Home Temat numeru Być „uchem, ustami, sercem i duszą” biskupa

Rozeznawanie powołania

Geneza mojego powołania do diakonatu stałego związana jest z historią mojego życia. Mając 11 lub 12 lat zacząłem być ministrantem. Od tego momentu nieprzerwanie posługiwałem w czasie liturgii przy ołtarzu: podczas szkoły średniej nadal w kościele parafialnym, podczas studiów w kościele akademickim, po skończonych studiach w parafiach, w których mieszkałem. Zostałem przy ołtarzu po ślubie w 1993 roku, byłem przy nim także już jako ojciec, tzn. kiedy pojawiały się kolejne dzieci. Dla mnie samego, jak i mojej najbliższej rodziny naturalnym było to, że podczas liturgii nie byłem z nimi w ławce, ale przy ołtarzu. Nie pamiętam także, aby na tym tle dochodziło między nami do trudnych rozmów. Jednocześnie coraz bardziej utwierdzałem się w tym, że jest to ważna część mojej drogi wiary. Myślę, że opisany fragment drogi mojego życia miał fundamentalny wpływ na to, że w którymś momencie pojawiło się powołanie do stałego diakonatu.
Czy myślałem o powołaniu do kapłaństwa lub życia zakonnego? Tak, szczególnie pod koniec studiów. Był to dla mnie bardzo intensywny czas rozeznawania. Jednak nigdy nie byłem na żadnych rekolekcjach powołaniowych, które by mnie podprowadzały pod konkretną wspólnotę zakonną lub kapłaństwo w diecezji. Inspiracje i pomoc w rozeznawaniu czerpałem głównie z różnych rekolekcji, które przeżywałem w czasie studiów, np. z rekolekcji ignacjańskich.
Ważną rolę na drodze osobistego rozwoju wiary, jak i odkrywania swojego miejsca w Kościele, odegrały w moim życiu różne wspólnoty i grupy religijne. Jak już wspomniałem, od szkoły podstawowej byłem ministrantem, jednak wyraźny, nowy impuls w tym względzie związany był z uczestnictwem w spotkaniach grup działających w ramach duszpasterstwa akademickiego funkcjonującego przy kościele toruńskich jezuitów. Od pierwszego roku studiów, czyli od 1987 roku, uczestniczyłem przede wszystkim w formacji prowadzącej ku dojrzałości  chrześcijańskiej w Ruchu Odnowy w Duchu Świętym. Przez blisko sześć lat w tym środowisku dojrzewałem, uczyłem się pielęgnować wiarę, zacząłem także stawiać coraz bardziej dojrzałe pytania dotyczące mojego miejsca w Kościele.
Momentem przełomowym było dla mnie ukończenie studiów, pozostanie w Toruniu i w konsekwencji zamieszkanie na terenie konkretnej parafii. Tak, jak wielu będących w podobnej sytuacji, stawałem wobec pewnego trudu znalezienia swojego miejsca w parafii. Po pobycie w 1996 roku na rekolekcjach w Mediolanie zaangażowałem się w wizję Ewangelizacyjnych Komórek Parafialnych, następnie przez pewien czas wraz z żoną byliśmy członkami gałęzi rodzinnej Ruchu Światło-Życie, czyli Domowego Kościoła. Obecnie od kilku lat wspólnie z żoną jesteśmy na Drodze Neokatechumenalnej.
Wszystkie wymienione wyżej wspólnoty i grupy miały i mają nadal ogromne znaczenie dla mojej osobistej drogi wiary, jak i obecności w Kościele. To w związku z tym doświadczeniem od 2003 roku jestem członkiem i jednocześnie przewodniczącym Diecezjalnej Rady Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich Diecezji Toruńskiej. Nie mam wątpliwości, że to w tych środowiskach uczyłem się Kościoła i posługi w nim, i to w nich dojrzewałem do podjęcia powołania do stałego diakonatu.

