Home Temat numeru Była otwarta na Boże plany

 „Ona zdecydowanie nie była typem siedzącym na kanapie. Miała na tyle zaufania, żeby zdać się na wolę Pana Boga” – mówi Paulina Plucińska, koleżanka Heleny Kmieć.

Kim dla Ciebie była Helena?

Helenka była moją koleżanką, którą poznałam jeszcze w czasach gimnazjum, kiedy przyszłam do grupy oazowej w naszej parafii św. Barbary w Libiążu.

Jak z tego czasu ją zapamiętałaś?

Zapamiętałam ją jako bardzo ciepłą i życzliwą osobę, otwartą na każdego uczestnika. Bardzo szybko nawiązałam z nią bliską relację. Helenka miała łatwość zjednywania sobie ludzi.

Nie ukrywam, że już wtedy ją podziwiałam. Byłyśmy w tym samym wieku – pierwsza lub druga klasa gimnazjum – ja dopiero dołączałam do tej grupy, a ona ją prowadziła – zarówno organizacyjnie, jak i muzycznie. Bardzo mi to wtedy imponowało.

Helena prowadziła scholę.

Raz chcieliśmy zorganizować koncert. Przygotowywałyśmy pieśni. Ten śpiew nie zawsze nam dobrze wychodził. Ale pamiętam z tego czasu wielkie zaufanie Helenki. Wszyscy bardzo się stresowaliśmy tym, że ten koncert to będzie totalna klapa. A Helenka cały czas próbowała nas postawić do pionu, i zachęcała, żebyśmy zrobili wszystko co w naszej mocy, a resztę zostawili Panu Bogu. Chcieliśmy odwołać cały koncert, ale ostatecznie śpiewaliśmy i pamiętam, że nie wyszło wcale najgorzej.

Z tego czasu utkwiła mi w pamięci postawa Helenki: zaufania, że nie wszystko leży w naszych rękach, na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale możemy zrobić je jak najlepiej potrafimy.

W liceum Helena wyjechała do szkoły średniej w Anglii. Jak Ty wtedy na to patrzyłaś?

Mnie imponowało, że Helenka zostawiała na jakiś czas to życie w Libiążu wśród swojej rodziny, swoich znajomych i pojechała tak naprawdę w nieznane. Było to bardzo odważne z jej strony. Z wymiany maili z tamtego czasu pamiętam, że nie zawsze było jej łatwo. Tęskniła za życiem w Libiążu, wśród grupy, z którą się trzymaliśmy. Ale też zdjęcia, które wysyłała w tych mailach świadczyły o tym, że nie była zamknięta na tamtych ludzi – gdziekolwiek była, tam zawsze potrafiła nawiązać bardzo bliskie relacje.

Po powrocie do Polski zdecydowała się na inżynierię chemiczną w Gliwicach. Nie zdziwił Cię ten wybór?

Zawsze w Helence zaskakiwała rozpiętość talentów. Wydawało mi się, że utalentowana jest bardziej humanistycznie, dlatego wybór kierunków ścisłych był zaskakujący.

W czasie studiów miałyśmy sporadyczny kontakt. Odnawiał się często w czasie wakacji na pielgrzymkach. Jeśli Helenka tylko mogła iść w sierpniu na Jasną Górę z naszą grupą, to zawsze była wtedy muzyczną. Wówczas były okazje do wspólnych rozmów.

Jakieś pielgrzymkowe wspomnienia?

Pamiętam moją pierwszą pielgrzymkę z 2009 roku. Dla mnie już sama droga była ciężka i męcząca. Czekałyśmy wtedy na wejście na wały już w Częstochowie. Kto mógł to siedział i odpoczywał, łapał chwilę oddechu. A Helenka dalej grała na gitarze, tańczyła. Bardzo często miała wtedy bandaże na rękach i na biodrze, gdzie gitara obijała się o ciało. Nawet na filmikach, które mamy z tamtych czasów nie widać po niej w ogóle zmęczenia. To było jakieś niesamowite.

Przed Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie pracowałyście razem w komitecie parafialnym w Libiążu.

