Home Temat numeru Przez Miłość wezwany do dawania miłości

„Posługa kapelana zawiera się w realizacji trzech postulatów: przybliżać chorego i jego opiekunów do Boga, nie zasłaniać Go swoją osobą i być do dyspozycji dla ludzi, którzy pragną religijnej pomocy, przez całą dobę we wszystkie dni roku…” – tak swoją pracę charakteryzuje ks. dr hab. Lucjan Szczepaniak SCJ, kapelan Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.

 

Jaka jest główna rola kapelana szpitalnego?

Zasadniczym celem duszpasterstwa jest włączenie człowieka chorego w tajemnicę paschalną Chrystusa poprzez udzielone mu sakramenty święte i wyjaśnienie Słowa Bożego. Ta posługa jest głównym przejawem troski Kościoła o chorego i bliskiego śmierci. Powinny być jej podporządkowane wszystkie inne zaangażowania i one powinny ją ubogacać i rozwijać. Ksiądz nie może jej zaniedbać i zawsze musi mieć dla niej czas. Nie powinien więc być jednocześnie kapelanem i proboszczem, katechetą, przełożonym domu zakonnego, studentem – doktorantem, spowiednikiem sióstr, rekolekcjonistą… W takiej sytuacji chory zawsze będzie na drugim planie. Efektywność służby wymaga, aby kapelan znał medycynę i wniknął w całą złożoność problemów cierpiącego, a z tą wiedzą nie jest najlepiej. Zgubnym jest usiłowanie wprowadzania metod duszpasterskich wymyślonych przez ludzi, którzy chorych i szpital znają tylko z okazjonalnych odwiedzin, albo wdrażają procedury zapożyczone z bogatych krajów, gdzie medycyna jest na wysokim poziomie, ale chrześcijaństwo legło w gruzach… Wówczas opieka kapelana ma wymiar bardziej duchowy i socjalny, a coraz mniej religijny.

Od lat słyszy się wypowiadane życzenie, że kapelan ma nieustannie towarzyszyć choremu, trzymać go za rękę, wysłuchiwać jego zwierzeń i zaspokajać jego różne potrzeby duchowe. Być może tak byłoby idealnie. Czasami tego rodzaju pomoc jest konieczna, jednak nie na tym polega duszpasterstwo chorych. W praktyce nie można zrealizować tego postulatu wobec wszystkich chorych, gdyż fizycznie jest to niemożliwe, nawet jakby kapelan był w każdym oddziale szpitalnym, co w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie stanowiłoby liczbę 32 kapłanów. Ksiądz w szpitalu nie powinien wchodzić w rolę lub zastępować psychologa, pielęgniarkę, pracownika socjalnego, czy też bliskie osoby. Właściwie posługa kapelana zawiera się w realizacji trzech postulatów: przybliżać chorego i jego opiekunów do Boga, nie zasłaniać Go swoją osobą i być do dyspozycji dla ludzi, którzy pragną religijnej pomocy, przez całą dobę we wszystkie dni roku…

 

Jakie predyspozycje musi mieć kapłan-kapelan?

Kapelan powinien posiadać zdolność współodczuwania i musi być miłosierny, jak dobry Samarytanin (por. Łk 10, 31). Wzorem do naśladowania jest sam Chrystus i ci spośród ludzi, którzy podjęli trud naśladowania Go. Ważne jest, aby konsekwentnie realizował podwójne przykazanie miłości Boga i człowieka w szczególnie bolesnych okolicznościach spowodowanych chorobą, niepełnosprawnością, dolegliwościami podeszłego wieku. Tylko miłość jest źródłem zdolności do współodczuwania i solidarności z cierpiącym. Bez niej nie wolno podejmować pracy wśród cierpiących, bo będzie więcej duchowych szkód niż pożytku. Kapelan nie może skupiać się tylko na swoich troskach i potrzebach, choćby były bardzo ważne, gdyż on ma okazywać miłość chorym, słuchać ich zwierzeń i starać się im pomóc. Na drugim miejscu wymieniłbym roztropność i pokorę, których czasami brakuje. Chodzi tutaj o odpowiedni dystans do siebie, swoich umiejętności, a nawet swojego rozwoju duchowego. Konieczna jest też świadomość potrzeby ciągłego kształcenia się, aby jego posługa była kompetentna i skuteczna. Rozwój intelektualny powinien w jednakowym stopniu obejmować teologię i medycynę. Wiedza powinna być rzetelna i o wiele większa niż ta zdobyta na forach internetowych i wyczytana z medycznych ulotek. Nie wyobrażam sobie kapelana wścibskiego i niedyskretnego. Niedoświadczonym radziłbym nie wypytywać cierpiących, jak na przesłuchaniu, mało mówić, nie oceniać pochopnie, nie wtrącać się w cudze życie, natomiast dużo słuchać i modlić się, ale nie na pokaz. Niezwykle pożądaną cechą jest też cierpliwość. Nieraz potrzeba wiele czasu, aby ktoś dojrzał duchowo do rozmowy, modlitwy i pojednania z Bogiem.

