem Maryję do swojego domu

O roli Maryi w swoim życiu, o budowaniu z Nią relacji, o walce o czystość i męskość, o odkryciu na nowo modlitwy różańcowej opowiada Piotr Hubert Kowalski, lider warszawskiej grupy Wojowników Maryi.

 

Kiedy w Twoim życiu pojawiła się Maryja?

Maryja pojawiała się w sposób stopniowy, ale pierwszy raz, gdy byłem małym chłopcem – miałem 7-8 lat. Intensywnie się do niej modliłem, bo liczyłem na przełom w mojej rodzinie. Nie rozumiałem nieustannych kłótni między mamą i tatą. W tamtym czasie te modlitwy nie zostały wysłuchane. Byłem bardzo zawiedziony. Pamiętam, że w moim pokoju wisiał obraz Matki Bożej. Ściągnąłem go ze ściany, okazując swój bunt. Przestałem się więcej do Niej modlić.

Ale Maryja niejako „wróciła” do Twojego życia.

Tak, ale dopiero po wielu latach. Gdy miałem 26 lat, borykałem się z wieloma poważnymi problemami. Jednym z nich był nałóg nieczystości, z którym kompletnie nie dawałem sobie rady.

W pewnym momencie przyszła mi myśl o Maryi. Zacząłem zastanawiać się nad tym, po co ta Maryja w ogóle jest. Kobieca pobożność maryjna mnie odstręczała. Róże różańcowe kojarzyły mi się z nudą i beznadzieją. Po co klepać dziesięć razy „Zdrowaś Maryjo”? Nikt nigdy nie wytłumaczył mi po co to się odmawia, na czym to polega. Nie wystarczy raz, a dobrze? Nie było wtedy dla mnie nudniejszej modlitwy niż różaniec. Widziałem tylko stare babcie i dziadków, nawiedzonych dewotów.

Pomimo tych fatalnych skojarzeń postanowiłem, że zwrócę się z głośnym krzykiem do Matki Bożej o ratunek. Idąc ulicą zawołałem w duchu do Maryi o pomoc prosząc, aby mnie ocaliła, bo inaczej nie wytrzymam tak dłużej. To był płacz syna do matki. Nie wiem skąd wzięła się ta inspiracja, żeby tę sprawę właśnie Jej zawierzyć.

Czy tym razem Maryja Cię wysłuchała?

Tak, tym razem była piorunująco skuteczna. Poprosiłem Ją, żeby zabrała mi moją nieczystość, ten straszliwy i deprawujący nałóg, który mnie duchowo upadlał. Miałem też wewnętrzną pewność, iż bez zwycięstwa nad nieczystością moje życie duchowe nigdy nie rozkwitnie. Czułem się ohydnym i potępionym w oczach Boga, a bardzo pragnąłem Jego miłości i bliskości. Wcześniej bez masturbacji nie mogłem wytrzymać dnia, czasem nawet kilku godzin. Nagle, ten przymus, który mnie zniewalał i zabijał, znikł. Wiedziałem, że to jest od Niej. Proces mojego zdrowienia trwał jeszcze dość długo, całe lata, ale decydujący cios temu nałogowi został zadany wtedy. Bezwzględnie swoją czystość przypisuję wstawiennictwu Maryi. Mogę śmiało powiedzieć, że gdy wszystko zawiodło, dosłownie wszystko, to wtedy Maryja pojawiła się jako ostatnia deska ratunku dla mojej męskiej czystości.

To był trudny czas w Twoim życiu.

Tak, to był czas, gdy dosłownie wszystko się zawaliło. W maju 2002 roku moja mama nagle zachorowała na nowotwór złośliwy. Po czterech miesiącach od diagnozy zmarła. Ojciec oczekiwał, że zastąpię mu żonę – że będę mu gotował, sprzątał w domu, etc. Nie był dla mnie kochającym ojcem, którego wtedy potrzebowałem, ale stosował wobec mnie psychiczną przemoc. Zbuntowałem się przeciwko temu, więc wyrzucił mnie z domu. Byłem w trakcie studiów i nie miałem pracy ani pieniędzy. Tułałem się po domach znajomych. Dodatkowo, rozchorowałem się przewlekle. Byłem fizycznym i psychicznym wrakiem. 

