Home Temat numeru Rozpoznaj swoje powołanie

Bóg mówi, ale nie w taki sposób, który mógłby być przełożony na jakikolwiek język ludzki. Bóg mówi przez pragnienia, natchnienia wewnętrzne, historię życia, wydarzenia, swoje dary, ludzi, a zwłaszcza przełożonych, spowiednika i kierownika duchowego. Bóg mówi nie tylko podczas czasu przeznaczonego wyłącznie na modlitwę. Aby zrozumieć Boga, potrzeba znać „język”, którym On się posługuje. W przeciwnym wypadku Jego mowa będzie dla nas tak niezrozumiała, jak język chiński.

 

1. Historia życia

Bóg powołuje człowieka w konkretnych okolicznościach życiowych, w konkretnym kraju, kulturze, miejscowości, w pobliżu takiego, a nie innego seminarium diecezjalnego, bądź zakonu, obok takiej, a nie innej ewentualnej kandydatki na żonę – On to wszystko przewidział. Ponadto posłał do owego człowieka takie, a nie inne osoby, podsunął mu takie, a nie inne książki, ulotki, itp. Sztuką jest teraz spojrzeć na to wszystko i zapytać się „co Boże chciałeś mi przez to powiedzieć?”.

2. Wewnętrzne przekonanie

Gdy zapyta się powołanego, dlaczego wybiera swoje powołanie, najczęściej odpowiada: „Bo widzę siebie w tej roli”, „raczej nie wyobrażam sobie siebie w innym powołaniu”, „najbardziej pasuję do tego powołania”. Im bardziej człowiek dojrzewa duchowo, tym bardziej staje się podatny na natchnienia Ducha Świętego, który daje klarowne, wewnętrzne przekonanie o powołaniu.

3. Pragnienie

Stwórca nie tylko mówi przez nasze pragnienia, ale również je w nas wszczepia: „Bóg jest w nas sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z jego wolą” (Flp 2,13). Potrzeba jednak dużo modlitwy i oczyszczeń, aby odróżnić swoje fanaberie, namiętności, pożądliwości (1 J 2,16) czy chwilowe zachcianki od Bożych pragnień. Pomocny okaże się tu kierownik duchowy oraz obserwacja samego siebie. Dla odróżnienia zachcianki od Bożego pragnienia warto zadać sobie pytanie: „czy moje pragnienie nie ustaje pomimo prób, którym jestem poddawany?”. Bóg dopuszcza bowiem trudności, aby oczyścić i ugruntować powołanie (1 P 5,10). Pozwala na „zamieszanie w sercu”, aby perła powołania, która tkwi „gdzieś na dnie serca” przykryta różnymi grzechami, została wydobyta na wierzch.

4. Talenty, zdolności i łaski, którymi zostaliśmy obdarowani

„Kogo Bóg powołuje, tego na drogę pakuje”. Jeśli więc ktoś został obdarowany powołaniem do bycia księdzem, zostanie on obdarowany zdolnościami umysłowymi do uzyskania stopnia magistra teologii; Bóg pomoże mu w spowiadaniu, kierowaniu, pomaganiu, głoszeniu Słowa Bożego; da mu dar mądrości dla odróżniania dobra i zła, gdy „owieczki” go o to poproszą; udzieli czystości dla wytrwania w celibacie i wielu innych darów zależnych od tego, do jakiej „specjalizacji” w kapłaństwie go powoła, czy to np. do pracy z młodzieżą, do misji (potrzebna jest np. umiejętność uczenia się języków obcych). Jeśli więc ktoś zauważy u siebie zalążki takich darów, może wnioskować, że Bóg przygotowuje go do takiej misji w Kościele, w jakiej będzie się on dobrze sprawdzał. Bóg obdaruje każdego powołanego nie tylko wrodzonymi zdolnościami, ale również udzieli nadprzyrodzonych darów. Bóg jest hojny w dawaniu, jednak powołany może nie podjąć współpracy z łaską Bożą. Może dostać „prezent”, którego nigdy nie rozpakuje np. nie podejmie trudu rozwijania talentu. Podobnie rzecz się ma z powołaniem do życia w rodzinie lub zakonie. Zaznaczyć należy, że na początku nawrócenia te dary mogą być jeszcze niezauważalne, dostrzec je będzie można dopiero po dłuższym okresie konsekwentnego nawracania się (formacji).

