Home Temat numeru Bardzo lubię spowiadać księży

Sformułowanie „spowiedź księdza” brzmi dość dziwnie. Trochę jak oksymoron. Z jednej strony powinno być to coś zupełnie normalnego. Przecież księża to też ludzie – tak samo mają swoje wzloty i upadki i tak samo, jak każdy inny człowiek, potrzebują ciągłego nawracania. Co więcej, zachęcając do korzystania z sakramentu pokuty i pojednania sami w pierwszej kolejności powinni dawać dobry przykład i korzystać z niego jak najczęściej. A jednak z drugiej strony wiele osób ciągle widzi pewną sprzeczność w tym, że człowiek, który własnymi rękami dotyka Chrystusa w czasie Mszy św., a przede wszystkim jest tym pośrednikiem, przed którym wyznają swoje grzechy, sam nie jest ich pozbawiony. Tej sprzeczności nie rozwiewa ani katecheza, ani niejedno rekolekcyjne rozważanie o tajemnicy spowiedzi, ani nawet takie obrazki, znane dobrze z telewizji, jak klękający u kratek konfesjonału św. Jan Paweł II. Jak to jest naprawdę? Czy spowiedź księdza to rzeczywiście temat tabu, którego lepiej nie poruszać, żeby nie okazało się, że często w naszych wspólnotach to „ślepi prowadzą ślepych”?

cheap nolvadex

Wszystko zaczyna się w seminarium

Żeby lepiej wniknąć w temat, warto zacząć od miejsca, gdzie dla każdego księdza wszystko się zaczyna – od seminarium. Zawsze troską biskupa i przełożonych w domach formacyjnych jest to, żeby różne wydarzenia codziennego życia – począwszy od liturgii, a skończywszy na wspólnych posiłkach – były jak najbardziej zbliżone do ideału. Widać to zresztą najlepiej w kaplicy, gdzie każdą Mszę św. czy nabożeństwo przygotowuje się z dbałością o najmniejszy szczegół i zachowanie wszystkich przepisów liturgicznych. Dobrze wiadomo, że w późniejszej pracy w parafii nie zawsze tak będzie – czasem zabraknie wystarczającej liczby ministrantów, innym razem ciężko będzie dobrze zorganizować śpiew, a jeszcze w innym miejscu prezbiterium okaże się bardzo ciasne i trudne do wykorzystania w czasie większych uroczystości. Chodzi jednak o to, żeby mieć wyrobiony ideał, który jest pewnym punktem odniesienia i celem, do którego się dąży. W przypadku spowiedzi ten ideał jest dość jasno sprecyzowany – spowiedź co dwa tygodnie (oczywiście może być częściej), stały spowiednik, nacisk na solidne przygotowanie do sakramentu przez wspólnotowe nabożeństwo pokutne, po którym następuje indywidualne wyznanie grzechów i zakończenie wspólnotowym dziękczynieniem. Od pewnego czasu pomagam w duszpasterstwie wspólnoty neokatechumenalnej w Rzymie, gdzie dwa razy do roku – w czasie Adwentu i Wielkiego Postu – przeżywa się spowiedź właśnie w ten sposób. Patrząc na to, jak wielkim jest to przeżyciem dla tych ludzi, myślę, że warto nie rezygnować z tej formy także w zwykłym parafialnym porządku duszpasterstwa.

Ideał wyniesiony z seminarium dobrze jest przełożyć na późniejsze życie, ale okazuje się, że najprostsze rzeczy bywają czasem najtrudniejsze. Myślę, że to trochę tak, jak z dobrym nauczycielem – szkoła, gdzie można odnosić sukcesy dydaktyczne, to jednak zupełnie inna sprawa niż uczenie własnych dzieci w domu. Zawsze brakuje czasu, jest coś ważniejszego do zrobienia albo tak zwyczajnie po ludzku akurat się nie chce. I podobnie jest w przypadku spowiedzi księdza. Zawsze jest coś pozornie ważniejszego do zrobienia, a chęć odłożenia spowiedzi na później zna chyba każdy kapłan. Także wybór stałego spowiednika wygląda czasem jak „klęska urodzaju”. Właśnie dlatego te dwa wymogi – stały spowiednik i regularny, z góry określony czas spowiedzi – to ogromna pomoc, a nie tylko swego rodzaju „formalny” wymóg.
purchase Lasix cheap dopoxetine