 

Czym charakteryzuje się praca w szpitalu dziecięcym? Co w tej pracy jest najtrudniejsze?

Najtrudniejszym zadaniem jest rozmowa z chorym dzieckiem i jego rodzicami. Może ona bowiem umocnić ich wiarę, nadzieję i miłość, ale źle użyta może również ich pozbawić. Stopniowo odkrywałem, że posługa wykracza poza granice kaplicy i jest kontynuowana przy łóżku chorego, na korytarzu, w służbowej dyżurce, prosektorium, kancelarii, a nawet w stołówce. Do niej należy zaliczyć również rozmowy telefoniczne z chorymi i korespondencję. Słowo wypowiedziane z wiarą i poparte modlitwą może uratować nadzieję. Ksiądz w tej posłudze powinien więc wykazać się szczególną empatią, co naraża go na cierpienie duchowego umierania z dzieckiem i żałoby z jego rodzicami. Kapłan sam musi wierzyć w dobroć i miłosierdzie Boga, aby innych przekonać, że cierpienie dziecka nie jest karą za ich grzechy. Nie tylko będzie słuchał krzyku rozpaczy, że dziecko przywiezione z wypadku pozostanie kaleką, albo wkrótce umrze, ale musi pomóc jego rodzicom i rodzeństwu. Nie może zatem zdezerterować, ani powiedzieć im, że „nie potrafi”, tzn. nie chce pomóc, to by go dyskwalifikowało moralnie…

 

Czy często spotyka się Ksiądz z pytaniem: „dlaczego nasze dziecko?”? Co Ksiądz mówi rodzicom?

Mówię prawdę, ale staram się, aby ona dodatkowo ich nie raniła. Nie pozostawiam rodziców też samych z bolesną wiedzą o stanie zdrowia dziecka i czekającym ich cierpieniu. Od tej chwili mają dostęp do mnie, chociażby telefoniczny, przez całą dobę. W pewnym sensie jest to solidarne stanięcie z nimi pod krzyżem ich dziecka i wyznanie wiary w Chrystusa, który powiedział: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23). Jeśli pomogę im uwierzyć Miłości zranionej na Krzyżu, to przezwyciężą pokusę rozpaczy. Tylko miłość do Boga i wzajemna miłość potrafi ocalić ich w tym bolesnym czasie choroby i umierania. Słowo posiada jednak swoją największą moc, jeśli wypowiedziane jest z głęboką wiarą i poparte świadectwem życia. Mam świadomość, że w tym trudnym czasie jestem znakiem nadziei postawionym przez Boga na ich drodze życia i odczuwam z tego powodu nieustanną obawę, czy dobrze wypełniam wolę Bożą.

 

Czym obecność kapelana w szpitalu jest dla personelu? Jakiej duszpasterskiej opieki on potrzebuje?

Jakość obecności zależy od samego człowieka, od tego, na ile chce się zaangażować, jakie posiada kompetencje i czy wierzy w to, że w tym konkretnym szpitalu i dla tej społeczności, „jest solą ziemi” i „światłem świata” (por. Mt 5,13-14). W sanktuarium cierpienia, jakim jest szpital, wszyscy, tzn. chorzy, ich rodziny i personel potrzebują zaznać bliskości, dobroci i Miłosierdzia Bożego w bezpośredniej relacji z kapłanem. Konieczna jest zatem roztropność, aby nie zająć miejsca Boga i nie okazać się nielitościwym dłużnikiem broniącym dostępu do sakramentów, albo ziarnem rzuconym na drogę, które wydziobały ptaki (por. Mt 13,4).

 

Jakich cudów doświadcza Ksiądz codziennie w swojej pracy?