5. Wydarzenia

Bóg mówi poprzez wydarzenia, np. napotkane osoby, przeżywane trudności i kryzysy, okoliczności życiowe, w jakich stawia człowieka, cierpienia, jakie dopuszcza, aby wyrobić cnotę w człowieku i przygotować go do roli, jaką ma pełnić w Kościele. Mówi poprzez radości, przyjaciół, kontuzje u sportowców, zdrowie lub jego brak, błędne decyzje przełożonych, sprzeciw rodziny, wypadki i inne wydarzenia – nic nie wymyka się spod opatrzności Boskiej.

6. Kwestia „znaków z góry” i prośby o nie

To kryterium wiąże się ściśle z poprzednim kryterium. Często należy być ostrożnym ze stawianiem Boga pod murem, np. „jeśli spotkam niepełnosprawnego na pielgrzymce, to pójdę na studia pielęgniarskie”, bo może to być kuszenie Boga. Mówi o tym psalm 95: „obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba, jak na pustyni w dniu Massa, gdzie Mnie kusili wasi ojcowie, doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

Jednak Gedeon prosił Boga o znak (Sdz 6,36-40) i Bóg mu odpowiedział. Z pewnością jednak jeśli prosimy Boga o jakiś znak, musimy pozostawić Jemu wolność i poprosić Go, aby ten znak był dostosowany do naszej ograniczoności, ślepoty, głuchoty, tępoty i zatwardziałości serca, tak, aby być zdolnym do jego odczytania.

7. Opinia spowiednika, kierownika i osób odpowiedzialnych za wstąpienie do seminarium, bądź zakonu

Bóg mówi przez przełożonych, Jezus przecież powiedział do dwunastu apostołów: „kto Was słucha, mnie słucha, a kto wami gardzi, mną gardzi” (Łk 10,16). Dlatego ich zdanie i rozeznanie ma niebagatelne znaczenie.

8. Uczucia

Bóg mówi poprzez uczucia. Jonasz, który uciekał od powołania czuł się rozgoryczony, rozdrażniony, śmiertelnie zagniewany, był kapryśny. Bóg przemawia do człowieka przez sumienie, dlatego powołany będzie czuł pokój w sercu, gdy będzie realizował plan Boży względem siebie. Jeśli zaś nie będzie szedł za głosem powołania, będzie siłą rzeczy odczuwał nienasycenie, niepokój, wyrzuty sumienia, poczucie, że „czegoś mi brakuje”. Jeremiasz, który w obliczu trudności chciał uciec od swojego powołania prorockiego napisał: „ powiedziałem sobie: nie będę Go już wspominał ani mówił w Jego imię! Ale wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień, nurtujący w moim ciele. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem” (Jr 20,9). Boży ogień można jednak skutecznie tłumić poprzez intensywny tryb życia, używki, pracoholizm oraz nadmiar bodźców, którymi człowiek karmi się, gdy zacznie czuć taki „przynaglający i niewygodny płomień”.

9. Zdolność do miłości

Jasnym przesłaniem perykopy o powołaniu św. Piotra (J 21,15-19) jest to, że Bóg wybierając człowieka do jakiegokolwiek powołania, pyta się go o zdolność do miłowania: „czy miłujesz mnie więcej aniżeli Ci? (…) paś owce moje”. Nie chodzi o miłość, która karmi się wzruszeniami, ale o miłość, która polega na cierpieniu dla ukochanej osoby. Nie jest uczuciem, ale decyzją czynienia dobra. Wygłodniałe owce czekają na pasterza, który będzie umiał zapomnieć o sobie i ofiarować się za nie jak Jezus.

Artykuł pochodzi ze strony teobankologia.pl

Dodaj komentarz

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

W numerze poświęconym tematowi świętości chcemy przedstawić Wam jednego z trzech wyniesionych dotąd do godności świętych pijara. Najstarszego wiekiem, ale najmłodszego stażem kanonizacyjnym. Jego...

RECENZJE

0 75

Melania miała 15 lat, Maksymin 11. Żadne z nich nie chodziło do szkoły. Nie umieli czytać, pisać, ani liczyć. Nie umieli się też modlić....