Home Temat numeru ŚDM-owi kapłani

Światowe Dni Młodzieży to czas, miejsca i ludzie, dzięki którym można odkryć swoje powołanie do kapłaństwa – nawet wówczas, jeśli ma się dziewczynę albo właśnie wystąpiło się z seminarium.

Bóg wybiera lepiej

W 1995 roku Michel Remery mieszkał w Holandii i studiował architekturę. Zaproponowano mu wyjazd na ŚDM na Filipiny. Pogrążony w kryzysie Kościół w Holandii był spustoszony, trudno było spotkać na liturgii rówieśników Michela. Kościół był skończony także dla niego samego, ale zdecydował się na ten wyjazd nie ze względów religijnych, ale myślał po prostu o fajnych wakacjach w Manili.

To nastawienie zmieniło się, gdy już na miejscu został poproszony o przedstawienie papieżowi przesłania od młodych z całego świata. „Nie pamiętam tego tekstu dokładnie, ale obiecywaliśmy tam, że będziemy wzmacniać swoją wiarę i traktować ją poważnie. Że będziemy pogłębiać bliskość z Jezusem, modlić się i współpracować z Kościołem” – wspomina Michel, który po odczytaniu na głos tego tekstu utożsamił się z jego treścią. Przesłanie potraktował tym bardziej serio, gdy sam Jan Paweł II powiedział mu, że jest ono bardzo ważne, ale i on musi nim żyć.

Po powrocie do Holandii przez pół roku jeździł po kraju i opowiadał czego doświadczył, co z kolei utwierdzało w nim słuszność tego przesłania. Stopniowo wracał do zwyczajnego życia – miał dobrą pracę i piękną dziewczynę – czuł, że ma wszystko, co człowiekowi potrzebne jest do szczęścia. Szybko to jednak stracił, gdy poważnie zachorował i musiał wrócić do domu na długotrwałą rekonwalescencję. Pierwotnie był zły na Boga za to, co go spotkało, ale dla zabicia czasu, gdy leżał w łóżku, sięgnął po książki – po Biblię i żywoty świętych, dzięki którym miał odwagę, żeby poprosić Jezusa, żeby był blisko niego. Po jakimś czasie zaczął planować swoje życie po powrocie do zdrowia – pracę, życie osobiste, itp. Ale wówczas po raz pierwszy pojawiła się myśl, że może mógłby zostać księdzem. Wydawało mu się to absurdalne, ale ta myśl ciągle do niego wracała.

Michel postawił warunek, że w ciągu dwóch tygodni chce konkretny znak od Boga, czego On od niego oczekuje. Każdego dnia doświadczał czegoś, co było w jakiś sposób związane z kapłaństwem. „Jednego dnia czytałem książkę, a w niej, w środku w ogóle nie związanej z Kościołem historii, pojawił się nagle ksiądz. Innego dnia oglądałem telewizję i przeskakując z kanału na kanał, natrafiłem na księdza, który oddawał swoje życie Bogu. Otworzyłem starą Biblię, a w niej znalazłem mały obrazek z modlitwą, który należał do mojego wujka księdza. I znów w Biblii trafiłem na tekst: „Jesteś kapłanem na wieki”. Jeszcze innego dnia zadzwonił do mnie przyjaciel, z którym nie rozmawiałem od wielu lat, i powiedział: „Dzwonię, bo słyszałem, że jesteś chory. A tak w ogóle, skoro już rozmawiamy, jest jedna rzecz, której nigdy nie rozumiałem. Zawsze wydawało mi się, że byłbyś cudownym księdzem. Dlaczego w zasadzie nigdy nim nie zostałeś?” – wspomina Michel, który początkowo próbował zwalczyć wszystkie myśli, z drugiej strony te znaki sugerowały, że tę kwestię powinien poważnie rozważyć.

Na modlitwie odkrył, że jest tylko jeden sposób na to, żeby być prawdziwie szczęśliwym – oddać swoje życie Bogu, nie decydować samemu o tym, co chce się robić, ale pozwolić Bogu decydować za siebie. Michel rozeznał, że w jego przypadku jedynym sposobem na oddanie się Bogu jest zostanie księdzem. Gdy pogodził się z tą myślą, poczuł niesamowity pokój. Wątpliwości wracały, więc prosił Boga o kolejne znaki. Tym razem odpowiedzią była cisza – Bóg zostawił mu wolną wolę, by sam ostatecznie podjął decyzję.

