Home Recenzje Helena. Misja możliwa

„Świętość to życiowa misja, ale misja możliwa do zrealizowania” – mówią Ewelina Gładysz i Przemysław Radzyński, autorzy książki „Helena. Misja możliwa”.

Magdalena Dobrzyniak: O kim jest ta książka? O Helenie? O ludziach, którzy ją znali i kochali? A może o Waszej drodze jej poznawania?

Ewelina Gładysz: Momentami mam wrażenie, że ta książka jest jak przeglądanie albumu ze zdjęciami. Ale to nie my przeglądaliśmy ten album. My na tej kanapie siedzieliśmy obok. Co to znaczy? Nasi rozmówcy w pamięci wyszukiwali obraz – zdjęcie np. Helenka na ulicy w Zambii gra na gitarze. My pytaliśmy o to, kto je zrobił, kiedy, co było poza kadrem? Czyja to gitara?

Poza tym wielokrotnie mówiliśmy, że to nie jest książka biograficzna. To opowieść zbudowana ze wspomnień najbliższych, z fragmentów świata, w którym żyła Helenka Kmieć. W tym i tylko w tym sensie jest to opowieść o niej. Jednak każdemu, komu wydaje się, że już wie, jaka była Helenka Kmieć, przekazuję słowa, które sami usłyszeliśmy na pewnym etapie. Byliśmy wtedy może w połowie drogi. Jedna z bliskich osób powiedziała: „Proszę jej w żadne ramki nie wkładać”. Wtedy jeszcze mocniej dotarło do mnie, że nie zbieramy wspomnień do naszego wyobrażenia o Helence. Naszym zadaniem jest oddać głos innym. O Helence, którą poznałam dzięki tym opowieściom myślę: była jak każdy z nas – ciągle w drodze, jednocześnie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że była w tej drodze bardziej uważna niż większość z nas i widziała więcej pięknych widoków wokół.

Przemysław Radzyński: Osobiście nigdy nie spotkaliśmy Heleny. Ale wydaje się to być naszym atutem, bo dzięki naszym rozmówcom staramy się ją poznać i pokazać naszym czytelnikom kim była i jaka była. To jest z pewnością też książka o 29 osobach, z którymi rozmawiamy, o ich przeżywaniu straty, żałoby, o ich przyjaźni z Heleną, ale także o wierze – że ta tragedia niczego nie kończy i o nadziei na spotkanie z Heleną w wieczności. Trzeba dodać, że nasi rozmówcy obdarzyli nas dużym zaufaniem i powiedzieli nam znacznie więcej, niż mogliśmy przekazać publicznie. Rozumiemy, że przeżywają żałobę i nie wszystkim chcą się publicznie dzielić. Szanujemy to, ale mamy też nadzieję, że przyjdzie jeszcze czas, że będą gotowi powiedzieć znacznie więcej.

Jaka jest Helena, którą poznaliście dzięki spotkaniom i przeprowadzonym rozmowom? Czy ten obraz różni się od wizerunku, który po śmierci Heleny wykreowały media?

EG: W pierwszych informacjach media skupiły się na tym, że zamordowano młodą wolontariuszkę misyjną w Boliwii. W obrazach: Helenka z gitarą w ręce, Helenka przytula zambijskie dzieci, Helenka w górach – pokazywano jej młodość. Obok pojawiał się temat misji, Boliwii, ogólnie bezpieczeństwa na misjach. Dzięki wspomnieniom bliskich Helenki z pewnością ten jej obraz stał się bardziej wielowymiarowy. W naszej książce spotkamy się z dziewczyną, która nie tylko pięknie śpiewa, ale rozwija swój talent, by służyć nim innym ludziom. Spotkamy Helenkę, która zaprasza swojego chłopaka do wspólnej modlitwy, nadając temu spotkaniu charakter czegoś bardzo intymnego i wyjątkowego. Spotkamy dziewczynę, która wbiega w ostatniej chwili, w różowym mundurku linii lotniczych na mszę św. i staje przy mikrofonie. Spotykamy też Helenkę, która zraszaczem wybudza siostrę… Tych obrazów jest bardzo wiele. Układają się w opowieść o kimś niezwykłym w swojej zwyczajności.

Gdybyście ją teraz spotkali to…

EG: To piękna myśl! Ale pierwsze co mi przychodzi do głowy razem z nią, to pytanie: co ona by mi powiedziała? Nie wiem. Mimo tych 24 rozmów uczciwie powiem, że nie wiem. Wiem jednak, po czasie, który spędziłam z jej bliskimi, co sama chciałabym jej powiedzieć. Helenka, wielkie dziękuję. Za moje prywatne: Podejmij wyzwanie. Za moją prywatną: Misję możliwą. Ale to zupełnie inna opowieść.

PR: Znając ją z opowieści naszych rozmówców, to pewnie spojrzałaby znacząco i wyraziła niezadowolenie, że się nią zajmujemy – nie lubiła za bardzo mówić o sobie, a na pewno niczym się nie chwaliła. Ale myślę, że zgodziłaby się na tę książkę jako narzędzie do inspirowania innych do życia dobrego i pięknego – ona sama tak żyła i chciała tego dla innych. Myślę, że z tego samego powodu jej bliscy zgodzili się z nami rozmawiać, bo wielu z naszych rozmówców nie wypowiadało się wcześniej publicznie.