W moim domu rodzinnym mama była filarem życia domowego, ostoją i kimś kto dawał poczucie bezpieczeństwa. Ponadto była jedyną osobą, która się w domu modliła. Widziałem ją wieczorem klęczącą przy łóżku i odmawiającą pacierz. Miała nabożeństwo do Matki Bożej. Nie eksponowała tego, nie była dewotką, nie pamiętam czy modliła się na różańcu, ale co wieczór klękała do modlitwy. Nigdy natomiast w takiej sytuacji nie widziałem ojca. To był człowiek totalnie zniewolony wieloma nałogami. Był przeciwieństwem matki, miałem z nim złą relację – poniżał mnie, obrażał, stosował przemoc i manipulację psychiczną, ale to przez to, że sam był zniewolony. Myślę, że to jeden ze skutków aborcji, która sprowadziła przekleństwo demoniczne na moją rodzinę. 

Twoja mama dokonywała aborcji?

Mama, a wcześniej babcia. Mama dokonywała aborcji przynajmniej dwukrotnie. To była rodzinna tajemnica. Nie miałem o tym pojęcia. Wyjawił mi to tato, tuż przed swoją śmiercią. Co ciekawe, te rodzinne tajemnice zacząłem zgłębiać za przyczyną bardzo maryjnego kapłana – szukałem u niego duchowej pomocy, a on radził szukać przyczyn moich problemów w domu. To jego przeczucie było ewidentną inspiracją od Matki Bożej – w czasie mojej spowiedzi ciągle przekładał w ręce paciorki różańca.

Jestem dzieckiem poczętym w łonie, w którym dokonane zostały morderstwa. Począłem się więc w grobie, na cmentarzu. Dosłownie. Mój okres prenatalny był czasem lęku i strachu przed tym, że mnie też mogą zabić. Urodziłem się z syndromem postaborcyjnym.

Na czym on polega?

To splot potwornego lęku, bezsensu życia, depresji, poczucia odrzucenia i porażająca samotność. To pytanie siebie, dlaczego ja przeżyłem, a moje rodzeństwo nie. Przez wiele lat pytałem siebie „po co ja się w ogóle urodziłem, moje życie nie jest nic warte”. Wiele razy modliłem się o śmierć.

Ponadto, przekleństwo aborcji dotyka całą rodzinę. Jest to tak straszliwy grzech, że dosłownie całe piekło atakuje rodzinę. Szatan niszczy relację pomiędzy małżonkami, między dziećmi i rodzicami. To jest duchowe tsunami, po którym pozostają zgliszcza. 

A dlaczego Twoim zdaniem tak się dzieje?

Bo nie ma potworniejszej zbrodni i większego grzechu na ziemi niż zamordowanie bezbronnego człowieka w łonie matki. Ten mały człowiek od momentu poczęcia wszystko czuje i odbiera na poziomie emocji i ducha. Pomimo, że nie posiada jeszcze wykształconych organów i jest „splotem komórek”.

Czy Maryja pomogła Ci się uporać ze skutkami tego syndromu?

Tak. Dla Jezusa i Maryi bowiem nie ma nic niemożliwego! Nie da się bez pomocy Nieba odbudować rodzinnych relacji ani odbudować siebie. Żadna terapia tu nie pomoże, bo tu chodzi o najgłębszy poziom ludzkiej egzystencji – poziom ducha do którego psychologia nie ma dostępu ani narzędzi. 

Całe swoje życie zawierzyłem Maryi – Matce Życia. Oddałem się w Jej opiekę, poprosiłem o uzdrowienie momentu mojego poczęcia. Zamknąłem się duchowo w łonie Maryi, aby w Nim otrzymać pełnię błogosławieństwa. Prosiłem, żeby towarzyszyła mi od nowa w całym okresie prenatalnym. Zacząłem Bogu wynagradzać i pokutować za zbrodnie rodziców. Podjąłem się duchowej adopcji dziecka poczętego. Zamówiłem Msze wieczyste… Uzdrowienie przyszło za ewidentnym wstawiennictwem Maryi. Ale to było już wtedy, gdy zacząłem budować nowe życie będąc we wspólnocie prowadzonej przez ks. Dominika Chmielewskiego SDB.

Cofnijmy się więc do roku 2014, gdy po raz pierwszy pojechałeś do Medjugorie.

