Home Święty o powołaniu Siostra utrudzonych

Sprawdzony przepis na niebo? Oddać całe życie na ziemi drugiemu człowiekowi. Szczególnie takiemu, który sam już nie może się o siebie zatroszczyć.

Hanna Chrzanowska, nowa błogosławiona Kościoła katolickiego, dobrze znała ten przepis. A właściwie sama go napisała. Tymi samymi rękami, które nosiły chorych, opatrywały rany, gładziły po wyniszczonych chorobą lub starością dłoniach.

Pielęgniarska opieka domowa – to był jej pomysł i jej całe życie. Dla Hanny Chrzanowskiej pielęgniarstwo nie było po prostu wykonywanym zawodem. Było powołaniem, a troskę nad chorymi uważała za zaszczyt. Nawet wtedy, gdy ta troska zaczynała się od zapewnienia choremu czystej bielizny i ochrony przed pchłami i wszami. Nawet wtedy, gdy chorzy leżący samotnie w mieszkaniach, nie byli w stanie otworzyć jej drzwi, a ona po prostu wchodziła do nich przez okno.

Cała dla innych

Los człowieka cierpiącego poruszał ją od samego dzieciństwa, ale o dziwo nigdy nie myślała o medycynie. Zamiłowanie do opieki nad chorymi zaczęło się wówczas, gdy jako dwunastoletnia dziewczynka sama zachorowała i trafiła do szpitala. Zachwycona postawą tamtejszego personelu zapragnęła w dorosłym życiu podejmować podobne zajęcia. Krok po kroku zbliżała się do realizacji swojego pragnienia. Według niektórych „miała bzika” – bo nie wiedzieli, jak można inaczej nazwać kogoś, kto właściwie mówił tylko o pielęgniarstwie.

W spełnieniu marzenia nie przeszkodził Hannie nawet fakt, że w tamtych czasach nie było szkoły pielęgniarskiej i w ten sposób po maturze trafiła na… polonistykę. Jednak zaraz po otwarciu pierwszej szkoły pielęgniarskiej w Warszawie Hanna przeniosła się do niej. I to tam po raz pierwszy odkryła sens słów nos seigneurs les malades (nasi panowie chorzy), choć usłyszała je dopiero w późniejszych latach swojej praktyki. Swoją wielką miłością do ludzi chorych zarażała studentki, które uczyła pielęgniarstwa, zabierała je zresztą ze sobą do cierpiących wiedząc dobrze, że są takie rzeczy, których nie wyczyta się w książkach. Jako instruktorka i wychowawczyni zawsze kładła silny nacisk na wychowanie młodych pielęgniarek w duchu służby człowiekowi choremu, z uwzględnieniem nie tylko jego zdrowotnych, lecz także społecznych i duchowych potrzeb oraz poszanowaniem jego godności. Sama Hanna Chrzanowska kształtowała taką postawę u siebie między innymi dzięki wyjazdom na stypendia do Francji czy Belgii. Pisała o właściwym traktowaniu chorego w licznych publikacjach, między innymi w „Pielęgniarce Polskiej”, której była redaktorem naczelnym, a także wydając inne prace, czy współtworząc uchwaloną przez Sejm w 1935 roku „Ustawę o Pielęgniarstwie”; przyczyniała się również do powołania w 1937 roku Katolickiego Związku Pielęgniarek Polskich.

Pośród cierpień wojny

Gdy wybuchła II wojna światowa Hanna Chrzanowska przeżyła niejedną osobistą tragedię: straciła ojca, ciotkę, brata i inne bliskie osoby. Mimo to wcale nie zatrzymała się na swoich problemach i nie zwolniła obrotów. Można powiedzieć, że nawet je zwiększyła. Pracowała między innymi w Sekcji Pomocy Wysiedlonym Polskiego Komitetu Opiekuńczego. Pomagano tam pojedynczym osobom i całym transportom trafiającym do Krakowa, liczącym po kilkaset osób. Angażowała się również na oddziale noworodków krakowskiej Kliniki Położniczej. Ponadto pomagała dzieciom żydowskim. Przekonywała zamożniejsze rodziny, aby przyjmowały na obiady potrzebujące dzieci. Dla tych, które straciły rodziców, szukała rodzin zastępczych. Pokazywała wszystkim, że powołanie pielęgniarki to nie tylko troska o ciało i fizyczną stronę ludzkiego życia, ale o każdy jego aspekt: psychiczny, społeczny, duchowy.