Które z przeprowadzonych rozmów były dla Was przełomowe?

PR: Dla mnie jedną z ciekawszych rozmów był wywiad z Joanną Wojnowską, nauczycielką śpiewu ze szkoły muzycznej w Gliwicach. Wszyscy zachwycali się głosem Heleny – zwracali na niego uwagę, gdy tylko mieli okazję usłyszeć, jak ona śpiewa. Zapytałem o ten fenomen specjalistkę od wokalu. Chyba bała się o tym mówić, bo znała właśnie ten zachwyt wyrażany w mediach, ale pokazała mi wtedy ścianę z dyplomami swoich uczniów i powiedziała, że nie znajdę tam żadnego dyplomu Heleny, bo jej głos nie był wybitny, jeśli chodzi o śpiew klasyczny, w jakim kształci szkoła muzyczna. Mówiąc mniej fachowo – Helena nigdy nie byłaby diwą operową. Ale p. Wojnowska mówi, że Helena była od początku tego świadoma i nie taka była jej motywacja w kształceniu głosu – ona po prostu chciała się rozwijać. Wiedziała, że ma talent i nie chciała go zakopać, tylko pracować nad nim tak, żeby jak najlepiej służyć nim innym.

EG: Trudne było, by nie stawać w roli adwokata Helenki, by nie próbować lukrować tych opowieści, nie cenzurować tam, gdzie może coś zgrzytało, ale to ważne: nam zgrzytało. Jeszcze raz do tego wrócę: „Helena. Misja możliwa” to nie jest nasza prywatna opowieść o Helence. By nie ulec pokusie formowania świata, w którym żyła Helenka – to było najtrudniejsze wyzwanie.

Spotkaliśmy ludzi, którzy przeżywali żałobę po stracie kogoś, kogo kochali tak mocno i tak pięknie. Trudno było zostawić na tych spotkaniach serce za drzwiami. Na etapie redakcji postanowiliśmy, że nie będziemy tego ukrywać – momentami nam się to w ogóle nie udało…

To wspomnienia bardzo osobiste, ale i subiektywne i co ważne – na tym etapie nieweryfikowalne. Pewnie czytelnik w kilku miejscach znajdzie nieścisłości, które i nas zatrzymały, ale to nie jest książka dokumentalna. To trzeba powiedzieć: na tym etapie my nie ustalaliśmy faktów, a wysłuchaliśmy wspomnień, a pamięć ludzka rządzi się swoimi prawami. Dla tych, którzy zgodzili się na rozmowę z nami: wielkie dziękuję. To oni wpuścili nas w swoje wspomnienia, otworzyli przed nami swój prywatny świat. Pozwolili nam przyjrzeć się relacji, którą przez lata budowali z Helenką. Forma wywiadu nie zawsze to oddaje, ale bohaterem tych rozmów często była cisza, łzy, niedopowiedzenia…

Udało się Wam polubić Helenę?

EG: Udało mi się zatęsknić za dziewczyną, której nigdy nie poznałam i z którą nigdy nie zamieniłam słowa.

PR: Bardziej chyba jej zazdroszczę… Wielu aktywności, godzeniu ich ze sobą; odwagi w podejmowaniu wyzwań takich jak wyjazdy misyjne, praca zawodowa, podróże; dostrzegania dobra w małych rzeczach, cieszenia się nimi i zarażania innych pozytywną energią. Może zazdrość to nie jest jednak dobre słowo, może powinienem powiedzieć, że mnie inspiruje do lepszego i piękniejszego życia z mocnym akcentem położonym na drugiego człowieka.

Jakie przesłanie niesie Wasza książka?

EG: Na YouTubie krąży piosenka, w której Helenka śpiewa: „Daj mi Panie bym uwierzył, bym mógł w pełni życie przeżyć”. Może nasza książka jest dla tych, którzy czasem spać nie mogą przez pytanie: co to znaczy „w pełni”?

PR: Przesłanie zawarte jest w tytule. Helena była zwyczajną dziewczyną – córką, siostrą, koleżanką ze studiów, znajomą z duszpasterstwa czy wolontariatu. A po tragicznych wydarzeniach w Boliwii mnóstwo osób – także jej bliskich – zobaczyło w jak wielu przestrzeniach żyła i to żyła w pełni. Aż do tego stopnia, że zaczęto mówić o jej świętości. Ta jej świętość przejawiała się właśnie w codzienności. Nasi rozmówcy pokazują codzienność Heleny w różnych przestrzeniach jej życia. Tym samym dają świadectwo, że normalne życie młodej kobiety z przełomu wieków zasługuje na miano świętego. Helena pokazała, że świętość to życiowa misja, ale misja możliwa do zrealizowania.

EG: To nie jest sensacyjna opowieść o wydarzeniach z Boliwii, to książka o pięknym życiu Helenki Kmieć. Okazuje się, że nasz dziwny świat, potrzebuje takiej opowieści, tęskni do niej i co ważne – umie się niezwykle zwyczajnym życiem zachwycić.

Dodaj komentarz

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Sprawdzony przepis na niebo? Oddać całe życie na ziemi drugiemu człowiekowi. Szczególnie takiemu, który sam już nie może się o siebie zatroszczyć.

RECENZJE

0 104

Kiedy przyglądamy się biblijnym patriarchom, dochodzimy do wniosku, że każdy z nich jest na swój sposób intrygującą postacią. Izaak, którego wywiodła w...