Home Temat numeru YouTube to moje powołanie

„To, co robię dziś, nazwałbym połączeniem dwóch pasji – pasji teologicznej i nagrywania filmików w specyficznej formie” – mówi Mikołaj Kapusta, który prowadzi na YouTubie kanał „Dobra Nowina”.

 

Od czego zaczęła się Twoja przygoda z YouTube’em i kanałem „Dobra Nowina”?

To, co robię dziś, nazwałbym połączeniem dwóch pasji – pasji teologicznej i nagrywania filmików w specyficznej formie. YouTube mnie interesował i myślałem o tym, żeby wykorzystać ten kanał do głoszenia Dobrej Nowiny, ale najpierw poszedłem na studia teologiczne. Dopiero w ich trakcie stwierdziłem, że będę się spełniał jako teolog na YouTubie.

Twój kanał ma pięć lat. Jak w tym czasie zmieniło się Twoje myślenie o obecności na YouTubie?

Mam wrażenie, że im więcej ludzi mnie ogląda – projekt „Dobra Nowina” rozwija się systematycznie – tym więcej odpowiedzialności czuję na sobie. Odpowiedzialności za to, co mówię. Pierwszy film, który nagrałem bardzo się „rozszedł” i już wtedy wiedziałem, że muszę zwracać uwagę na to, co robię i mówię na YouTubie. W mediach społecznościowych nie tylko treść słów się liczy, ale bardzo dużo zależy także od formy. Jeśli miałbym podsumować pięć lat mojej obecności na YouTubie, to powiedziałbym, że był to czas rozwijania świadomości, jak wpływam na ludzi, przez to co i jak robię.

Jaki wpływ działalność wirtualna ma na Twoje życie w realu?

Ogromny. Wielkim cudem jest to w moich oczach. Jestem, a na pewno będę, w stanie się z tego utrzymać. Dzięki samozatrudnieniu mogę osobiście decydować o czasie i kierunku swoich działań.

Tematyka mojego kanału jest specyficzna. Zaczynam rozumieć np. księży, którzy codziennie muszą podzielić się swoją refleksją, wyciągać nowe wnioski i przemyślenia na temat Słowa Bożego, a jest to bardzo trudne. Wydaje mi się, że zupełnie naturalnym stanem dla chrześcijanina powinno być życie duchowe bardzo spokojne i rozłożone na lata. Człowiek powinien w wielkim spokoju przeżywać kolejne prawdy duchowe. Dla osoby głoszącej wielką trudnością jest potrzeba wyciągania czegoś ciągle nowego i życia tym na codzień. Taka praca potrafi być nużąca, ale jest równocześnie wielkim przywilejem, dlatego absolutnie nie narzekam i jestem przeszczęśliwy.

Czyli można powiedzieć, że w najbliższym czasie YouTube jest i będzie Twoją pracą.

Marzę o tym i wszystko na to wskazuje, że tak będzie.

Kiedy pytałem o wpływ Twojej działalności wirtualnej na rzeczywistość realną, to miałem też na myśli fakt, że bywasz zapraszany na różne spotkania.

Aktualnie o tym intensywnie myślę. Jestem przekonany, że w tego typu spotkaniach mogę być zastąpiony – jest przecież wielu rekolekcjonistów, ewangelizatorów i katechetów. Inaczej jest natomiast z filmami, które tworzę do internetu – one są dynamicznie zmontowane, ta treść i w tej formie prawie jest nieobecna na YouTubie. Myślę, że jestem bardziej potrzebny w tej sferze. Ale wiele spotkań, w których wziąłem udział dały mi pewność, że nie uciekam od ludzi. Sprawdziłem się i w takiej formie. Wiele też tym wyjazdom zawdzięczam. Poznałem ludzi, którzy na ogół są po drugiej stronie kamery. Teraz chcę się skupić na tym w czym – tak uważam – jestem najlepszy, czyli na formie dynamicznych filmów na YouTubie.

Można powiedzieć, że YouTube stał się Twoim powołaniem? 