Pielęgniarstwo parafialne

I pewnie dlatego Hanna Chrzanowska, będąc już na emeryturze, postanowiła zorganizować wszechstronną opiekę domową nad chorymi opartą o Kościół. Udało się jej rozmawiać w tej sprawie z Karolem Wojtyłą – wówczas biskupem – o którym mówiła, że to „najwspanialszy słuchacz wielkich spraw”. Zresztą jak się potem szybko okazało – Wojtyła szybko przeszedł od słuchania do działania.

W ciągu kilkunastu lat udało się w pewnej części krakowskich parafii i wybranych parafiach kilku innych miejscowości stworzyć „oddziały” pielęgniarstwa parafialnego. Nad wszystkim czuwała Hanna Chrzanowska. W 1957 roku opieką objętych było 25 chorych, a w roku 1970 liczba ta wzrosła do 563 osób. Opieka była wielowymiarowa – obejmowała nie tylko codzienną higienę, zastrzyki czy inne leki, ale także na przykład organizowanie wypoczynku, rekolekcji czy po prostu Mszy św. w domu chorego.

Bóg odnaleziony w człowieku

Dość ciężko uwierzyć, że w życiu Hanny Chrzanowskiej był okres niechęci wobec praktyk religijnych. Być może to efekt tego, że praktykowania wiary nie wyniosła z domu rodzinnego. Ojciec – katolik, matka – luteranka „nie narzucali się Panu Bogu”. Hanna wspominała: „Nigdy nie słyszałam – ja, która wzrosłam w atmosferze dobroczynności i dobroci, że się ją pełni dla miłości Boga i z miłości do Boga. Nigdy nie powiedziano mi, że mam być dobra z powodu Boga i dla Boga”.

Z pewnością istotne znaczenie w jej odkrywaniu Boga miał kontakt z ogromem ludzkiego cierpienia. Niejeden z jej podopiecznych mógł być dla niej duchowym nauczycielem. Niewątpliwie, do bliskości z Bogiem podprowadziła ją również autentyczna bezinteresowna miłość do drugiego człowieka, zwłaszcza tego cierpiącego i bezbronnego. Odkrywała, że właśnie w nim mieszka Bóg. I to w miłości wobec bliźniego można odnaleźć miłość do Boga.

Hanna zanotowała: „Wycofać siebie, puścić się na szerokie wody miłości, nie z zaciśniętymi zębami, nie dla umartwienia, nie dla przymusu, nie traktować chorego jak drabiny do nieba. Chyba tylko wtedy, kiedy jesteśmy wolne od siebie, naprawdę służymy Chrystusowi w chorych”. A w innym miejscu: „Tak dobrze pamiętam moich chorych, bo naprawdę ich kochałam, sama sobie tego nie uświadamiając”.

Trzeba dodać, że Hanna Chrzanowska dbała nie tylko o własny rozwój duchowy – organizowała konferencje Msze św. i rekolekcje dla pielęgniarek. O. Leon Knabit nazwał ją „kontemplacyjną duszą”.

Magnificat

Na wniosek Karola Wojtyły papież Paweł VI odznaczył ją medalem „Pro Ecclesia et Pontifice” – Dla Kościoła i Papieża. Jest to odznaczenie w kształcie krzyża, które nadaje Stolica Apostolska na wniosek biskupa diecezjalnego.

Hanna Chrzanowska nie ukrywała swoich przekonań religijnych oraz przywiązania do wartości chrześcijańskich. Przeciwnie, dawała swoim życiem czytelne i przejrzyste świadectwo wiary. Jej postawa budziła szacunek i uznanie, zwłaszcza wśród uczennic i współpracowników. Dla wielu była i nadal jest wielką inspiracją.