Kiedy wysiadłem z samochodu w Medjugorie, poczułem, że tam jest zupełnie inne powietrze. Poczułem żywą obecność Kogoś pełnego ciepła, pokoju, Kto chce uleczyć to, co jest trudne. Wtedy poprosiłem Maryję, żeby zabrała wszystko, co nie jest od Boga w moim życiu. No to zabrała po kolei wszystko – pracę, samochód, pieniądze… Spełniła się moja prośba. Nagle wszystko legło w gruzach. Ale to było wymodlone, bo nie chciałem żyć w grzechu, w ciemności; nie chciałem, żeby w moim życiu było coś otrzymane od diabła. Kierowałem się w życiu zachciankami i nie byłem świadomy, jak wiele rzeczy w moim życiu było właśnie podarunkami od złego ducha. Z dopustu Bożego przyszedł anioł niszczyciel i rozwalił wszystko, żeby na nowo rozpocząć budowanie mojej tożsamości – jako człowieka, jako mężczyzny, jako męża.

Co się stało?

Zarabiałem duże pieniądze. Praca wprowadzała mnie w pychę. Chciałem się dobrze „urządzić” tu na ziemi, mieć dużo pieniędzy, aby spełniać swoje marzenia. Obracałem się w towarzystwie ludzi, dla których normą były kłamstwa, zdrady, defraudacje finansowe i wszelki brud tego świata. Mimo, że nie uczestniczyłem w ich stylu życia, to czułem, że ich towarzystwo było niebezpieczne dla mojej psychiki i ducha. 

Doszedłem do takiego punktu, że miałem dość mojego beznadziejnego życia. Depresja się pogłębiała. Zacząłem myśleć o samobójstwie. Jednak w ostatnim krzyku duszy postanowiłem wszystko postawić na jedną kartę – na Boga, przez Maryję. Znajoma osoba skontaktowała mnie z kapłanem egzorcystą, którego poprosiłem o modlitwę nade mną. W trakcie tej modlitwy zostałem całkowicie uwolniony od demonów aborcji, które niszczyły moje życie od poczęcia. Dostałem obraz nowego serca, które wówczas zostało mi ofiarowane. Od poczęcia żyłem w ciągłej depresji. Od tamtej modlitwy depresja do mnie nigdy nie wróciła. W wieku 38 lat de facto narodziłem się na nowo.

Prosiłem Maryję, żeby zabrała mi wszystko, co w moim życiu nie pochodzi od Boga. Szybko straciłem te „bożki”, które zasłaniały mi prawdziwego Boga. Dziś wiem, że ten mój materialny dostatek, to był dług zaciągany u szatana. Korzystałem z tych dóbr za cenę zatracania swojej duszy.

Kiedy prawie wszystko straciłem, postanowiłem odbudowywać swoje życie na nowym, prawdziwym fundamencie Jezusa i Maryi. Dostałem pracę. Wszystko zaczęło wracać do normy, ale tym razem to Bóg był na pierwszym miejscu. Dziś samochód czy dostatnie życie nie są moim celem – to poboczny skutek mojej pracy. Praca jest po to, żeby swoimi talentami dzielić się z bliźnimi – dlatego jak najlepiej wykonuję swoje obowiązki, bo to jest wyraz mojej miłości do drugiego człowieka. Bardzo w tym jest pomocna Maryja. Ona jest pośredniczką wszystkich łask. To przez Nią Pan Bóg w mojej pracy używa mnie jako swojego narzędzia. 

Co jest najważniejsze w budowaniu relacji z Maryją?

Maryja była i jest kobietą. W budowaniu relacji z Nią trzeba Ją więc traktować jak kobietę. Przede wszystkim trzeba mieć dla Niej czas. To nie może być w biegu, na wariata – chociaż i wtedy jest z nami. Ale trzeba mieć dla Niej czas, na rozmowę z Nią, na bycie. Trzeba być też delikatnym, nie można być obcesowym, agresywnym. Wydaje mi się, że kiedy z mojej strony jest jakiś bunt, to Ona tym bardziej szuka sposobu dotarcia do mnie. Mężczyźnie łatwiej znaleźć porozumienie z kobietą, zwłaszcza z matką. Ważne jest też to, że Maryja idzie równolegle z moim życiem. Jako najlepsza matka dopasowuje odpowiednie środki do rozwoju mojej duszy. Łaski, które otrzymuję, są odpowiednie do poziomu głębi mojej relacji z Bogiem i z Nią. Najpierw było duchowe mleczko. Później dopiero stały pokarm.

Jaką rolę odgrywa w odkrywaniu tożsamości mężczyzny?