Myślę, że to jest powołanie. Bóg daje mi znaki potwierdzające. Kiedy wrzucę jakiś film, to chwilę później pojawiają się filmy o podobnej tematyce u innych głoszących, albo używają tych samych sformułowań. Zdroworozsądkowo patrzę też na swoje talenty, w które wyposażył mnie Pan Bóg – staram się ich nie zakopywać, ale pomnażać w jak najlepszy sposób, według swoich zdolności.

Wśród filmików na Twoim kanale można znaleźć też „Jak odnaleźć swoje powołanie – 7 kroków”. Jak Ty rozeznałeś czy rozeznawałeś swoje powołanie?

To jest bardzo trudne pytanie. Do dzisiaj się nad tym zastanawiam. Z jednej strony wydaje się, że człowiek powinien iść za swoimi pragnieniami. Czyli, jeśli chce być w małżeństwie, jeśli tego pragnie, to powinien za tym iść. Z drugiej strony mamy też historię Jonasza. Pewnie Bóg w jego sercu głęboko zapisał pragnienie, żeby pójść do Niniwy i ją nawracać, ale po ludzko się tego bał. Początkowo można by uważać, że miał powołanie sprzeczne ze swoim pragnieniem, bo uciekał w drugą stronę.

Św. Paweł w Liście do Rzymian powiedział, że pożądanie wypływające z ciała sprowadza śmierć, pożądanie zaś z Ducha daje życie i pokój (por. Rz 8, 6). I tak naprawdę powinno wyglądać rozeznawanie chrześcijanina – powinien zaglądać w siebie, najgłębiej jak tylko może, korzystając z czasu wyciszenia i modlitwy, a także z pomocy Kościoła, zwłaszcza tych, którzy są „starsi w Chrystusie”. Ale powinien też wiedzieć, co daje mu najwięcej życia i pokoju. W taki sposób Paweł rozeznawał czy ma iść, czy nie do Azji, albo do Hiszpanii.

Podsumowując: sam do końca nie wiem, jak to powinno wyglądać, ale jestem pewien, że potrzeba wielkiego skupienia i spokoju, wejrzenia w siebie, bo na pewno Bóg chce, żebyśmy byli szczęśliwi. Myślę, że Bóg nie powołuje do czegoś, co jest wbrew pragnieniom danej osoby.

Jak sam YouTube może pomagać w rozeznawaniu powołania. Pytam „jak?”, bo wiem, że pomaga. Mówisz np. o tym, że pisali do Ciebie klerycy, którzy zdecydowali się na seminarium m.in. po tym, jak obejrzeli jeden z Twoich filmików.

Chodzi konkretnie o film „Jak rozeznać wolę Bożą – 10 sposobów”. Pewnie ten chłopak skorzystał z kilku, albo wszystkich metod rozeznawania, o których mówiłem i stwierdził na podstawie obserwacji swojego życia, że chce iść do zakonu czy seminarium. Natomiast myślę, że bardzo trudno podjąć jakąś decyzję w sprawie swojego powołania patrząc tylko na YouTube. Przykro na to zwracać uwagę, ale mam wrażenie, że kiedy mówi się o różnych powołaniach, to często brakuje uczciwości. Przedstawiciele różnych powołań zachęcając do drogi, którą sami podążają nie przedstawiają jej dokładnie. Robią to oczywiście w najlepszej intencji, bo zachęcanie młodych jest ich zadaniem – sami zresztą wiedzą, że w przeszłości takiej zachęty potrzebowali. To dotyczy tak życia kapłańskiego, konsekrowanego, jak i małżeńskiego. Często pomija się natomiast krzyż, który towarzyszy każdemu z tych powołań.

Oczywiście zachęcam do korzystania z YouTube’a w sprawie rozeznawania swojej życiowej drogi. Warto słuchać świadectw różnych osób. Ale trzeba być przy tym bardzo czujnym – pytać wprost o problemy, o najgorsze momenty i badać, czy ludzie szczerze na ten temat mówią. Dobrze by było, żeby każdy dokładnie wiedział, w co się pakuje.

