Home Temat numeru Prowokujemy do modlitwy

Opowiadania o chrześcijaństwie w Internecie jest mnóstwo. A chrześcijaństwo to nie jest coś, o czym należy opowiadać. Jestem przekonany, że warto robić medytacje na YouTubie, bo to jest wprowadzanie ludzi w głąb, gdzie mogą spotkać siebie i Boga, a nie tylko posłuchać kogoś, kto mądrze mówi” – zwraca uwagę Daniel Wojda SJ, jezuicki kleryk, twórca „Pogłębiarki”.

 

Jezuity na początek nie sposób nie zapytać o to, jak rozeznawał swoje powołanie do życia zakonnego.

W duchowości ignacjańskiej mówi się o czymś takim jak „poruszenie” – wytwarzają się jakieś emocje, człowieka coś dotyka, fascynuje, zadziwia, pociąga. Na takie poruszenia św. Ignacy Loyola kazał zwracać uwagę. W moim przypadku było to już pod koniec gimnazjum, kiedy ten rodzaj życia zaczął mnie intrygować, chociaż wtedy nie potrafiłem tego swojego stanu nazwać. Później zwiększyłem intensywność życia religijnego – więcej się modliłem, codziennie chodziłem do kościoła.

Pojechałeś też na rekolekcje ignacjańskie – na „Szkołę kontaktu z Bogiem”.

Wtedy po raz pierwszy powiedziałem sobie, że bardzo chcę być jezuitą. Po pierwsze, patrzyłem na jezuitów, którzy prowadzili te rekolekcje i pociągało mnie ich funkcjonowanie, to jak mówili o Piśmie św., jak uczyli medytacji. Rodziło to we mnie pragnienie robienia czegoś podobnego w przyszłości. A po drugie, całe te rekolekcje były w ciszy – każdego dnia cztery medytacje; wtedy na modlitwie przyszła taka myśl: „tak, chcę tego; decyduję się na coś takiego”.

Półtora roku później wstąpiłeś do zakonu.

Już w nowicjacie na rekolekcjach była taka specjalna medytacja o wyborze drogi życia. Wtedy potwierdziłem, że chcę być jezuitą i ten moment uważam za bardzo istotny. Pamiętam, że bardzo się bałem zadać Panu Bogu (i sobie też) pytanie, czy ja mam być zakonnikiem.

Skąd strach?

Bo co, jeśli odpowiedź będzie: „nie, to nie jest miejsce dla ciebie”? Co powiedzą w domu, jak po jakimś czasie wrócę z tego nowicjatu? Także sam przed sobą nie chciałem zawracać z wybranego wcześniej kierunku. Ale podszedłem do tego bardzo uczciwie. Stwierdziłem, że jeśli to nie jest moja droga, to nie mogę okłamywać siebie i innych. Finalnie stwierdziłem, że chcę być jezuitą. Na tym skończył się etap rozeznawania z mojej strony, ale ciągle trwa on po stronie zakonu – nie przyjąłem jeszcze święceń kapłańskich i nie złożyłem ostatecznych ślubów zakonnych.

Powiedz jeszcze proszę, jak na medytacji usłyszałeś, że życie zakonne to droga dla Ciebie?

Rok czy dwa lata temu powiedziałbym, że takie pytanie trzeba postawić wprost Panu Bogu, bo On ma plan na moje życie, a później trzeba się nauczyć języka, w którym On na to pytanie odpowiada. I to jest prawda, ale tylko po części. Dziś bardziej przyglądam się swoim najgłębszym pragnieniom, bo wiem, że to Bóg złożył je w moim sercu. Dlatego nie szukam potwierdzenia z zewnątrz, ale w głębi swojego serca. Ale tu ważna uwaga – to nie działa u osób, które dopiero co się nawróciły, albo nie do końca poważnie traktują wiarę – „trochę sobie pogrzeszę, wyspowiadam się i będzie ok”. Takie osoby mogą łatwo pomylić Boże pragnienia zakorzenione w ich sercu z pokusami czy chęciami robienia w życiu czegoś przyjemnego, nawet jeśli to jest obiektywnie dobre.