W 1963 roku u Hanny zdiagnozowano chorobę nowotworową. W 1966 roku poddała się operacji onkologicznej, a następnie naświetlaniu radem i promieniami RTG. Lekarzom udało się nieco zwolnić tempo rozwoju choroby, ale stan zdrowia Hanny systematycznie się pogarszał.

Odeszła 29 kwietnia 1973 roku w Białą Niedzielę. W dniu pogrzebu żegnały ją tłumy krakowian, wielu nie kryło łez, istotną ich część stanowiły osoby chore i z niepełnosprawnością, często na wózkach. Uroczystościom pogrzebowym na Cmentarzu Rakowickim przewodniczył kard. Wojtyła, który specjalnie przyjechał do Krakowa z obrad Konferencji Episkopatu Polski. W homilii pogrzebowej mówił: „Dziękujemy Ci, Pani Hanno, że byłaś wśród nas […] jakimś wcieleniem Chrystusowych błogosławieństw z Kazania na Górze, zwłaszcza tego, które mówi: błogosławieni miłosierni”. Kiedy trumnę składano w grobie, kardynał zaintonował, wbrew pogrzebowym zwyczajom, Magnificat.

Jak Chrystus

Tym, co Hanna Chrzanowska robiła w pracy zawodowej i społecznie, obdzielić można kilka życiorysów. Ona sama mawiała, że z zawodu jest „posługaczką i pośredniczką od wszystkiego”. Najważniejszy dla niej był zawsze chory, nie ona sama: „Moja praca to nie tylko mój zawód, ale – powołanie. Powołanie to zrozumiem, jeśli przeniknę i przyswoję sobie słowa Chrystusa: nie przyszedłem, aby mnie służono, ale abym służył”. I naprawdę przyswoiła je sobie jak mało kto. Na dowód można przytoczyć inną jej wypowiedź: „Długie lata byłam instruktorką, dyrektorką. Kierowałam, rządziłam, egzaminowałam. Co za radość na stare lata dorwać się do chorych: myć, szorować, otrząsać pchły. Prostota, zwyczajność zabiegów – to najważniejsze dla chorego. Wycofać siebie, puścić się na szerokie wody miłości, nie z zaciśniętymi zębami, nie dla umartwienia, nie dla przymusu, nie traktować chorego jako „drabiny do nieba”. Chyba tylko wtedy, kiedy jesteśmy wolne od siebie, naprawdę służymy Chrystusowi w chorych”. Dlatego Hanna Chrzanowska zawsze była z ludźmi. Dla nich. Zawsze blisko – jak siostra. I zawsze na czas.

Proces beatyfikacyjny Hanny Chrzanowskiej rozpoczął się w 1998 roku. Do beatyfikacji potrzebny był cud za jej wstawiennictwem, jakim okazało się uleczenie mieszkańca Krakowa z tętniaka mózgu. Dnia 7 lipca 2017 roku za zgodą papieża Franciszka, Stolica Apostolska po zbadaniu okoliczności tego uzdrowienia, uznała je za nadzwyczajne. Beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej dokonał legat papieski kard. Angelo Amato w dniu 28 kwietnia 2018 roku w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach.

Podziwiając jej piękne życie i powołanie warto powtarzać – także samemu sobie – refren hymnu beatyfikacyjnego: „Śpiesz się do ludzi, by zanieść miłość”.

Siostro utrudzonych, módl się za nami!

Dodaj komentarz

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Sprawdzony przepis na niebo? Oddać całe życie na ziemi drugiemu człowiekowi. Szczególnie takiemu, który sam już nie może się o siebie zatroszczyć.

RECENZJE

0 96

Kiedy przyglądamy się biblijnym patriarchom, dochodzimy do wniosku, że każdy z nich jest na swój sposób intrygującą postacią. Izaak, którego wywiodła w...