Home Temat numeru Mamy być „mistrzami komunii”

buy nolvadex online

O życiu konsekrowanym dziś mówi o. bp Damian Muskus OFM, krakowski biskup pomocniczy i koordynator generalny Komitetu Organizacyjnego Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016.

 

Do czego dziś potrzebne są światu osoby konsekrowane?

Do tego, co zawsze. Fundamentalna misja jest niezmienna: naszym radykalnym stylem życia radami ewangelicznymi świadczymy o miłości, dla której warto poświęcić życie bez reszty. Nie mam wątpliwości, że ludzie potrzebują obecności zakonników i zakonnic, osób, które uwierzyły Jezusowi do tego stopnia, że postanowiły oddać się Mu na wyłączność. Pogłoski o powszechnej niewrażliwości na wartości duchowe są bowiem mocno przesadzone. Człowiek potrzebuje odniesienia swojego życia do rzeczywistości, która nadaje mu sens i kierunek.

Ale w kościołach słyszymy jednak częściej, że świat stał się głuchy na Ewangelię i gardzi jej świadkami.

Dwa wydarzenia z ostatnich miesięcy mówią coś zupełnie innego. Proszę przypomnieć sobie miliony młodych ludzi, którzy przyjechali do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży. Na własne oczy widzieliśmy ich tęsknotę do Boga, do wartości, które są trwalsze niż wszystkie bogactwa świata. Oni nie godzą się na banalne, wygodne życie i poszukują Źródła jego najgłębszego sensu. Ostatnio zaś te tęsknoty odezwały się z wielką siłą po tragicznej śmierci pochodzącej z archidiecezji krakowskiej Heleny Kmieć, która wyjechała do dalekiej Boliwii, by w tamtejszej społeczności służyć dzieciom. W komentarzach publicystów, opiniach tysięcy internautów, głosach docierających do rodziny Helenki zadziwiające jest to, że ludzie nie interpretują tego wydarzenia w kategoriach sensacji, jaką zwykle budzą doniesienia o brutalnych morderstwach, nie skupiają się na szokujących szczegółach zbrodni. Rzadko też odzywają się głosy wyrażające potępienie i chęć odwetu na zabójcach, co zdumiewa, gdyż mowa nienawiści, słowa przemocy i agresji są częstym zjawiskiem w dyskursie publicznym. Ludzie, starsi i młodzi, są zachwyceni pięknym, czystym sercem dziewczyny, która spotkała Jezusa i ze wszystkich swoich sił, z radością i oddaniem mówiła o tym światu. Czy tak reagują społeczeństwa niewrażliwe na wartości duchowe? To pokazuje, jak silna jest potrzeba ewangelicznego świadectwa i z jaką mocą ono przemawia do świata, gdy wypływa z czystej miłości do Jezusa.

Musi jednak Ojciec Biskup przyznać, że zakonny habit prowokuje czasem drwiny i reakcje świadczące o tym, że zakonnicy, mówiąc oględnie, nie są mile widziani.

Takie reakcje też o czymś świadczą. To dobrze, jeśli habit prowokuje. To znaczy, że jest znakiem zapytania, skłania do refleksji, przed którą człowiek czasem broni się drwiną, nawet agresją. Na ogół jednak ludzie są zmęczeni jałowością życia, językiem przemocy, płytkimi emocjami, którymi karmi nas kultura popularna, i widok człowieka w habicie jest dla nich pociechą i pokrzepieniem. Przypomina, że istnieje inny świat.

 

Kryzys powołań, z którym boryka się wiele wspólnot zakonnych, może świadczyć o tym, że taki sposób głoszenia Ewangelii jest dziś trochę anachroniczny.

Spadek powołań jest rzeczywiście najczulszym barometrem kondycji życia zakonnego. Ale kryzys nie świadczy o tym, że świat nie potrzebuje już zakonników i zakonnic. Jego źródła są głębsze. Przyczyn należy też szukać w jakości życia zakonnego. Wspólnota, która nie żyje do końca swoim charyzmatem lub jest skostniała w rutynie wykonywanych zadań apostolskich, nie będzie dla świata wiarygodnym świadkiem piękna i radykalizmu Ewangelii. A tymczasem mamy być ożywczymi oazami na pustyni, miejscami inspirującymi, tętniącymi miłością i promieniującymi nadzieją. Zawsze należy pytać, dokąd prowadzi nas Jezus, bo charyzmaty zakonne mają swoją dynamikę, rodzą się w odpowiedzi na konkretne wyzwania, niektóre się dezaktualizują, inne wymagają pogłębienia czy poszukiwania nowych dróg dla ich realizacji. Trzeba być na to mocno wyczulonym, bowiem od tej wrażliwości na znaki czasu i poruszenia Ducha zależy skuteczność i owocność naszego głoszenia, sens bycia pośród świata. Przypomniał nam o tym papież Franciszek w homilii podczas Mszy na zakończenie Roku Życia Konsekrowanego: „Strzeżmy się przyzwyczajenia w życiu duchowym. Uważajmy, by nasze charyzmaty nie stały się abstrakcyjnymi doktrynami. Charyzmatów założycieli nie należy zamykać w butelce, to nie eksponaty muzealne. Nasi założyciele działali pod wpływem Ducha i nie bali się ubrudzić sobie rąk codziennym życiem, problemami ludzi, lecz z odwagą przemierzali peryferie geograficzne i egzystencjalne. Nie powstrzymały ich przeszkody czy brak zrozumienia u innych, bo zachowali w sercu zdumienie ze spotkania z Chrystusem. Nie oswoili łaski Ewangelii”.