To najgłębsze pragnienie to nie jest coś bardzo ostrego, konkretny plan na życie – to raczej kierunek, w którym należy podąża. Dla jednych będzie to pragnienie, aby wejść w związek z drugą osobą i spędzić z nią życie, a dla innych – nie wiązać się z nikim na wyłączność, ale być dyspozycyjnym dla wielu, co dziś realizuje się w kapłaństwie czy życiu konsekrowanym.

Skąd Twoje „powołanie w powołaniu”, czyli pomysł na medytację on-line i „Pogłębiarkę” na YouTubie?

Kiedy pracowałem w „Szkole kontaktu z Bogiem”, widziałem, jak młodzież, która przyjeżdżała na rekolekcje w milczeniu, przeżywa głębokie spotkanie z Bogiem. Wchodzą na trzy dni do ciszy, robią cztery medytacje na dzień i bez wielkiej pomocy zaczynają kwitnąć. Dużo osób po prostu doświadcza, że jest Pan Bóg. W czasie tych rekolekcji, poza medytacjami, nie robi się nic specjalnego – nie ma żadnych konferencji, charyzmatycznego prowadzącego, jest po prostu modlitwa. Będąc w kontakcie z uczestnikami tych rekolekcji po ich zakończeniu widziałem, że oni często po powrocie do domu wpadali w swoisty kryzys. W Szkole medytowali cztery razy dziennie, a w domu ani razu się nie pomodlili przez ostatnie dwa miesiące – na rekolekcjach przeżywali coś ważnego, ale to nic nie wnosiło do ich życia, bo nie potrafili sobie poradzić zaraz po rekolekcjach. To zjawisko się powtarzało. Zastanawiałem się, co z tym można zrobić. 

Chciałeś pomóc ludziom modlić się w domu.

Na początku zrobiliśmy Różaniec 2.0. Spotkaliśmy się on-line, żeby odmawiać różaniec. Modliliśmy się codziennie. Projekt nie cieszył się jednak dużą popularnością. W pewnym momencie, w niedzielę zamiast różańca zrobiliśmy medytację i to spotkało się z pozytywnym odbiorem. Coraz więcej osób zaczęło dołączać i w ten sposób dziś tworzymy wspólnotę medytacji on-line.

Raz w tygodniu medytujecie nad niedzielną Ewangelią.

To jest dobra forma pomocy w modlitwie – zainteresowani wiedzą, że w niedzielę o 21.15 jest medytacja i wtedy nie planują nic na ten wieczór, ale rezerwują sobie tę godzinę na modlitwę. W czasie tej medytacji jest dużo ciszy, to głównie moment spotkania z samym sobą, a jak ktoś spotyka się z sobą, to spotyka się też z Bogiem – św. Augustyn mówił: „chcesz poznać Boga, to poznaj samego siebie”.

Tak powstała „Pogłębiarka”.

Poza medytacją on-line zaczęliśmy robić też ignacjański rachunek sumienia, nazwany „Wieczornym paciorkiem”. Do tego dochodzą też dodatkowe elementy jak np. seria „Na drogach modlitwy”, którą przygotował Przemek Gwadera SJ czy klasyczne Q&A. 

Zastanawiałem się nad tym, czy nie robić krótkich filmików w stylu o. Szustaka, które inspirują ludzi, ale wydaje mi się, że opowiadania o chrześcijaństwie w Internecie jest mnóstwo. A chrześcijaństwo to nie jest coś, o czym należy opowiadać. W pierwotnym Kościele nie opowiadano o chrześcijaństwie, ale do chrześcijaństwo inicjowano, czyli stwarzano takie warunki, żeby człowiek mógł sam zgłębiać tajemnicę, żeby wiedział, że kryje się za nią coś więcej, niż inni potrafią wytłumaczyć. To pociągało człowieka, bo zajmowało jego wnętrze, całą jego duszę. Stąd moje przekonanie, że warto robić medytacje na YouTubie, bo to jest wprowadzanie ludzi w głąb, gdzie mogą spotkać siebie i Boga, a nie tylko posłuchać kogoś, kto mądrze mówi. 

„Pogłębiarka” zdaje się być czymś unikatowym, bo jest czymś innym niż transmisja modlitwy – czy to publicznego nabożeństwa, czy indywidualnej modlitwy jakiegoś YouTubera.

My niczego nie transmitujemy, my prowokujemy do modlitwy, którą widz zrobi w domu. On musi usiąść, przygasić światło, zamknąć oczy i modlić się tam, gdzie jest. On nie ogląda modlitwy, którą ktoś odmawia, ale sam się modli. 