Pierwotnie miałam być przewodniczącą komitetu w parafii, ale gdy tylko dowiedziałam się, że Helenka będzie nam w tym czasie pomagać, zapytałam jej czy podjęłaby się tej funkcji. Była na ŚDM w Madrycie, poza tym świetnie znała języki, wiedziałam, że o wiele lepiej poradzi sobie z tym zadaniem niż ja. Zgodziła się.

Nie trzeba było jej namawiać?

Nie wiedziała, jak wtedy ułoży jej się praca, bo nie mogła mieć wolnego przez cały czas przygotowań i trwania ŚDM. Ale gdy tylko była na miejscu, to była gotowa do pomocy – można było do niej dzwonić w każdej chwili.

Co działo się w trakcie ŚDM? Jak wspominasz pracę w Komitecie?

Na terenie naszej parafii mieszkali Włosi. Zdarzało się, że uciekł im pociąg i z Krakowa wracali w środku nocy. Musiałyśmy wtedy ogarnąć to jakoś logistycznie i wytłumaczyć im, jak dostać się do Libiąża.

Helena miała doświadczenie wcześniejszych ŚDM. To Wam pomagało?

Zdarzało się, że emocje brały górę, gdy ktoś nie zrobił czegoś, co powinien – złościliśmy się na siebie czy z innych powodów byliśmy zestresowani. Helenka miała w sobie spokój i przekonanie – ja to tak odbierałam – że ŚDM są zbyt ważne, żeby zatrzymywać się nad jakimiś małostkowymi sprawami. Samym zachowaniem pokazywała, że najważniejsze jest to, że tylu młodych ludzi gromadzi się na chwałę Bożą. Do różnych stresujących sytuacji podchodziła z cierpliwością.

Jakieś wspólne wspomnienie z ŚDM?

Symboliczny stał się dla mnie jej ostatni SMS, który wysłała mi po ŚDM w sierpniu – „OK, to ja lecę – do zobaczenia później”.

Przesłanie papieża Franciszka, które w Krakowie mocno wybrzmiało dotyczyło tego, żeby zejść z kanapy i założyć wyczynowe buty…

Myślę, że życie Heleny jest idealnym przykładem realizacji tych słów w praktyce. Helenka każdą swoją wolną chwilę poświęcała dla drugiego człowieka albo na rozwój swoich talentów czy zainteresowań. Ona zdecydowanie nie była typem siedzącym na kanapie.

Spotkałyśmy się kiedyś w pociągu. Przyjmowała się do pracy w liniach lotniczych. Działała na wielu frontach. Nie mam pojęcia jak ogarniała to czasowo, bo doba dla każdego ma tylko 24 godziny…

Jednym z powodów, dla których Helena schodziła z kanapy było jej zaangażowanie w wolontariat misyjny. Przed Boliwią Helena była na Węgrzech, w Zambii czy Rumunii.

Postrzegałam zawsze Helenkę jako Bożego szaleńca. Ona była nieprzeciętną osobą, która dawała się ponieść swoim często spontanicznym pomysłom. Po ludzku to czasami może być zaskakujące – ktoś może nawet powiedzieć, że nieodpowiedzialne, bo przecież wyjazd do Afryki też był pewnie niebezpieczny. Ale ja patrzę na to jako na otwartość Heleny na Boże plany. Ona miała na tyle zaufania, żeby zdać się na wolę Pana Boga. Myślę, że tak było np. w sprawie Boliwii.

Jak zareagowałaś na informacje o jej śmierci?

Nie mogłam w to uwierzyć. Ta wiadomość zjednoczyła naszą parafię – kościół był pełen ludzi, którzy przyszli się modlić za nią, za jej rodzinę.

Na początku było mi bardzo trudno pogodzić się ze śmiercią Helenki. Zastanawiałam się, dlaczego akurat ona – robiła przecież tak wiele dobrego; przecież nie zasłużyła sobie na to. Gdy upływały kolejne dni, nabrałam przeświadczenia, że była na to dobrze przygotowana i że to nie wydarzyło się przypadkiem.

Co masz na myśli mówiąc, że była dobrze przygotowana?

Helenka zawsze była blisko związana z Kościołem i z Panem Bogiem. Wyjechała, żeby pomagać, żeby czynić dobro. Wierzę też, że była w stanie łaski uświęcającej.

Co dzieje się w Waszej parafii po jej śmierci?

