Home Święty o powołaniu Perła Pana Boga

Święta Rita – Anioł nadziei – tak Anna Machalica zatytułowała swoją książkę o tej świętej żonie, matce i siostrze zakonnej. Rzeczywiście – o nadziei św. Rita wie najwięcej – nie bez powodu jest w Kościele patronką od spraw beznadziejnych.

Urodziła się we włoskiej Cascii w rodzinie prostych ludzi, którzy, choć nie mieli bogactw, tytułów, ani znaczącej pozycji społecznej, potrafili okazać swojemu dziecku to, co najważniejsze: miłość. I ta miłość zmieniła potem niejedno życie.

Córka

Przyszła na świat, gdy jej rodzice Antonio i Amata byli już w podeszłym wieku. Nowonarodzona córka – Rita, a właściwie Margherita – była więc owocem ich wielkiej miłości, wiary i ufności w to, że jak Abraham można „wbrew nadziei uwierzyć nadziei”. Dzięki tej postawie otrzymali od Boga prawdziwie drogocenną Perłę – to właśnie oznacza imię, które nadali swojemu dziecku. To rodzice nauczyli Ritę wszystkiego, co rozwijało się i procentowało w jej dorosłym życiu: pobożności, pracowitości, współczucia ubogim, łagodności i cierpliwości.

Od najmłodszych lat Rita marzyła o poświęceniu swojego życia Bogu. Często odwiedzała klasztor św. Marii Magdaleny w Cascii, traktując to miejsce jako najpiękniejszy i najbardziej gościnny dom, w którym przebywa jej Ukochany. Według prawa miejskiego mieszkanka Cascii nie mogła bez zgody rodziców wyjść za mąż, ani wstąpić do zakonu. Rodzice Rity, mimo że tak pobożni, nie podzielali jednak woli córki do poświęcenia życia Bogu i nie chcieli by wstąpiła do klasztoru. Byli przekonani, że w małżeństwie Rita będzie miała zapewnioną ochronę i godne życie. Ich troska o nią była w pełni uzasadniona. A Rita, posłusznie choć z bólem, przyjęła wolę rodziców o jej zamążpójściu. Dopiero po latach okazało się, że także decyzje niechciane mogą stać się fundamentem świętości.

Żona

Jej życie małżeńskie okazało się trudne na tyle, że realizacja powołania żony i matki wymagało od Rity wiele miłości, siły i gotowości do poświęceń. Jej mąż Paolo miał gwałtowny temperament i, jak mawiali mieszkańcy Cascii, „szorstkie obyczaje”. Bywał zawzięty i rozdrażniony, a nawet posądzano go o niewierność żonie. W przeciwieństwie do Rity nie dbał specjalnie o życie religijne i raczej nie tęsknił za świętością, choć po latach się nawrócił pod wpływem jej dobroci, łagodności i głębokiej wiary. Jak pisze Autorka, było to możliwe dzięki „potędze piękna duszy Rity, która pokonywała jego słabości”. Szczęście rodzinne zostało jednak poważnie zaburzone. Po 18 latach małżeństwa Paolo został zamordowany.

Matka

Owdowiała Rita została sama z dwoma synami, charakterem podobnymi do ojca, którzy po jego śmierci też okazali się zagrożeni. Na dodatek sami chcieli się zemścić za zabójstwo Paola. Matka usilnie prosiła i modliła się o postawę przebaczenia, sama, powodowana godnym podziwu miłosierdziem, wybaczyła winnym śmierci jej męża. Żyła w ciągłym niepokoju o zdrowie, bezpieczeństwo i życie swoich synów. Oni, spragnieni odwetu za śmierć ojca, wciąż byli narażeni na karę śmierci, a egzekucja najprawdopodobniej miałaby publiczny charakter. Rita chciała uniknąć dla nich również losu wygnańców. Modliła się, by Bóg zabrał ich do siebie, jeśli nie mogliby spokojnie żyć na ziemi. Tak się stało. Obaj synowie Rity – Giacomo i Paolo – zmarli na skutek zarazy. Rita została całkiem sama.