Żółte światło ostrzegawcze

To naturalne, że spowiedź księdza jest jedyna w swoim rodzaju. Ze względu na wiedzę teologiczną, ale też na swoją codzienną praktykę duszpasterską. Dlatego istnieje kilka rzeczy, na które ksiądz musi zwracać szczególną uwagę w czasie spowiedzi. Po pierwsze – kreatywność ludzka nie zna granic w znajdowaniu ciekawych i co raz to nowszych formułek służących do opisania swojego grzechu w taki sposób, żeby „powiedzieć, ale nie powiedzieć do końca”. A ksiądz, który zna już jako spowiednik wiele takich formułek, co więcej ma dobre wykształcenie teologiczne, jest szczególnie narażony na to, żeby popaść w takie „kamuflowanie” grzechu. Dlatego za każdym razem, ksiądz musi mieć włączone podczas swojej spowiedzi takie żółte światło ostrzegawcze – nie uciekaj w dziwne sformułowania, nie kombinuj, mów tak jak jest od początku do końca, czasem nawet lekko przesadź na swoją niekorzyść! Chodzi głównie o to, żeby trochę zawstydzić się swojego grzechu. Wstyd to jedno z najbardziej oczyszczających uczuć jakich może doświadczyć człowiek, wtedy gdy udaje się go pokonać. To właśnie przełamanie swojego naturalnego oporu przed opowiedzeniem o swojej słabości otwiera człowieka na tajemnicę miłosierdzia Bożego, która jest istotą pokuty. W przypadku księdza jest to szczególnie ważne, ponieważ za chwilę sam musi usiąść w konfesjonale i słuchać spowiedzi osób, które bardzo często nie mają tyle wewnętrznej siły, żeby swój wstyd pokonać. Doświadczenie własnej spowiedzi bardzo pomaga w kształtowaniu cierpliwości i wyrozumiałości dla penitenta, a także dzięki niemu spowiednik może stać się tym, który pomoże przejść przez to doświadczenie skoro sam już tę drogę pokonał. Sługa Boży ks. Aleksander Zienkiewicz, w swoim notatniku duchowym napisał kiedyś, że „żeby dobrze spowiadać innych, trzeba samemu najpierw dobrze się spowiadać” i myślę, że to doświadczenie jest najlepszym tego przykładem.

Po drugie – kolejka do konfesjonału. To jest ogromna pokusa, żeby spowiedź sobie „załatwić”, żeby uciekać przed tym, co jest koniecznością dla innych wiernych. Ale kolejka do konfesjonału to nie to samo, co kolejka do urzędowego okienka. To jest szansa, żeby się jeszcze lepiej przygotować, żeby poczuć „jak zbliża się” mój czas. Może to trochę prozaiczne porównanie, ale idąc do kogoś ważnego zawsze staramy się być wcześniej, czasem musimy trochę poczekać i to też podkreśla rangę tej osoby. A co dopiero, kiedy mamy iść na prywatną audiencję u samego Boga! Trzeba uważać bardzo w życiu kapłańskim, żeby nie odrzucać pochopnie tego doświadczenia, żeby nie czynić spowiedzi zbyt łatwą.

Pokuta dla księdza

W tym miejscu muszę się do czegoś przyznać. Bardzo lubię spowiadać księży. Nie chodzi mi tutaj o ciężar grzechów. Nie jest istotne jaka jest ich materia i których konkretnie przykazań dotyczą. Nie chodzi mi także o to, że taka spowiedź jest łatwiejsza czy trudniejsza. Po prostu jest coś niesamowitego w fakcie, że czasem kapłan z wieloletnim doświadczeniem, z całym bogactwem swoich przeżyć, godzinami spędzonymi na modlitwie i posłudze duszpasterskiej, z całym bagażem życiowej mądrości przychodzi do księdza-młokosa, klęka i wypowiada dobrze znane słowa: „a ciebie, ojcze duchowny proszę o pokutę i rozgrzeszenie”. Dobrze, że w takich momentach spowiednik siedzi, bo przed takim wyznaniem wiary nogi mogą się czasem ugiąć.

