Home Świadectwo Miłość w stylu Kasisi

„Dziękuję za Twoją miłość” – napisał mi po angielsku w liście. Dostałam go już po Jego śmierci.

Poznałam historię Franka, gdy jeszcze nie miałam pojęcia o Domu Dziecka w Kasisi ani o Fundacji założonej przez Szymona Hołownię. Wtedy miałam „podręcznikową” wiedzę o misjach, taką też przekazywałam moim licealnym uczniom na katechezie. Nasze teoretyczne dyskusje o konieczności pomagania innym, modlitwy za nich i za misjonarzy pracujących w odległych krajach wydają mi się dziś kompletnie jałowe i w gruncie rzeczy niepotrzebne, choć zawsze powtarzałam na lekcjach, że warto rozmawiać.

Dzięki Fundacji Kasisi nauczyłam się, że – owszem – warto rozmawiać, ale jeszcze bardziej warto działać. I że to wcale nie jest niemożliwe. Nie jest nawet trudne. A potrafi na dobre zmienić niejedno życie. Czyjeś. Ba. Moje własne też.

Dom Dziecka

Moja przygoda z dzieciakami z „Children’s Home” w Kasisi zaczęła się od filmu, który obejrzałam kiedyś w Religia.tv. Miał bardzo wymowny tytuł: „18 kg” i opowiadał historię chłopca, który w wieku 16 lat z taką wagą trafił pod opiekę sióstr służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, które prowadzą ten największy sierociniec w Zambii. Miał na imię Francis. Polskie siostry mówiły o nim normalnie: Franek. Też tak o Nim mówiłam. I każdego dnia tak właśnie o Nim myślę.

Oprócz Franka w Kasisi jest wiele innych dzieci. Obecnie Dom Dziecka liczy ponad 250 mieszkańców. Dzieci są w różnym wieku – od najmłodszych – „bejbików” po starszych uczniów, zbliżających się do dwudziestki. Wiele z nich wymaga systematycznej i poważnej opieki medycznej. Chorują na gruźlicę, anemię, grzybicę, część z nich jest nosicielami wirusa HIV, a część ma już AIDS, zmagają się ze skutkami niedożywienia. Każde z tych dzieci, również z tych, które nie chorują, potrzebuje tego, co każdy człowiek – nieważne czy jest mały, czy dorosły – miłości, życzliwości, wsparcia.

Fundacja

Aby dzieciom dać jak najwięcej, Szymon Hołownia w 2013 roku założył Fundację Kasisi – od tamtej chwili tysiące ludzi troszczą się o życie i szczęście dzieciaków z „Children Home”. Jestem wśród tych osób i ciągle nie dociera do mnie, jak wiele można zrobić dla drugiego człowieka, nawet wówczas, gdy pełen udział w misjach – na przykład wyjazd do Kasisi czy w inne tego typu miejsce – z różnych racji nie jest możliwy. Gdy obserwuję, jak wiele się w Kasisi dzieje, utwierdzam się w przekonaniu, że to nieprawda, że nic nie można zrobić. I to nieprawda, że aby pomagać, trzeba samemu wiele mieć. Czasem wystarczy 5 zł i dobre chęci. A czasem same chęci i proste słowa modlitwy. Nawet zwykły lajk na Facebooku może zdziałać cuda. Odwiedź naszą stronę dla austriackich domów gier online casino österreich

Ludzie z Fundacji wierzą w – jak mówią – „siłę wielu dających odrobinę”. Ich działaniom przyświeca idea, że „świat został tak urządzony, że każdy ma coś, ale nikt nie ma wszystkiego”. Zgodnie z nią pomaganie staje się wzajemnym zasilaniem się dobrem – bo obdarowywane dzieciaki potrafią z wdzięcznością podzielić się sobą, swoją radością, pogodą ducha, pasją odkrywania, siłą do pokonywania codziennych trudności, wygraną z chorobą czy mężnym i ufnym znoszeniem jej bólu i trudów.