Fundamentalną. Dzięki Maryi zrozumiałem, co to znaczy być mężczyzną, mężem i ojcem (nasz synek umarł, gdy był jeszcze w łonie mojej żony). Rozmawiam z Maryją jak z kobietą, która najlepiej zna serce mojej żony; wiem, że wiele inspiracji w moim życiu płynie od Niej. Kiedy chcę czasami zrobić coś po swojemu, to słyszę, żeby zrobić coś inaczej – łagodniej i roztropniej.

Maryja uczy mnie obrony wartości, których Ona jest ucieleśnieniem – Ona jest ukochaną Boga, a poza tym człowiekiem, który najwięcej zrobił dla ludzkości (bo Jezus poza tym, że był człowiekiem, był równocześnie Bogiem). Ona zgodziła się na Boży plan zbawienia – najpierw na narodziny Jezusa, a potem na Jego śmierć. Gdy Jej Syn umierał na krzyżu, to nikt nie wierzył w Jego zmartwychwstanie, poza Nią. Jaka to jest kobieta? Wytrzymała trzy dni ataku całego piekła! Jakim niezwykłym człowiekiem jest nasza Mama! Tak bardzo ludzkim, a równocześnie jakże potężnym duchowo. Wejście w bliskość z Nią jest uzbrojeniem się we wszystko, co Ona posiada, a co potrzebne jest do zwycięskiej duchowej walki z potęgą piekła.

Czy przez tę wielkość Maryi, którą opisujesz, Ona nie staje się odleglejsza?

No jak? Ona jest kochającą matką. Udowodniła to w czasie każdego swojego objawienia, które Kościół zatwierdził. Doznający objawień mówili o wielkim doświadczeniu miłości od Matki Bożej. Ona jest delikatna i czuła jak matka, ale równocześnie ma siłę lwicy, która stanie w obronie dziecka przed siłami piekła. 

Jak „maryjność” przejawia się w Twoim codziennym życiu?

Większość decyzji – zarówno tych fundamentalnych, jak i codziennych – staram się podejmować po konsultacji z Nią. Na przykład biorę Ją na zakupy. Jest świetna, kiedy przed świętami muszę kupić prezent żonie. Wchodzę do sklepu, Maryja mówi mi: „kup to, to i to”. Moja żona jest zachwycona; pyta, skąd wiedziałem, co chce. Mówię, że nie wiedziałem, ale zapytałem Tej, która wie.

Powierzyłem Maryi swój ziemski majątek – samochody, mieszkanie – żeby Ona się tym opiekowała. Ale też dziękuję Jej za małe codzienne rzeczy, jak chociażby dobry posiłek przygotowany przez moją żonę – Ona wie, że ja lubię dobrze zjeść. Jej o to chodzi – Ona jest z nami zarówno w najmniejszych, ale i w największych sprawach, sprawach życia i śmierci.

Ostatnio wraz z żoną zaprosiliśmy Maryję do naszego domu, żeby u nas zamieszkała. Ze swej strony zrobiłem to jako kapłan domu. Oboje z żoną chcieliśmy Jej obecności w naszej codzienności – żeby z nami mieszkała, jadła, prała, sprzątała, żeby była w naszej sypialni i w salonie. Odkąd Ją zaprosiliśmy, w domu spadło emocjonalne napięcie – widzimy to ewidentnie w relacji z żoną.

Maryi się nie poznaje za pomocą dociekań teologicznych – Maryję trzeba przeżyć, trzeba wejść z Nią w relację, trzeba z nią rozmawiać, doświadczyć Jej obecności. Można przeczytać na Jej temat dziesiątki książek, ale wtedy nic się o Niej nie wie – zna się tylko suche fakty. Matkę się kocha, matki się przecież nie studiuje. Moja mama mnie urodziła, wychowała, przytulała, karmiła, rozmawiałem z nią – mogę powiedzieć, że ją znałem. Tak samo chcę poznać Maryję, po prostu będąc z Nią, zapraszając ją do swojej codzienności i walcząc u Jej boku o sprawy, które są najwyższej wagi – od zbawienia siebie i moich najbliższych po ratunek dla świata. Bóg obecnie posyła na świat Maryję, żeby nas uratowała przed zagładą. Jest to czas niewyobrażalnej wręcz łaski i szansy danej nam z Nieba.