Wyjątkowość spowiedzi księdza ma też swoje wymagające oblicze, zwłaszcza w odniesieniu do pokuty. Bardzo często w czasie spowiedzi parafialnych nie ma możliwości dokładnie dobrać pokuty dla penitenta. Jest to związane z tym, że penitenci bardzo często są anonimowi – im mniej znają księdza a ksiądz ich, tym chętniej się u niego spowiadają. W przypadku spowiedzi księdza dużo trudniej o taką anonimowość, a przez to pokuta może być lepiej dopasowana do osobowości, wiedzy i duchowości konkretnego księdza. Chodzi o to, żeby nie iść na skróty, żeby pokuta była autentycznym „ćwiczeniem duchowym”, a to, podobnie jak każde ćwiczenie fizyczne, musi mieć przecież swój ciężar. W czasie jednej z moich spowiedzi dostałem dość ciekawą pokutę. Miałem na spokojnie, w swoim pokoju, przeczytać „Hymn o miłości” św. Pawła i zastanowić się po kolei nad każdym wersem. Przy pierwszej wolnej okazji zabrałem się dość sumiennie do wykonania pokuty. Pomodliłem się, otworzyłem Pismo Święte na wskazanym fragmencie i od razu się zatrzymałem nad fragmentem „miłość jest cierpliwa”. Kiedy zastanawiałem się nad tym wersem, nim się obejrzałem minęły jakieś dwie godziny… W dalszym zastanawianiu przeszkodził mi domofon, a konkretnie mój proboszcz, który uprzejmie przypomniał mi, że od pięciu minut powinienem już odprawiać Mszę św. Wieczorem musiałem zadzwonić do swojego spowiednika z „reklamacją”, bo prawdopodobnie w tym tempie nie zdążyłbym wykonać pokuty nie tylko do następnej spowiedzi, ale pewnie jeszcze dłużej. Spowiednik oczywiście odmówił argumentując, że jakbym nie był księdzem, to bym nie dzwonił w takiej sprawie do niego. I do dzisiaj jestem mu za to ogromnie wdzięczny, bo to było doświadczenie, które bardzo mi wtedy pomogło.

Najbardziej radosny sakrament

Mówiąc o spowiedzi trzeba jednak pamiętać, że jest to chyba najbardziej radosny ze wszystkich sakramentów. Zarówno teologicznie, jak i praktycznie. Z punktu widzenia teologii to pojednanie człowieka z Bogiem, naprawienie tej więzi, którą człowiek systematycznie zrywa, a Pan Bóg z ogromną cierpliwością pomaga mu odtworzyć. To musi budzić radość! A praktycznie? Kiedyś w czasie rekolekcji kapłańskich czekałem w kolejce na spowiedź, która odbywała się w specjalnie przygotowanym pokoju. W pewnym momencie dało się słyszeć dość głośny rumor w środku, jakby ktoś przestawiał meble, a po chwili ze środka wypadł mój kolega ksiądz ze śmiechu cały zalany łzami. Okazało się, że spowiednik w czasie nauki opowiedział mu dowcip, później drugi, a na końcu jeden ze śmiechu spadł z krzesła a drugi z klęcznika. Ktoś powie, że to może nie do końca wypada w czasie sakramentu opowiadać dowcipy, ale przecież spowiedź to spotkanie nie tylko człowieka z Bogiem. To też spotkanie dwóch ludzi, którzy razem szukają swojej drogi do Boga, czasem w radości a czasem w zadumie. To uczy pokory. Bardzo.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 28

Nie sięgam po fantastykę, ponieważ nie leży ona w kręgu moich zainteresowań literackich. Tym razem jednak sięgnęłam. Mogłabym przyznać, że nie miałam...