 

Jakie to ma znaczenie dla dzieł apostolskich, realizowanych przez osoby konsekrowane? dopoxetine online

Fundamentem apostolskiego zaangażowania zakonów jest łaska i modlitwa. To spotkanie z Jezusem wypełnia mocą i przynagla do wyjścia do świata. W naszej pracy apostolskiej spotykamy się bowiem z Panem i przez to czerpiemy siły do realizacji misji. Osoby konsekrowane są wezwane do tego, by dzielić rany, słabości i niepokoje współczesnego człowieka i leczyć je kojącym balsamem Ewangelii. Nasza działalność nie jest więc oderwanym od korzeni aktywizmem, ale wyrazem miłości do Boga, który radykalnie zmienił nasze życie. Jemu oddajemy też nasze naturalne uzdolnienia i predyspozycje, by posłużył się nami w drodze do drugiego człowieka. To posługa, która wymaga głębokiego zjednoczenia na modlitwie z naszym Panem i braterskiego, siostrzanego wsparcia, którego udzielamy sobie i poszukujemy we wspólnotach.

 

Jan Paweł II w Adhortacji Redemptionis donum przypomina zakonnikom i zakonnicom, że dzieła apostolskie są ważne, ale najbardziej podstawową formą głoszenia Ewangelii jest życie braterskie i świadectwo wzajemnej miłości. W kulturze indywidualizmu nie jest to takie oczywiste i łatwe.

Dlatego osoby konsekrowane jawią się czasem jako bohaterowie dokonujący niemożliwego lub też ewentualnie jako grupy zdziwaczałych samotników, którzy z niewiadomych powodów postanowili dzielić dach nad głową i życie. Trzeba też sobie powiedzieć wprost, że jesteśmy – zwłaszcza młodsze pokolenie zakonników i zakonnic – dziećmi swojego czasu, poddawanymi wpływom mentalności świata. Egocentryzm, skoncentrowanie na własnym dobrostanie z jednej strony, a z drugiej nieumiejętność tworzenia trwałych relacji, ulotność zawiązywanych w przestrzeni wirtualnej znajomości i pokusa wiecznej ucieczki od zobowiązań – to konkretne objawy dojmującej samotności, która dotyka dziś wielu ludzi. Jest to poważny problem, przed którymi stoją także wychowawcy zakonni, formatorzy odpowiedzialni za powołania. Młodzi ludzie dziś z trudem uczą się budowania wspólnoty, wysiłku kompromisów w imię dobra większego niż moje „ja”, nieulegania nastrojom frustracji. Mają też skłonność do porzucania obranej drogi pod wpływem niezadowolenia czy pierwszych trudności. Zarazem jednak jest w nich szczere pragnienie odpowiedzi na Boże wezwanie. Kulturze indywidualizmu osoby konsekrowane przeciwstawiają kulturę spotkania i braterstwa. Wbrew temu, co promuje świat, człowiek nie jest samowystarczalny. Aby żyć i dojrzeć do pełni człowieczeństwa, potrzebuje wspólnoty: przyjaźni, rodziny, braterstwa. Wzajemna miłość, szacunek, cierpliwość i przebaczenie winny być znakami rozpoznawczymi naszych wspólnot i codziennym sprawdzianem, na ile ideały, które przyciągnęły nas do Jezusa i do siebie, są rzeczywistością naszego życia zakonnego.

 
cheap lioresal

A więc „Idźcie i głoście” we wspólnocie?

To oczywiście nie jest łatwa droga. Wymaga pracy nad sobą i wyrzeczeń, ale ostatecznie zwycięża radość i nadzieja wspólnego podążania za Chrystusem. Mamy być „mistrzami komunii”, codziennie wcielać ideał braterstwa, który realizuje się w naszej różnorodności i bogactwie szczególnych darów, jakimi Pan obdarzył każdego z nas, tak by ludzie, którzy nas spotykają, w świadectwie miłości i braterstwa odkrywali obecność Boga. Wspólnoty jednak tworzą konkretni ludzie, dlatego tak ważna jest jakość naszej osobistej relacji z Jezusem. Trzeba nam zachowywać czujność i stale pytać o wierność pierwszemu spotkaniu z Jezusem, o kondycję naszego serca, które winno bić tylko dla Niego, o źródło naszej nadziei i motywy naszego apostolstwa. Serce rozdarte, tęskniące za pokarmem świata: dawnymi więzami, ulotnymi przyjemnościami i stabilizacją, umiera powoli, lecz nieubłaganie. Ale, jak mówi św. Teresa, „temu, kto posiadł Boga, niczego nie braknie. Bóg sam wystarczy”. Od tego zależy żywotność naszych wspólnot i jakość dawanego świadectwa.

Dodaj komentarz


*

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 28

Nie sięgam po fantastykę, ponieważ nie leży ona w kręgu moich zainteresowań literackich. Tym razem jednak sięgnęłam. Mogłabym przyznać, że nie miałam...