Home Temat numeru Na czas nieokreślony, czyli jak wstać z kanapy

Kiedy śledziłam przebieg przygotowań do zbliżających się Światowych Dni Młodzieży w Krakowie myślałam jedno: będzie się działo. I naprawdę tak było. Przeżyliśmy błogosławione dni pełne entuzjazmu wiary i pasji miłości. Chcę wierzyć, że po wizycie Franciszka nic już nie będzie takie samo – ani w nas, ani wokół nas.

Kraków oczekujący na pielgrzymów był inny niż zwykle. Z pewnością jeszcze bardziej tłoczny, ale i tak wyraźnie przyciągający uwagę pojedynczego człowieka na zbliżające się ŚDM. Banery „Are you ready?” z uśmiechniętym Franciszkiem w otoczeniu młodzieży, flagi ze św. Faustyną i św. Janem Pawłem II przy ulicach, samochody z oficjalnym logo, sklepy z gadżetami, przenośne konfesjonały. W parafiach coraz więcej się mówiło o tym czasie, księża organizowali uroczystości poprzedzające przyjazd papieża, odbywały się szkolenia wolontariuszy, by wszystko było zapięte na ostatni guzik. Podobnie i poza Krakowem – każda diecezja w taki czy inny sposób wzięła się do roboty, w końcu to był nasz wspólny czas i nasza wspólna odpowiedzialność.

Być razem

Cieszę się, że ludzie z całego świata przyjechali do Polski. Zobaczyliśmy, jak wiele mamy wspólnego, odkryliśmy, że mimo różnic kulturowych czy geograficznych może nam w życiu chodzić o to samo. W końcu wiara jest również jednością w różnorodności, sztuką bycia razem i tworzenia razem – dzielenia się tym, co każdy ma w sobie najlepszego. Taki przecież ma być Kościół Chrystusa, który wszyscy budujemy.

Miniona wizyta Franciszka w Polsce to wielka szansa, by móc na nowo i intensywnie tego wszystkiego doświadczyć. Zostawić na chwilę własne podwórko i stanąć obok kogoś, kto też na ogół jest zatroskany własnymi sprawami. Odkryć, że coś nas jednak łączy, a ta łączność zobowiązuje.

Realne zobowiązania mają to do siebie, że nie są podejmowane na krótką metę. Mają uczyć wytrwałości i wierności. Dlatego wierzę, że to, co jest w Światowych Dniach Młodzieży najważniejsze – na poważnie zaczęło się teraz, gdy już nie wołamy do Franciszka tak, jak kiedyś do św. Jana Pawła II: „dziękujemy”, „zostań z nami”, a papieski samolot zniknął nam z oczu.

Po wszystkim?

Po odlocie Franciszka do Watykanu przez jakiś czas będziemy „przeżywać to jeszcze raz” oglądając powtórki transmisji, zdjęcia, słuchać nagranych homilii, zapełniać Internet w różny sposób utrwalonymi wspomnieniami tamtych wydarzeń i ogłaszać, że wstajemy z „życiowej” kanapy i że za ponad dwa lata widzimy się w Panamie. Jeszcze będzie się czuło tę atmosferę. Ale media już powoli przestają mówić o ŚDM, pojawiają się nowe sprawy pilne i ważne. Kraków i inne miejsca w Polsce wracają do dawnego wyglądu. Już przecież sprząta się flagi, banery, oznakowane samochody, przenośne konfesjonały. Brzegi i Błonia są takie same jak kiedyś. „I po wszystkim” – mówią niektórzy. Ale wierzę, że coś jednak zostało. Zostało to, co działo się w ludziach i ich sercach – najważniejszy potencjał i kapitał do dalszej inwestycji. Najważniejsze, by wiedzieć jak i w co inwestować.

Na szczęście pewne rzeczy się nie zmienią. Kościoły i parafie nadal będą otwarte, nawet jeśli ktoś już zdjął z tablicy ogłoszeń ulotki i plakaty zapraszające na ŚDM. Nadal będzie można się wyspowiadać, bo konfesjonały mogą zniknąć z ulic, ale nie ze świątyń. Nadal będą Eucharystie – nawet jeśli nie przyjmowane już z papieskich rąk – to przecież nie mniej święte. Ciągle trzeba będzie stawać obok bliźniego, mimo że tłok wkoło zdecydowanie się zmniejszy. Głoszone na Światowych Dniach miłosierdzie ciągle będzie obowiązywać, nawoływać, stawiać wymagania.

Początek drogi

Prawdziwym chrześcijaninem nie da się być na czas określony, odpowiednio przygotowany i dostosowany do potrzeb i zainteresowań ludzi. Minione Światowe Dni Młodzieży to dopiero początek drogi. Apostołowie też zaczęli wędrować z Jezusem, ale gdy On uznał, że są wystarczająco gotowi – zaufał im i wniebowstąpił do Ojca. Ewangelia oczywiście zaznacza wyraźnie, że został z nimi aż do skończenia świata, ale już bez fizycznej obecności. A oni mieli po prostu realizować Jego ostatni nakaz: idźcie i głoście. Czyli nieście światu Ewangelię, zostawiajcie ludziom dobre wieści, bo bardzo ich potrzebują. Przypominajcie im, że siła dobra i Ducha jest większa niż nienawiść i śmierć.

Podobnie jest i tym razem – Franciszek odjechał do Watykanu, choć jednocześnie został wśród nas modlitwą, pamięcią, i pasterskim zatroskaniem o każdego człowieka. Świat nadal potrzebuje modlitwy, dobrych słów i gestów, których doświadczyliśmy na ogólnoświatowym spotkaniu młodych. Hasło z banerów „Are you ready? – jest ciągle aktualne i wypowiadane w porę – bo przecież chodzi nie tylko o udział w krakowskich Światowych Dniach Młodych, ale o gotowość do prawdziwego życia, do wiary, nadziei i miłości tam, gdzie toczy się nasza całkiem zwyczajna codzienność.

W jednej z homilii Franciszek, jeszcze na długo przed ŚDM, mówił o radości wiary, którą określał jako „radość z powodu spotkania Jezusa, radość, którą jedynie daje nam Jezus, radość dająca nam pokój: nie ten pokój, który daje świat, ale pokój Jezusa. To jest nasza wiara. Prośmy Pana, aby dał nam wzrastać w tej wierze, która nas czyni silnymi, radosnymi, tej wierze, która zawsze zaczyna się od spotkania z Jezusem, i dalej rozwija się w życiu, przez małe codzienne spotkania z Jezusem”.

Te słowa dobrze ujmują najważniejszy sens spotkań młodych takich, jak to w Krakowie. Bo przecież powoli kończy się radość towarzysząca konkretnym chwilom i wydarzeniom, atmosfera, taniec, śpiew i modlitwa w konkretnej grupie ludzi. Ale nie kończy się spotkanie z Jezusem. On nadal będzie na nas czekał i pragnął nas łączyć. I nadal będzie mówił o tym, czego w Jego imieniu uczył Franciszek: o pamięci, odwadze, budowaniu mostów i o tym, by stać nas było (wcale nie w sensie finansowym) na te wyczynowe buty.

Bardzo ważne jest to, jak przeżyliśmy te kilka dni z Ojcem Świętym. Ale jeszcze ważniejsze jest to, jacy jesteśmy teraz, „po wszystkim” – czy po powrocie z Krakowa do domu, w różne części świata, wybierzemy Boga na czas nieokreślony, czyli wieczny. Czy Franciszek, już tam, w Watykanie, może nam zaufać?

Dodaj komentarz


*

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 43

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...