Wszyscy, którzy są leczeni w szpitalu, pracują w nim lub odwiedzają chorych, a więc również i ja, doświadczamy Miłosierdzia Bożego, objawiającego się w tym, że możemy cokolwiek uczynić dla cierpiących, aby im ulżyć, przywrócić zdrowie, okazać serce, umocnić wiarę, a może wspólnie odkryć sens życia. To jest prawdziwy cud – ponieważ Jezus obiecał za te czyny Niebo (Mt, 25, 4-36).

 

Jak to się stało, że lekarz został kapłanem zgromadzenia księży sercanów?

Bóg jest miłosierny i u Niego wszystko jest możliwe, jeśli człowiek uwierzy i nie zniechęci się napotkanymi trudnościami. Wybranie kapłaństwa w życiu zakonnym jest decyzją sumienia, która umacnia się w wewnętrznej rozmowie z Bogiem, ale poddawana jest też życiowym próbom. Ta decyzja jest łaską, którą należy przyjąć odważnie i z miłością, bo w przeciwnym wypadku utraci się ją w licznych wątpliwościach. Bóg daje tyle wewnętrznego światła, ile jest konieczne do wypełnienia Jego woli w danym czasie i okolicznościach. Oznacza to, że powołany nie wszystko wie i rozumie, ale zaufał swojemu Bogu, że da mu siły, by wypełnił Jego wolę i zbawi się. Brama Królestwa Niebieskiego otwiera się bowiem tylko przed tym, kto kochał Boga i człowieka. Uwierzyłem w Boże wezwanie, nadal wierzę i próbuję kochać, pomimo ludzkich ułomności i napotykanych przeszkód. Realizacja przykazania miłości stanowi religijno-moralną całość. Stąd też lekarz, kapłan i zakonnik to ten sam człowiek, który jest wezwany przez Miłość do dawania miłości. Na Sądzie Ostatecznym nie będę zdawał sprawy Bogu z obowiązków zakonnych, procedur szpitalnych, zdobytego wykształcenia, naukowych publikacji, podróży, ale oświecony Jego łaską błyskawicznie poznam, czy żyjąc na świecie kochałem i uczyniłem wszystko, aby kochać. Sutanna, habit, czy fartuch lekarski nie jest przepustką do Nieba, ale miłość ubrana w te, czy inne stroje…

 

Czy posługa kapelana w szpitalu to naturalne połączenie powołania kapłańskiego i lekarskiego?

Człowiek cierpi w jedności duchowo-somatycznej. To bolesne doświadczenie przenika każdy wymiar jego życia. Stąd też każdy człowiek wierny prawu naturalnemu, a zwłaszcza chrześcijanin, jest zobowiązany do okazania mu pomocy i zaspokojenia potrzeb religijnych. Podział na posługę ciału i duszy, czyli posługę lekarza i kapłana, jest sztuczny, ale promowany w czasach postępującego sekularyzmu. Dzieje się tak np. w sytuacjach, gdy niektórzy opiekunowie medyczni pracują pośród cierpiących tak, jakby nie wierzyli w Boga, albo wręcz manifestują swój ateizm. Wierzący zobowiązani są do dania świadectwa wiary swoim życiem, także w szpitalu. Nie jest przyjacielem Boga ten, kto przed cierpiącym, znajdującym się na granicy rozpaczy, ukrywa światło swojej wiary i nie dba o zbawienie jego duszy. W tym świetle przenikanie się posługi lekarskiej i kapłańskiej jest konsekwencją realizacji przykazania miłości. Przedziwne jest to, że środowisko medyczne akcentuje i docenia w mojej posłudze kapłaństwo, natomiast niektóre osoby konsekrowane wciąż odwołują się do zdobytego przeze mnie zawodu lekarza, przemilczając moje kapłaństwo, jakbym nie był księdzem, nie wspominając też, że jestem zakonnikiem. Ujmując żartobliwie moją sytuację, spełnia się porzekadło ludowe: „Nie znosi się drzewa do lasu”.

 

O co jest Ksiądz bogatszy jako kapłan, mężczyzna, człowiek dzięki swojej codziennej pracy w szpitalu?

Bóg pozwala mi czynić dobro i zbliżać ludzi do Niego, to jest Jego dar dla mnie, którego okruszynami mogę się cieszyć. O to właśnie jestem bogatszy, gdyż dobro inspirowane miłością jest ceną Nieba. Czy potrzeba mi czegoś więcej do szczęścia?

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 117

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...