Na co Ty byś zwracał uwagę, przed czym byś przestrzegał?

Boję się, że to co powiem będzie kontrowersyjne, ale ponieważ jestem świeckim youtuberem mogę mówić, co myślę. Myślę, że jest jedna prosta zasada, którą warto w tej kwestii stosować. Im ktoś z większą pewnością mówi o czymś, tym mniej powinniśmy mu ufać. Świat naprawdę jest skomplikowany. Historie ludzi są naprawdę różne. Biblia pokazuje, że Bóg przykłada do każdego człowieka inną miarę. Trzeba mieć dystans do ludzi, którzy z wielką pewnością głoszą niektóre rzeczy. Trzeba z podwójną czy nawet potrójną ostrożnością szukać obiektywizmu i patrzyć czy ktoś jest w stanie przedstawić np. argumenty drugiej strony. Jeśli ktoś zna moje filmy, to może mieć wrażenie, że mówię o sobie (śmiech), ale staram się sam praktykować taką postawę. Uważam, że staram się być dość obiektywny – potrafię kogoś pochwalić za dobre rzeczy, a skrytykować za złe. Ale ciagle walczę o to, żeby znać swoje miejsce w szeregu. Często ludzie pytają, co sądzę o tym, czy o tamtym. Jako świeżo upieczony magister teologii odmawiam odpowiedzi na takie pytania, bo tu potrzeba pokory.

Sam sięgasz po YouTube w jakim celu?

Najczęściej dla rozrywki. Inspirują mnie głównie kanały anglojęzyczne. Bardzo lubię oglądać youtuberów albo największych, albo z największą renomą pod względem jakości ich filmów, nawet jeśli ich treści są niegodne polecenia. Inspiruję się w wymiarze technicznym. Jeśli chodzi o sprawy duchowe, to dobrze przyswajam treści, które prezentują protestanci i staram się tłumaczyć katolikom, co protestanci myślą, albo gdzie są w zgodzie z Kościołem katolickim – nie wiem dlaczego, ale czuję się w tym dobrze i ostatnio przestałem się tego bać. Lubię też słuchać abp. Grzegorza Rysia – to chyba jedyny polski katolik, którego słucham na YouTubie.

Z okazji 5 lat swojej obecności na YouTubie i 30 tys. subskrypcji zapytałeś swoich widzów, jakie są ich oczekiwania co do Twojego kanału.

Generalnie potwierdzają, że bardzo dobrze robię to, co robię; że sam dobrze obieram kierunek i po prostu mam kontynuować swoje dzieło. Od początku czuję się powołany do tego, żeby zachęcać ludzi do Słowa Bożego. Katolików zachęcić z powrotem, bo często oddają się innym lekturom duchowym, a zapominają o tej fundamentalnej i obowiązkowej, gdzie jest jedyne objawienie, w które katolik powinien wierzyć. Ale także protestantom chcę pokazać, że wcale nie jesteśmy oderwani od Słowa, a ateistom, że to nieprawda, że nie znamy tego „podstawowego dla nas dokumentu”. Na swoim kanale zajmowałem się także różnymi zjawiskami pojawiającymi się w Kościele, ale teraz chcę zwrócić się zupełnie w kierunku Słowa Bożego, zachęcać ludzi do jego lektury, tłumaczyć co w nim jest, jak je rozumieć, żeby każdy mógł się nad nim pochylać i czerpać z niego dla siebie to, co do życia najbardziej potrzebne.

Rozmawiał Przemysław Radzyński

Dodaj komentarz

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

W numerze poświęconym tematowi świętości chcemy przedstawić Wam jednego z trzech wyniesionych dotąd do godności świętych pijara. Najstarszego wiekiem, ale najmłodszego stażem kanonizacyjnym. Jego...

RECENZJE

0 75

Melania miała 15 lat, Maksymin 11. Żadne z nich nie chodziło do szkoły. Nie umieli czytać, pisać, ani liczyć. Nie umieli się też modlić....