Wspominałeś, że w młodości różaniec to była najnudniejsza modlitwa na świecie. Ale to się zmieniło…

Sens modlitwy różańcowej wyjaśnił mi ks. Dominik Chmielewski. Dziś wiem, że tysiące „Zdrowaś Maryjo” są tylko tłem, powtarzaną muzyką, a głębią tej modlitwy jest kontemplacja Ewangelii i przekładanie tych scen na własne życie. W każdej tajemnicy różańca jest moje życie – moje codzienne zmaganie, moja walka, moje słabości, moje relacje z ludźmi – to wszystko jest w różańcu. Maryja mieszkała w Nazarecie, w wiosce zabitej dechami, gdzieś na końcu świata. Żydzi drwili z tej wioski. Różaniec też pozornie wydaje się przaśną modlitwą, dla dewotek, które klepią zdrowaśki. Ale to tylko pozory – różaniec to jest modlitwa bojowa, to narzędzie do walki z szatanem. W moim życiu to się dzieje – różaniec jest łańcuchem, którym Archanioł Michał pęta diabła, a Maryja mocą Bożą miażdży dzieła diabła w moim życiu.

Skoro mowa o walce. Jesteś liderem wspólnoty Wojownicy Maryi w Warszawie.

Tak, Maryja jest fundamentalna dla tożsamości naszej wspólnoty. Zaczynaliśmy 5 lat temu w małej kapliczce domu salezjanów w podwarszawskich Łomiankach. Teraz na nasze spotkania ogólnopolskie przyjeżdża ponad 1500 mężczyzn. Naszym przewodnikiem duchowym jest wspominany wcześniej ks. Dominik Chmielewski – kapłan o niezwykłym nabożeństwie do Maryi, który swoją drogę duchowego rozwoju zaczął właśnie od spotkania z Maryją w Medjugorie.

Od ponad roku wspólnota zaczęła się tak dynamicznie rozwijać, że konieczne było stworzenie regionalnych struktur do formowania nowych Wojowników Maryi. Jedną z nich jest nasz warszawski oddział.

Praktycznie od razu wiedzieliśmy, że miejscem naszej formacji będzie Niepokalanów. Franciszkanie otworzyli nam serca i drzwi m.in. do swojego „matecznika” – kaplicy św. Maksymiliana. Formujemy się na tej samej podłodze, do której własnoręcznie deski przybijał ten wielki święty. Centralnym punktem naszych spotkań jest adoracja Najświętszego Sakramentu, a poza tym konferencje, spotkania w grupkach dzielenia, świadectwa oraz integracja. Jeżeli spotkanie wypada w pierwszą sobotę miesiąca, to wcześniej spotykamy się na Męskim Publicznym Różańcu w Warszawie, gdzie po Eucharystii odmawiamy różaniec. 

Maryja szczególnie wzywa nas Wojowników do pokuty. Raz w miesiącu jeździmy do Niepokalanowa na tzw. nocną „Grupę Szturmową” – od godziny Apelu Jasnogórskiego adorujemy Jezusa leżąc przed Nim krzyżem w uniżeniu i przepraszamy za nasze grzechy osobiste i grzechy całego świata. Ta modlitwa bardzo zmienia męskie serca. Nocna modlitwa daje ogromną siłę do wytrwania na stanowisku – w swojej rodzinie, pracy i innych obowiązkach – zwłaszcza gdy są trudy, choroby, niezrozumienia, złe relacje z żoną czy dziećmi, wściekli szefowie w pracy, itp.

Celem naszej formacji jest przywrócenie mężczyznom ich prawdziwej tożsamości wojowników ducha – tożsamości, z której ten świat ich ograbia. Gdy mężczyzna staje do walki o prawdziwe wartości w swoim życiu jak prawda, czystość, miłość, opanowanie, męstwo czy odwaga, a na przewodniczkę tej drogi wybiera Maryję – wówczas jest niezwyciężony. Bo walcząc pod sztandarem Niepokalanej walczy korzystając z zasług Tej, która jako jedyna istota rasy ludzkiej zwyciężyła wszystkie pokusy i ataki piekła na Nią skierowane.

Dodaj komentarz

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

W numerze poświęconym tematowi świętości chcemy przedstawić Wam jednego z trzech wyniesionych dotąd do godności świętych pijara. Najstarszego wiekiem, ale najmłodszego stażem kanonizacyjnym. Jego...

RECENZJE

0 145

Melania miała 15 lat, Maksymin 11. Żadne z nich nie chodziło do szkoły. Nie umieli czytać, pisać, ani liczyć. Nie umieli się też modlić....