Home Temat numeru Adoracja to postawa

„Sprzed Najświętszego Sakramentu przenosi się doświadczenie na wszystkie inne sfery życia” – mówi ks. Stanisław Szczepaniec, konsultor Konferencji Episkopatu Polski ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów i inicjator ruchu modlitewnego „Adoremus”.

Co o modlitwie adoracyjnej musi wiedzieć osoba, która chce ją praktykować? Od czego powinna zacząć?

Podstawą jest uznanie, że w Najświętszym Sakramencie jest Pan Jezus. Ktokolwiek chce z Nim rozmawiać, powinien zacząć od aktu wiary. Później trzeba się modlić tak, jak człowiek umie – jak ktoś umie odmawiać tylko różaniec, to odmawia tylko różaniec, jak lubi czytać Pismo Święte, to czyta Pismo Święte. Z chwilą, gdy ktoś przebywa na adoracji dłużej i systematycznie, to może potrzebować podpowiedzi od ludzi bardziej doświadczonych.

Na czym polegają te podpowiedzi?

Jeden rodzaj podpowiedzi miałby charakter pogłębionego rozumienia tego, czym jest sama adoracja. A więc nie tyle uczenia formy, ile samej istoty. Chociaż ludzi częściej interesują raczej praktyczne strony.

Na czym polega istota adoracji?

Adoracja jest postawą chrześcijanina. Postawą wierzącego, w której człowiek uznaje Boga za Boga. Nie ma tu w ogóle mowy o modlitwie, tylko o postawie. Kiedy o Bogu myślę jako Kimś wielkim, świętym, to Jego tajemnica coraz bardziej się dla mnie odsłania, zatem rośnie mój zachwyt Nim a tym samym rośnie postawa adoracyjna. Podobnie się dzieje, gdy człowiek uzmysławia sobie swoje miejsce w planie stwórczym Boga, że jest we wszystkim od Niego zależny. Taka refleksja u modlącego się może być pomocna, bo przestanie przywiązywać wagę do jednej formy modlitwy – wszystkie formy modlitwy mogą przecież wyrażać naszą postawę adoracyjną.

Czy tę postawę można jakoś w sobie wypracować?

Postawy nie rodzą się bez ćwiczeń. Są dwa źródła. Pierwszym jest refleksja – ona może się odbywać poza Kościołem, np. poprzez lekturę czy różnego rodzaju wykłady. W ten sposób można poznać kim jest Bóg. Ale jeżeli człowiek tylko teoretycznie odkryje kim jest Bóg, a nie uklęknie przed tym Bogiem w adoracji, to brakuje mu drugiego elementu.

W pomocach, które przygotowuję dla grup adoracyjnych na początku zawsze kładę nacisk na zdobywanie świadomości na temat adoracji. Przychodzę przed Najświętszy Sakrament i co? Od razu zaczynam swoją modlitwę? Człowiek ma pokusę, żeby postawić Jezusa w roli tego, który słucha. Ale to On zaprosił mnie do adoracji, to On na mnie czekał, On dał mi łaskę, że mogłem przyjść. Zatem jak do Niego przychodzę, to w pierwszej kolejności chcę słuchać Jego. Warto sobie choć na chwilę uświadomić co czuje Jezus, kiedy ja do niego przychodzę. To od razu stworzy klimat naszego spotkania. Człowiek musi się odnaleźć w tej rzeczywistości, w której przychodzi do żywego Jezusa, który czeka, myśli, chce coś powiedzieć i to On ma ważniejszą rzecz do powiedzenia niż ja Jemu.

Jak może przebiegać sama modlitwa?

Można przyjąć postawę słuchacza i czytać Pismo Święte, ale ze świadomością, że to Bóg mówi przez te słowa a my staramy się Go słuchać. Drugi rodzaj modlitwy adoracyjnej to jest to wszystko, co sami wypowiadamy. Mogą to być modlitwy odczytywane z książeczki albo różaniec, ale też te tysiące spraw, które człowiek ma w głowie. I na pewno Pan Jezus się z tego cieszy, bo dlaczego ma się nie cieszyć, gdy człowiek przychodzi do niego z wszystkim, co go zajmuje.

Najbardziej typową adoracją jest milczenie. To jest trudne, bo są tacy, którzy bez gadania nie poradzą. Ale nie od ilości słów zależy jakość modlitwy – to bycie razem jest doświadczeniem, które należy do przeżycia adoracyjnego. Wyróżnienie trzech sposobów zachowania się człowieka podczas adoracji może wydawać się czymś sztucznym, bo nie dzielimy tak naszej modlitwy, a raczej w jej trakcie te elementy się przeplatają. Ale ich świadomość służy zawsze głębszemu ich przeżywaniu.

Jak proponuje Ksiądz kończyć adorację?

Głupio wyjść bez pożegnania. Do zasadniczych doświadczeń, które mają znaczenie i mogą bardzo pomóc, należy uświadomienie sobie, że Pan Jezus mnie nie puści bez obdarowania, że jeżeli chcę od Niego wyjść, to z całym plecakiem darów. Świadomie kończąc adorację można otworzyć się na dary Ducha Świętego.

Czy do tego rodzaju modlitwy trzeba się przygotować, czy – np. przechodząc obok kościoła – możemy się nagle zdecydować na chwilę adoracji, w biegu do pracy, może na pięć minut? Czy to wystarczy, czy tylko zmarnujemy czas?

Nigdy nie zmarnujemy czasu. Wszystkie formy są zalecane i dobre. Jestem przekonany, że Pan Jezus jest zadowolony z każdych odwiedzin – nawet tych w biegu, może bez skupienia. Ktoś jednak zdecydował się przyjść, spełnił akt. To jest decydujące. Ale jeśli ktoś przez cały rok, nawet na pięć minut, wpada przed Najświętszy Sakrament i robi to regularnie, to w przyszłym roku na pewno doda do tego jakąś refleksję a za dwa lata kolejną. Przy systematycznej modlitwie, w perspektywie lat a nie tygodni, można zobaczyć jej rozwój.

Jakie owoce modlitwy adoracyjnej dostrzegł Ksiądz w swoim życiu?

Mocno przemawiają świadectwa biskupów i księży, którzy mówią, że adoracja ich właściwie uratowała. Przynajmniej jakość ich kapłaństwa, jeśli nie kapłaństwo w ogóle. W moim przypadku jakość adoracji wpływa na jakość modlitwy brewiarzowej, uczestnictwa we Mszy św., na jakość rozumienia Ewangelii, chęć słuchania Słowa Bożego a także postrzeganie wydarzeń na świecie. Po prostu sprzed Najświętszego Sakramentu przenosi się doświadczenie na wszystkie inne sfery życia.

Rozmawiał Przemysław Radzyński

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 43

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...