Siostra

Odejście bliskich było dla Rity bardzo bolesne, ale oczyma wiary i nadziei odkryła w tym doświadczeniu możliwość pójścia drogą, o jakiej marzyła od dziecka i którą kroczyła przez te wszystkie lata jej tęsknota. Chodziło oczywiście o życie zakonne. Podjęcie kroków w tym kierunku również było obłożone trudami: brakowało zgody rodziców na wstąpienie do klasztoru (już nie żyli), sytuację dodatkowo komplikował konflikt między rodziną jej zamordowanego męża a rodziną zabójcy (mogłoby to negatywnie wpłynąć na jej obecność w zakonie). Udała się jednak do klasztoru św. Marii Magdaleny, tam jednak czekała ją odmowa i to dwukrotna. Mogła już całkiem zrezygnować, poszukać nowego miejsca w świecie. Pozostała jednak wierna pragnieniom serca. Nie poddała się.

W końcu udało się Ricie osiągnąć upragniony cel: wstąpiła do zgromadzenia sióstr augustianek. Legendy mówią nawet, że odbyło się to przy współpracy i modlitwie wielu świętych, nawet Jana Chrzciciela, który „wprowadził” Ritę do klasztoru.

W życiu zakonnym Rita najpełniej jak mogła realizowała ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. Posłuszeństwo realizowała tak sumiennie, że nawet dzięki niej ożyła zeschnięta roślina, którą przełożona kazała jej codziennie podlewać, chyba nie dla dobra rośliny, ale by sprawdzić gotowość Rity do wykonywania poleceń. Ubóstwo również traktowała bardzo serio, miała tylko jeden stary i połatany habit, wstępując do zgromadzenia nie miała żadnych rzeczy osobistych, często modliła się o jak największe podobieństwo do Chrystusa ubogiego.

Walczyła z pokusami, by uchronić swą czystość poświęconą Bogu. Przez modlitwę, post i jałmużnę zbierała siły, by wytrwać w gorliwości i oddaniu Bogu. Potrafiła rezygnować nawet z posiłku, by ćwiczyć ducha. Zawsze gotowa do okazywania miłosierdzia potrzebującym, otwierała serce przed każdym zagubionym człowiekiem, opiekowała się najciężej chorymi, stosowała też umartwienia wobec siebie.

Rita czyli Perła

Czerpała siły do takiego życia przede wszystkim z modlitwy, czyli z żywej i trwałej relacji z Jezusem. Modlitwa była dla niej nie tylko jakimś ustalonym czasem dla Boga, ale całym życiem. Często rozważała Mękę Pańską, otrzymała nawet na czole stygmat – znak cierpienia Chrystusa. Rana była bolesna i przerażająca, dlatego Rita najczęściej pozostawała w celi, tam kontemplowała Swego Oblubieńca prosząc o cierpliwość w znoszeniu trudów.

Gdy miała 72 lata poważnie zachorowała, choć do końca nie było wiadomo jaki to rodzaj dolegliwości. Podejrzewano gruźlicę i zapalenie stawów. Rita przykuta do łóżka cierpiała nie tylko od tych chorób, ale także od rany stygmatu, ale martwiła się nie bólem i cierpieniem, lecz tym, że przez taki stan zdrowia staje się bezużyteczna dla swojej wspólnoty. Krótko przed śmiercią Rita ujrzała Jezusa i Maryję. Z miłością pożegnała się z siostrami, mówiąc, że „nie kochała ich wystarczająco” i prosząc o wybaczenie. Odeszła w wieku 76 lat apelując do sióstr w ostatniej woli: „Kochajcie Boga ponad wszystko”.

I właśnie ta miłość – Boga ponad wszystko – pozwoliła Ricie zrealizować w życiu trzy bardzo ważne powołania – żony, matki i siostry zakonnej. Każde z nich wypełniła z wielką szczerością i gorliwością. Powstało o niej wiele legend, książka Anny Machalicy jest pełna przykładów uzdrowień duszy i ciała jakich doznawali ludzie modląc się za Jej wstawiennictwem. Jako święta od spraw beznadziejnych Rita z pewnością wie, że leczenie obolałych ciał i serc to ciągłe pragnienie Boga. Jej niezwykła zdolność kochania i przebaczania, pogodne przyjęcie cierpienia, żywa miłość do Chrystusa, a po śmierci liczne cuda uczyniły ją przedmiotem szerokiego kultu. I co ważniejsze – św. Rita – Anioł nadziei – ciągle pokazuje światu, że da się wbrew nadziei uwierzyć nadziei.

 

Anna Machalica, Święta Rita. Anioł nadziei, Wydawnictwo eSPe, Kraków 2013

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 32

W historii Narodu Wybranego było wiele kobiet, które odegrały w niej jakąś rolę, mniej lub bardziej ważną. Była Ewa, a tuż za...