W tym czasie Michel usłyszał od swojego kierownika duchowego, że ten widział w nim już dużo wcześniej kapłańskie powołanie, ale nie chciał o tym mówić, by nie wywierać na chłopaku presji. Gdy Michel to usłyszał, podjął decyzję. Wyjechał na studia teologiczne do Rzymu. Już jako ksiądz wrócił do Holandii. „Myślę, że sposób, w jaki żyję, jest oparty na moich wyborach, ale to Bóg potrafi zawsze te wybory zmienić w coś, co będzie lepsze. Być może mógłbym odnaleźć swoje powołanie wcześniej, gdybym poważniej podchodził do swojej wiary, kiedy byłem jeszcze w piątej klasie szkoły średniej, lecz najwyraźniej to nie był odpowiedni moment. Ten właściwy nadszedł, kiedy doświadczyłem już życia człowieka pracującego i poważnie myślałem o małżeństwie. Wtedy właśnie zachorowałem. Nie powiedziałbym jednak, że to Bóg sprawia, iż ludzie chorują. On po prostu wykorzystał ten czas, kiedy byłem chory, żeby pomóc mi zrobić następny krok w życiu” – mówi ks. Michel Remery, który od Manili uczestniczył we wszystkich ŚDM – najpierw jako uczestnik, później jako kleryk opowiadający o swoim powołaniu i ksiądz prowadzący grupy aż wreszcie – od spotkania młodych w Madrycie, jako organizator ogólnoświatowego wydarzenia. Aktualnie ks. Remery pracuje w Radzie Konferencji Episkopatów Europy i przygotowuje spotkania biskupów, co robił już w Rio de Janeiro a także podczas ŚDM w Krakowie.

Polska historia

Tomek wstąpił do seminarium w latach 90. Wówczas nie rozeznał, że kapłaństwo to jego powołanie. Po roku opuścił seminarium, ale nie odszedł od Boga i Kościoła. Był mocno zaangażowany w duszpasterstwo, z którym wspólnie wybrał się na Światowe Dni Młodzieży do Rzymu w Roku Jubileuszowym 2000.

Tomek był szefem autokaru, który do Rzymu przywiózł pielgrzymów z Polski. Od organizatorów otrzymał komplet materiałów przeznaczonych dla uczestników ŚDM. W ekwipunku znalazły się m.in. plakietki z napisem „sacerdote”, czyli po włosku „ksiądz”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że identyfikatory były trzy, a duszpasterzy na pokładzie tego konkretnego autobusu tylko dwóch. Najwidoczniej zaszła jakaś mała pomyłka.

Znajomi księża przekonali Tomka, że skoro mają jedną dodatkową plakietkę, żeby ją wykorzystał i poszedł z nimi do sektora dla kapłanów. Nie dość, że w czasie Mszy św. kończącej ŚDM będzie miał miejsce siedzące, to znajdzie się blisko ołtarza. Przy wejściu do sektora – przypomnijmy: „tylko dla księży” – Tomek, tak jak wszyscy pozostali, otrzymał „kapłański zestaw” – komunikanty, książeczkę do odprawiania Mszy św. w swoim języku i …ornat.

Największe zdziwienie Tomka wzbudziły oczywiście szaty liturgiczne, bo miał świadomość, że niedawno przygotowywał się do tego, żeby zostać kapłanem. Na zakończenie Mszy św. papież Jan Paweł II polecił, aby kapłani zabrali ornaty na pamiątkę – od tamtego czasu stało się to zresztą tradycją ŚDM. Tomek, który jakiś czas temu zrezygnował z seminarium, przywiózł do domu ornat.

purchase dopoxetine

„Nie wiem, czy z perspektywy czasu widzę w tym bardziej żart, czy prawdziwy znak od Boga, ale trudno było budzić się rano, widząc ornat, i odpychać od siebie myśl o zostaniu księdzem” – mówi ks. Tomasz Gap, który jakiś czas po ŚDM w Rzymie ponownie wstąpił do seminarium i szczęśliwie je ukończył.

cheap Lasix buy lioresal online

„Dzisiaj dziękuję Panu za 10 lat kapłaństwa. 3 czerwca 2006 r. na zawsze zmienił moje życie. Za każdego człowieka, za każdą chwilę, za każde zadanie BĄDŹ UWIELBIONY PANIE! Tylko w Tobie jest moje spełnienie” – napisał ks. Gap na swoim facebookowym profilu.

Ks. Tomasz na ŚDM do Krakowa przyjechał rowerem. Od kilku lat jest asystentem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Lubelskiej. KSM w wakacje organizuje m.in. Rajd dla Życia. Rowerowa wyprawa na ŚDM była zatem kontynuacją lubelskiej nitki inicjatywy pro-life oraz corocznej pielgrzymki rowerowej na Jasną Górę (organizowanej przez Stowarzyszenie Puławskie Pielgrzymki Rowerowe). „Chcemy nasz trud pielgrzymowania i modlitwę ofiarować w intencji dzieci nienarodzonych, których życie jest zagrożone śmiercią poprzez aborcję” – mówi ks. Gap.

* Historie ks. Michela Remery i ks. Tomasza Gapa zostały opisana przez Karolinę Sarniewicz i Annę Salawę w książce Zróbmy raban.

„eSPe” poleca! Zajrzyj do:

Zróbmy raban

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 26

Nie sięgam po fantastykę, ponieważ nie leży ona w kręgu moich zainteresowań literackich. Tym razem jednak sięgnęłam. Mogłabym przyznać, że nie miałam...