Decyzja

Kiedy w 2005 roku po raz pierwszy wyraźnie usłyszałem o diakonacie stałym w Kościele oraz, co bardziej istotne, o początkach jego wprowadzania w Polsce, także w mojej diecezji, stawiałem sobie pytanie czy jest to propozycja dla mnie. Wydaje mi się, że nie odpowiedziałem sobie wtedy na to pytanie. Wystarczyła mi wówczas własna opinia, że trudno będzie znaleźć przestrzeń do realizacji powołania stałego diakona w naszych parafiach. Pamiętam, że w tym czasie docierały do mnie pytania od moich znajomych, czy nie chciałbym podjąć formacji w kierunku stałego diakonatu.
Musiało upłynąć kilka lat, abym przyjrzał się temu powołaniu od innej strony. Czy stały diakonat być może jest moim powołaniem? A więc rzecz nie w tym czy ktoś mnie widzi w tym powołaniu, co będę robił jako stały diakon, jakie będą trudności, czy spotkam się z akceptacją. W pewnym momencie nabrałem przekonania, że muszę wznieść się ponad te kwestie. Muszę odłożyć własne wizje i rodzące się plany. Zauważyłem, że to one kierowały moje myśli w inną stronę i w efekcie blokowały w podejmowaniu decyzji czy stały diakonat może być moim powołaniem, czy też nie.
Decyzje zacząłem podejmować podczas rekolekcji rodzinnych w Ruchu Szensztackim w Świdrze pod Warszawą. Przeżywaliśmy je całą rodziną latem 2010 roku. Tam w zaciszu Sanktuarium Wierności, trwając przed Najświętszym Sakramentem, rozważałem moje powołanie do stałego diakonatu. Później przyszły rozmowy z żoną. Ważne było także spotkanie z księdzem biskupem Andrzejem Suskim. Zapytałem go bezpośrednio, czy widziałby moją posługę w diecezji jako stałego diakona. Powiedział, że tak i wyznaczył indywidualny tryb przygotowań, za który odpowiedzialny był ks. prof. Dariusz Kotecki, obecnie dziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ponieważ miałem już ukończoną teologię, dlatego przygotowania do święceń nabrały szybkiego tempa. I tak dnia 5 listopada 2011 roku otrzymałem święcenia diakonatu z rąk bp. Andrzeja Suskiego. Miejscem święceń był mój kościół parafialny w Toruniu, któremu patronuje św. Antoni.
acquire nolvadex

Posługa

W czym przejawia się moja posługa diakońska? Posiada ona kilka płaszczyzn. Kiedy pisałem podanie do bp. Andrzeja Suskiego z prośbą o udzielenie mi święceń stałego diakonatu napisałem między innymi tak: „Ponieważ od wielu lat doświadczam w swoim życiu osobistym, jak i w dotychczasowej posłudze w Kościele, daru małych wspólnot, dlatego chciałbym prosić Księdza Biskupa, aby moja posługa diakońska mogła się realizować poprzez obecność w ruchach i stowarzyszeniach działających w diecezji”. Kiedy po święceniach otrzymałem dekret okazało się, że biskup skierował mnie do pełnienia funkcji wicedyrektora Wydziału do Spraw Formacji i Apostolstwa Świeckich Kurii Diecezjalnej Toruńskiej. A więc środowisko ruchów stało się podstawowym i pierwszym miejscem mojej posługi jako diakona stałego.
Jak już wspomniałem od 11 lat jestem Przewodniczącym Diecezjalnej Rady Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich Diecezji Toruńskiej. Pozostałem nim także po święceniach diakonatu. Funkcja ta zakłada między innymi zwoływanie przynajmniej dwa razy do roku spotkań Rady, która gromadzi liderów i odpowiedzialnych za wspólnoty w naszej diecezji. Poza tym daje mi ona możliwość oficjalnych kontaktów z ruchami i wspólnotami rozsianymi po całej diecezji.
W swojej posłudze zawieram także wygłaszanie wykładów, najczęściej poświęconych historii Kościoła lub obecności wiernych świeckich w Kościele. Od dwóch lat jestem odpowiedzialny za koordynację przygotowań mężczyzn do pełnienia posługi stałego lektora i stałego akolity w diecezji toruńskiej. Trzeba dodać, że znaczna część osób kierowanych przez księży proboszczów do odbycia takiej formacji to osoby, które wywodzą się z różnych grup, wspólnot i ruchów działających w diecezji. A więc dotykam tu znowu środowiska mniejszych grup formacyjnych. Pełnienie przywołanej funkcji daje mi także możliwość bycia w różnych parafiach.
Od samego początku, czyli od 2011 roku, biorę udział w przygotowaniach Marszu dla Życia i Rodziny w naszej diecezji. Początkowo miał on miejsce tylko w Toruniu, a od dwóch lat jest on także obecny w innych miejscowościach naszej diecezji. Na co dzień posługuję jako diakon w mojej parafii tj. w parafii św. Antoniego na toruńskich Wrzosach.
Wydaje mi się, że kluczem do mojego osobistego rozumienia posługi diakońskiej są relacje z biskupem (w moim konkretnym przypadku z biskupem ordynariuszem i biskupem pomocniczym). Utożsamiam się bardzo ze zjawiskiem, które spotykamy w historii rozwoju stałego diakonatu w Kościele, mianowicie z wyjątkowymi relacjami diakona z biskupem. W Tradycji Apostolskiej cheap Antabuse buy lioresal Hipolita (III w.) możemy wyczytać, że podstawowym obowiązkiem diakona była służba biskupowi, która wyrażała się w realizowaniu jego decyzji i poleceń. W Didascalia Apostolorum (III w.), czytamy, że diakon powinien być w ścisłej jedności z biskupem, ma być jego uchem, ustami, sercem i duszą. Chciałbym żeby słowa te opisywały moją posługę w diecezji.