Francis

Taki był Franek. Tego właśnie się od Niego nauczyłam. Miałam zaszczyt towarzyszyć Mu w życiu i umieraniu dzięki udziałowi w projekcie „Adoptuj z sercem”, którego celem jest spełnienie jednego z największych marzeń każdego dziecka – posiadanie rodziny. Adopcja ma charakter materialny lub duchowy (albo oba warianty jednocześnie). Adopcja materialna to stałe zlecenie na dowolną kwotę, adopcja duchowa – deklaracja modlitwy w intencji dziecka. Kiedy podjęłam decyzję o adopcji, na stronie internetowej kliknęłam wariant: „Pozwól dziecku znaleźć Ciebie” (obok opcji: „Znajdź swoje dziecko”). Nie chciałam szukać, wybierać, bo przecież każde z tych dzieci zasługuje na jak najwięcej. Kiedy „pozwoliłam dziecku” mnie znaleźć, moim oczom ukazał się właśnie On. Franek. 18 kg z filmu, który oglądałam kilka miesięcy wcześniej. Wtedy ważył już trochę więcej, choć nadal zmagał się z poważnymi dolegliwościami. Ale uczył się, rozwijał, marzył, uśmiechał. Żył. Z dumą odebrał dowód osobisty. Fatalne rokowania medyczne nie pozbawiały Go wcale woli życia, mądrości, poczucia humoru, miłości i tego wszystkiego, czego nauczył ludzi towarzyszących Mu w Jego bohaterskim odchodzeniu. I czego nadal uczy nas wszystkich już Stamtąd. Tam na pewno czuje się „much better” – jak zapewniał każdego, kto pytał o Jego samopoczucie.

W dzień Jego śmierci, tj. 7 stycznia 2014 roku otwarto w Kasisi Fundusz Marzeń im. Francisa Bandy. Można go wspierać modlitewnie i finansowo, by dla wielu dzieciaków było tak, jak mawiał Franek – o wiele lepiej.

Miłość silniejsza niż wszystko

W Kasisi dzieje się o wiele więcej – projektów wspierających dzieci przybywa (Spiżarnia dla Kasisi, Rozpieszczalnik Kasisi, Garaż, Świętuj z nami, Zostań Naszym Wolontariuszem, Rozsmakuj się w Kasisi, Ozłacamy w Kasisi), mimo biedy i chorób nie brakuje tam uśmiechu, szczęścia i miłości. Spełniają się marzenia – takie jak studia medyczne dla podopiecznego Kasisi – Jamesa. Sumę potrzebną na opłacenie pierwszego roku studiów w Polsce zebrano w zaledwie 4 dni. Wystarczyło, że wielu dało to, co mogło, czyli – zgodnie z zasadami panującymi w Kasisi – odrobinę. Bo miłość jest silniejsza niż śmierć. Silniejsza niż bieda i głód. Jest silniejsza niż wszystko.

Gdy Fundacja Kasisi przesłała mi list od Franka, w którym pisze, że cieszy się, że jest członkiem mojej rodziny, zastanawiałam się, kto tutaj komu był i jest bardziej potrzebny. Teraz się nie zastanawiam. Bo już wiem. I przypominam sobie o tym za każdym razem, gdy pomyślę, jakiego mam w Nim Orędownika w niebie. A Jego list noszę w brewiarzu, by nigdy o nim nie zapomnieć.

Nie byłam jeszcze w Kasisi. Może kiedyś uda mi się tam pojechać. Póki co i tak czuję się członkiem tej wielkiej kochającej się kasiskiej rodziny zostając w domu i prowadząc swoje zwykłe, codzienne życie. Nie wiedziałam, że w ten sposób także można być misjonarzem. Przekonałam się, że tak. I nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek mogła przestać nim być. Bo kto choć raz zetknie się z dzieciakami z Kasisi – wszystko jedno czy osobiście, czy modlitewnie – ten za nic w świecie nie wybierze już życia bez nich.

Sprawdźcie sami: www.fundacjakasisi.pl.

Franku, mój Franku – to ja dziękuję za TWOJĄ miłość.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 29

W historii Narodu Wybranego było wiele kobiet, które odegrały w niej jakąś rolę, mniej lub bardziej ważną. Była Ewa, a tuż za...