W każdy czwarty piątek miesiąca organizujemy adoracje Najświętszego Sakramentu, w czasie których modlimy się w intencji Helenki – powierzamy woli Pana Boga to, co będzie dalej; modlimy się o to, żeby została włączona do grona świętych.

Z okazji uroczystości Wszystkich Świętych organizowany jest u nas „Orszak świętych”. Nieśliśmy m.in. transparent, na którym – obok zdjęcia Helenki – było napisane „Santa subito” – „święta natychmiast”.

Orszak zakończył się modlitwą przy grobie Helenki. Zaśpiewaliśmy pieśń „Wierzyć, jak Piotr”, która jest kojarzona z Helenką. Co ciekawe, na grobie Helenki pojawiają się grupy nawet spoza naszego kraju.

Wspomniałaś o modlitwie, żeby Helena została włączona do grona świętych.

Dla mnie to było naturalne już w pierwszych dniach, kiedy dowiedzieliśmy się o śmierci Helenki, ponieważ ona prowadziła z jednej strony normalne życie, ale jednocześnie święte.

Jeżeli faktycznie Helenka zostanie świętą, to będzie to ważny znak dla wszystkich młodych ludzi, którzy żyją podobnie jak ona. To będzie dla nich sygnał, że warto tak żyć, bo dziś młodzi kierujący się zasadami Kościoła – Dekalogiem czy Ewangelią – często są postrzegani jako dziwacy. Komuś może się wydawać, że takie życie jest też trudne. Helena pokazuje, że takie życie jest normalne, że warto żyć dobrze. Dla mnie osobiście ona już jest świętą.

Jeżeli zostanie świętą, to jakim sprawom powinna patronować?

Myślę, że misjom. Mam nadzieję, że będzie też patronką pieszych pielgrzymek. No i pewnie młodzieży…

Czego wzorem dla młodych mogłaby być Helena?

Przede wszystkim tego, żeby na każdym etapie swojego życia wykorzystywać czas, który mamy – mądrze go organizować i dzielić z naszymi bliskimi. Po drugie rozwijać swoje talenty. Helenka była taką osobą, która nie tylko te talenty rozwijała, ale dzieliła się nimi a do tego robiła to z wielką pokorą.

Jak wygląda dzisiaj relacja między Wami?

Jak tylko mogę, staram się przychodzić na jej grób. Uczestniczę też w każdej adoracji z modlitwą w jej intencjach w Libiążu; współtworzę też teksty rozważeń do tych nabożeństw. To jest moja bardzo osobista modlitwa za nią.

Mam wrażenie, że Helenka była taką osobą, przy której wiele osób chciało być blisko, ale przez ograniczenia czasu i miejsca ona nie mogła być przy wszystkich. Teraz może być blisko każdego, tylko w inny sposób…

Jak w życiu Waszej parafii obecna jest dziś Helena?

W parafialnej grupie nastąpiła już zmiana pokoleniowa, więc dzieci i młodzież dopiero poznają szczegóły z życia swojej starszej koleżanki z opowieści bezpośrednich świadków. W salce parafialnej, w której mamy spotkania, wisi duże zdjęcie Helenki, zaraz obok obrazu błogosławionej Karoliny Kózkówny. W naturalny sposób w naszych zwyczajnych rozmowach pojawiają się odniesienia do życia Helenki. Chcemy, żeby najmłodsi parafianie poznawali jej życie, żeby wiedzieli, jak w naszym małym Libiążu żyła Helenka, która prowadziła życie święte.

A jak jest obecna w Twoim życiu?

Kiedy jest mi trudno, albo mam jakąś sprawę, z którą sobie nie radzę, próbuję z Helenką rozmawiać. Aktualnie najbardziej towarzyszy mi w nauce pokory. Kiedy dzieje się coś, z czym się osobiście nie zgadzam, kiedy emocje we mnie buzują, to właśnie w takich momentach stawiam sobie pytanie, co zrobiłaby Helenka.

Dodaj komentarz

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Sprawdzony przepis na niebo? Oddać całe życie na ziemi drugiemu człowiekowi. Szczególnie takiemu, który sam już nie może się o siebie zatroszczyć.

RECENZJE

0 175

Kiedy przyglądamy się biblijnym patriarchom, dochodzimy do wniosku, że każdy z nich jest na swój sposób intrygującą postacią. Izaak, którego wywiodła w...