Home Recenzje Wolontariat tylko z miłości i to nie własnej

Chcesz być wolontariuszem na misjach? Najpierw przemyśl swoje motywacje!

Szymon Hołownia prowadzi dwie fundacje, które pomagają potrzebującym w Afryce – Fundacja Kasisi założona w 2013 roku niesie pomoc sierocińcowi w Zambii a Dobra Fabryka od 2014 roku organizuje wsparcie dla szpitala w Ntamugendze (Kongo) i hospicjum w Kabudze (Rwanda). Czasem do fundacji albo bezpośrednio do Szymona Hołowni zgłaszają się ludzie, którzy chcą wyjechać na wolontariat do Afryki. Dziennikarz i publicysta pyta ich o motywacje. Tłumaczą wówczas, że „w ich życiu nadszedł na to czas” albo, że „chcieliby się poczuć potrzebni” albo „chcieliby przeżyć coś w życiu” (są i tacy, którzy myślą o takim wyjeździe tylko ze względu na egzotykę miejsca, którego nie mogliby zobaczyć w inny sposób…). W odpowiedzi często słyszą, że nie każdy wolontariat jest magicznym lekarstwem na wszystkie kłopoty krajów trzeciego świata, ale tylko ten dyktowany miłością do drugiego człowieka.

– Najdelikatniej, jak umiem, próbuję im wyjaśnić, że nie powinni ruszać się z domu, zanim nie przestawią sobie w głowie wajchy i nie zauważą, że to nie o ich uczucia i pragnienia powinno tu chodzić – pisze Hołownia na łamach książki Jak robić dobrze. Wg niego ta zmiana myślenia ma polegać na tym, że człowiek decyduje się robić coś dla kogoś, bo chce z nim być, a nie jest z kimś, bo zdecydował, że chce dla niego coś zrobić. Autor dodaje, że bardzo chętnie pomoże zorganizować wyjazd na taki wolontariat ale komuś, kto jest w stanie zaoferować podopiecznym fundacji kompetencje niedostępne na miejscu.

Hołownia stawia sprawę dość jasno. Jeśli wolontariusz przyjeżdża do Afryki na miesiąc, to „przez pierwszy tydzień przeżywa szok, w drugim choruje, w trzecim zaczyna się czegoś uczyć, ale już musi wyjeżdżać, by w czwartym jeszcze coś turystycznie zobaczyć”. Taka sytuacja powoduje dla pracujących na miejscu misjonarzy więcej utrapień niż pożytku, bo zamiast czas i energię inwestować w pracę z podopiecznymi, to muszą zajmować się wolontariuszami, którzy lada moment wyjadą z misji. – Zanim pobiegniesz za szlachetnym porywem serca, dopuść też do głosu mózg – niech te dwa organy razem ocenią, o co tu chodzi. Gdzie najbardziej się przydasz – apeluje dziennikarz.

– Jeśli więc chcesz rzeczywiście pomóc komuś, kto tej pomocy potrzebuje, a mieszka trochę dalej od ciebie, zacznij nie od śpiewania łzawych hitów czy chlipania z litości. Po prostu bądź bardziej uważny w sklepie, w którym kupujesz coś okazyjnie tanio, i posuń się odrobinę na ławeczce życia. Nie myśl o tym, by wyjechać i ratować Afrykę, lecz tu, w Polsce, daj swoje pięć czy dziesięć złotych, by ktoś, kim zajmują się Fundacja Kasisi, Dobra Fabryka albo dowolna inna organizacja, był o krok bliżej szansy, by nigdy już twojej pomocy nie potrzebować – sugeruje Szymon Hołownia.

Zupełnie inaczej patrzy się na osoby, które chcą do Afryki przyjechać na wolontariat długoterminowy (np. na rok) a dodatkowo są specjalistami w jakiejś dziedzinie i nie dość, że swoimi umiejętnościami służą potrzebującym, to mogą jeszcze odpowiednio przeszkolić miejscowych, którzy mogą po nich przejąć pałeczkę. Do Kasisi przyjeżdżają np. fizjoterapeutki z Włoch, które zajmują się dziećmi ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Swego czasu Szymona Hołownię zawstydził student medycyny z Czech, który nie dość, że z pełnym oddaniem wywiązuje się ze swoich obowiązków, to jeszcze żeby kupić bilet do Zambii, sprzedał samochód podarowany mu na osiemnastkę przez babcię.

Wolontariusze, których podziwia Hołownia ryzykują czasem naprawdę dużo, żeby dać siebie innym. – Wyjście ze świata własnych potrzeb i nawet najmniejszy krok w stronę drugiego człowieka to zawsze jest ryzyko, to zawsze jakaś utrata (czasu, który można wziąć na swoje przyjemności, pieniędzy, które można na nie wydać, gwarancji na przyszłość, pancerza chroniącego przed zranieniem). Ale to ZAWSZE zwraca się z procentem, jakiego nie ma w żadnym banku – pisze publicysta i przekonuje, że jest w stanie założyć się z każdym, że gdy da pięć minut swojego czasu potrzebującemu, to odzyska dziesięć dla siebie i to w jakości, jakiej dotąd nie znał. – Kto da życie, dostanie je z powrotem, ale tak apgrejdowane, z taką liczbą nowych funkcji, że nie będzie się mógł nadziwić. Uszczęśliwianie uszczęśliwia, to proste.Hołownia_Jak robić dobrze

 

Więcej o filozofii pomagania Afryce wg Szymona Hołowni przeczytasz w książce Jak robić dobrze purchase lioresal generic dopoxetine (Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2015). buy Antabuse

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 65

W historii Narodu Wybranego było wiele kobiet, które odegrały w niej jakąś rolę, mniej lub bardziej ważną. Była Ewa, a tuż za...