To jest bardzo ignacjańskie – na rekolekcjach jest towarzysz duchowy, do którego codziennie chodzi się na króciutką rozmowę – on troszeczkę pomaga, weryfikuje, ale całą medytację trzeba zrobić samodzielnie. Taki rodzaj modlitwy uczy osobistej drogi podążenia za Bogiem. Życie chrześcijańskie nie polega na naśladowaniu – nawet najlepszych – mistrzów duchowości, ale jest to moja droga za Chrystusem. Ja nie mam robić tak, jak mówi jakiś ksiądz czy charyzmatyczny lider, ale wsłuchiwać się w to, co mówi do mnie – także przez tych różnych mówców – Bóg i podążać w kierunku, który On mi wyznacza. Do tak rozumianego chrześcijaństwa potrzeba dojrzałości, a także zaufania do siebie samego.

Jakie narzędzia w Internecie zasugerowałbyś komuś, kto rozeznaje swoje powołanie; co z dostępnych aktualnie aplikacji, stron czy kanałów może pomóc w rozwoju duchowym czy życiu modlitewnym.

Dobrze, że w kontekście rozeznawania powołania wspominasz o modlitwie, bo zdaje się, że niektórzy nie łączą tych dwóch przestrzeni, a to wielki błąd. Natomiast odpowiadając wprost na pytanie chyba cię trochę rozczaruję, bo ja osobie rozeznającej powołanie nie poleciłbym niczego w Internecie. Powiedziałbym: „jeśli jesteś w ważnym dla siebie procesie rozeznawania, to codziennie rób adorację; nie możesz codziennie, to co drugi dzień; pół godziny adoracji, a jak możesz, to więcej – aż do momentu, kiedy podejmiesz decyzję i ona zostanie zweryfikowana”. Wszystkie internetowe propozycje są ok, ale każda ma jakieś elementy pośrednictwa i istnieje niebezpieczeństwo, że coś przysłoni mi samego Boga i to, czego On chce dla mnie. Przy podejmowaniu życiowych wyborów trzeba zejść do najgłębszych motywacji swojego serca. Jeśli taka zapośredniczona przez jakieś medium modlitwa komuś pomaga, to dobrze, ale priorytetem powinna być osobista modlitwa sam na sam z Bogiem. 

Na co jeszcze zwróciłbyś uwagę osób, które duchowo karmią się za pośrednictwem mediów?

Żeby zapytały samych siebie czy to, co oglądają lub czego słuchają prowadzi ich do miłości Boga i ludzi, czy raczej koncentruje na samym sobie. Np. część filmików w tej przestrzeni YouTube ma charakter samorozwojowy. To jest dobre, ale jeśli tego jest za dużo i jeśli wiarę zaczyna traktować się jako coś, co ma nas wiecznie rozwijać, to tak rozumiana wiara może stracić sens. Z chrześcijaństwa można owszem wydobyć trochę takich elementów, które rozwijają człowieka, ale jak przestaną go rozwijać, to ta wiara przestanie być dla niego ciekawa i nie będzie też oddziaływała na jego życie.

W wierze chodzi o miłość do Chrystusa. Ta miłość czasami przynosi mi przyjemność, czasami jest wymagająca, dużo mnie kosztuje, ale to jest miłość, coś, za czym warto iść. Oglądając YouTube szukałbym tego, co przynosi we mnie efekt kochania Boga i innych ludzi – słucham jakiegoś księdza i dzięki temu chcę bardziej kochać ludzi, traktuję ich poważnie, jestem dla nich bardziej wyrozumiały, etc. Rezygnowałbym ze wszystkiego, co powoduje wewnętrzną dysharmonię, wprowadza lęk – ze wszystkiego, co nie buduje miłości.

Rozmawiał Przemysław Radzyński

Dodaj komentarz

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

W numerze poświęconym tematowi świętości chcemy przedstawić Wam jednego z trzech wyniesionych dotąd do godności świętych pijara. Najstarszego wiekiem, ale najmłodszego stażem kanonizacyjnym. Jego...

RECENZJE

0 58

„Rusz duszę i żyj pełnymi garściami!” – zachęca Basia Turek. Sama tak właśnie żyje. Chociaż jest w 85 procentach niepełnosprawna, a to oznacza pełną...