Otwartość na odczytywanie woli Boga

Mam już za sobą kilka spotkań z diakonami stałymi z innych diecezji w Polsce (jest nas obecnie jedenastu). Widzę jak posługa każdego z nas jest inna. Obecnie wydaje mi się, że w Kościele w Polsce będzie to droga dla nielicznych, a podstawowym naszym wyzwaniem jest pokorne odczytywanie posługi stałego diakona, w tych konkretnych miejscach, w których stawia nas Bóg. Myślę, że niejednokrotnie chodzi tu o bycie wiernym drobnym zadaniom i wyzwaniom, które aktualnie stoją przed nami.
Jednocześnie bliskie są mi słowa biskupa Wiesława Śmigla, które dobrze diagnozują powrót diakonatu stałego do Kościoła: „Przywrócenie diakonatu stałego nie jest zatem wynikiem mody, kaprysu współczesnych teologów, hierarchów czy nawet braku kapłanów, ale jest przywróceniem trwałego stopnia hierarchicznego. Fakt, że diakonat przejściowy przetrwał w Kościele jako nieodzowny warunek przyjęcia święceń kapłańskich, jest świadectwem, że zawsze był on teologicznie doceniany i traktowany jako trwały stopień. Zredukowanie diakonatu tylko do stanu przejściowego było zubożeniem wspólnoty eklezjalnej, a co więcej – doprowadziło do pewnej niejasności. Współcześnie wielu wiernych uważa, że diakonat jest konieczny do przyjęcia święceń kapłańskich, jest pewnym etapem formacji i wtajemniczenia, ale nie celem. Takie myślenie jest pozbawione racji teologicznych. Zanik diakonatu stałego był spowodowany przesłankami wyłącznie czysto ludzkimi, socjologicznymi i ekonomicznymi. Przywrócenie więc diakonatu stałego jest powrotem do poprawności i przejrzystości w działaniu Kościoła-Wspólnoty”.
Chciałbym, aby moja posługa diakońska była nie tylko dobrą ilustracją, ale i świadectwem tych słów.

Autor
urodził się w 1968 roku w Chełmnie. Od 1993 roku jest mężem Hani – poznali się w duszpasterstwie akademickim prowadzonym przez ojców jezuitów w Toruniu. Mają trójkę dzieci – syna Adama (19 lat) i dwie córki: Ewę (14 lat) i Agatę (11 lat). W latach szkolnych 1992-1994 pracował jako nauczyciel historii i religii w kilku szkołach w Toruniu. Już podczas studiów historycznych rozpoczął naukę w Studium Teologicznym w Toruniu. „Nie miałem skonkretyzowanych planów związanych z teologią. Studia te były jednym z owoców ożywienia religijnego, które zawdzięczam obecności w mniejszych grupach formacyjnych. Mogę jednak stwierdzić, że miałem jakieś wewnętrzne przekonanie, że teologia będzie mi w przyszłości przydatna. Nie myślałem wtedy na pewno o diakonacie stałym, nie wiedziałem nawet, że „coś takiego” istnieje w Kościele” – mówi. Ukończył także Studium Życia Rodzinnego diecezji toruńskiej i przez kilka lat posługiwał w poradnictwie rodzinnym, angażując się szczególnie w organizowanie kursów przedmałżeńskich. Systematycznie rozwijał swoją karierę naukową na Wydziale Nauk Historycznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu uwieńczoną 5 czerwca 2014 roku nadaniem tytułu profesora nauk humanistycznych przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 63

W historii Narodu Wybranego było wiele kobiet, które odegrały w niej jakąś rolę, mniej lub bardziej ważną. Była Ewa, a tuż za...