Home Świadectwo Spróbuj(my) dzielić się Bogiem

Przystanek Jezus to największa inicjatywa ewangelizacyjna w Polsce. Byłem trzeci raz. Po pierwszym doświadczeniu ewangelizacji na Woodstocku, dzieliłem się już jakiś czas temu swoimi refleksjami na temat fenomenu ewangelizacji. Tu nie chodzi o podział – „ci od Jezusa” i „ci, którzy jeszcze Jezusa nie spotkali”. Liczy się podzielenie doświadczeniem spotkania żywego Boga. Nieraz ma to miejsce wśród uczestników PJ. To nie jest tak, że oni są level wyżej od innych i Pana Boga złapali za nogi.

Muszę się bać?

Nikt mnie nigdy nie oblał piwem, nikt nie wyzwał od pedofilów w sutannie, nikt nie powiedział: „nie chce mi się z tobą gadać”. Woodstockowicze generalnie bardzo dobrze reagują na obecność ewangelizatorów Przystanku Jezus. Zacznie się od przybicia piątki z księdzem, a nieraz od wylania żali na Kościół katolicki. Warto przysiąść na krawężniku i po prostu z nim pogadać, a nieraz zachęcić do modlitwy czy spowiedzi.

Szacunek dla każdego – to ogólna dewiza Przystanku Woodstock. Dzięki temu, wśród różnych propozycji ideowych, jest miejsce dla Ewangelii. Czy potrzeba zatem wielkiej odwagi? Nie sądzę. Potrzeba autentyczności, naturalności i gotowości skonfrontowania tego z człowiekiem, który w danej chwili się pojawi. Potrzeba przełamania samego siebie. Kocham, więc nie muszę się bać.

 

Czy to jest już Nowa Ewangelizacja?

Sam nie wiem. To hasło jest ostatnio bardzo modne, wręcz kontrowersyjne. Nie chodzi o żonglowanie argumentami na istnienie Boga, przekonywanie do Kościoła (w sensie instytucji) czy brylowanie gotowymi sloganami. Chodzi o świadectwo doświadczania Boga. Nie jednorazowo, ale ciągle.

W danym momencie rodzi się pomysł na wyjaśnienie wątpliwości rozmówcy – ja to już odczytuję jako natchnienie od Ducha Świętego. Św. Augustyn pisał, że musi się palić w tobie to, co chcesz zapalić w innych. W takim razie najpierw sam muszę być zewangelizowany, nawrócony na nowo, odświeżony w tym, co nazywamy wiarą.

Najpierw wysłuchać, potem normalnie pogadać. Opowiedzieć o Jezusie i DOBREJ Nowinie – tak po prostu. Podzielić się swoim doświadczeniem wiary, a nie tylko religijnością. Cała tajemnica ewangelizacji. Wysłuchać, zrozumieć, dać nadzieję. Trzeba mówić o Bogu i wierze z pewną nowością – z entuzjazmem i świeżością doświadczenia. Spróbuj(my) dzielić się Bogiem, którego doświadczamy.

 

W takim razie o co chodzi?

Głównie o formy, metody i nastawienie. Dogmaty wiary i zasady moralności nie uległy zmianie. Kluczem jest mówienie o Bogu nie w taki sposób, jakby był oderwany od rzeczywistości XXI wieku. Sukces jest wtedy, kiedy osoba napali się na styl życia człowieka wiary. Na Woodstocku zdarza się spotkać poranionych, którzy jakoś się z Bogiem rozminęli. Są i tacy, którzy z płonącymi oczami (znowu, zdarza się, że za pomocą wulgaryzmów) przyznają, że spotkali w swoim życiu Boga, który okazał się dobry.

Na Przystanku Jezus nie ma tradycyjnych pieśni i chorału gregoriańskiego. Zamiast nich są krótkie kanony lub piosenki nastawione na zdynamizowanie uczestników liturgii. Spowiedzi odbywają się bardziej w formie rozmowy, przez co trwają nieco dłużej niż te tradycyjne. Modlitwa staje się krótszą lub dłuższą rozmową z Bogiem – nikt się nie spieszy, a Msza św. trwa nawet 1,5 godziny. Opowiadając o Panu Bogu ewangelizatorzy wykorzystują kalosze, które aktualnie mają na nogach, koszulki z cytatami biblijnymi, flagi i transparenty, instrumenty muzyczne – wszystko po to, aby narobić rabanu.

Największym odkryciem katolika jest zobaczenie, że wyznawana wiara i codzienne życie to nie są dwa extreme, które się wzajemnie wykluczają. „Eureka!” krzyczą ci, którzy doświadczają, że wiara i życie mogą się wzajemnie uzupełniać i dopełniać, nie rezygnując równocześnie ze swojego charakteru i kontekstu zainteresowań. Oczywiście nie chodzi tu ani o dewocję, ani o przyzwolenie na grzeszne życie, w ramach akceptacji swojej ludzkiej kondycji. Chodzi o odkrycie (bardzo różnymi metodami), że Bóg jest dobry!

 

Przygoda się kończy – wracamy do normalności?

To jest najważniejsze pytanie dla mnie, w drodze powrotnej do grójeckiej parafii. Jeden z biskupów polskich powiedział, że „Kościół w Polsce jest zbytnio zasiedziały. Skoro ludzie sami nie przychodzą – to trzeba do nich wyjść”. Przygoda na Woodstocku daje doświadczenie Boga, który nie jest karzącym sędzią, ale kimś, kto wychodzi, aby odnaleźć zagubione dziecko.

Pytanie, w jaki sposób przenieść styl ewangelizacyjny Przystanku Jezus czy Lednicy do duszpasterstwa parafialnego. Pytanie ciągle otwarte. Nie ma gotowych odpowiedzi, są natomiast wyczuwalne intuicje. To mit, że modlitwa czy katecheza powinna być szybka, bo wszystkim się spieszy i mało kto słucha uważnie. To mit, że w praktyce spowiedzi chodzi tylko o załatwienie sprawy i nikomu nie zależy na zatrzymaniu się i dłuższej rozmowie o życiu. To mit, że myśląc o Kościele ludzie widzą instytucję czarnych i nie są zainteresowani odpowiedzialnym zaangażowaniem we wspólnotę. To mit, że wszyscy już wszystko o Panu Bogu wiedzą i nie ma potrzeby odgrzewania starych kotletów.

Bóg ciągle zaprasza, żeby chcieć czegoś więcej. Magis! Im dłużej żyję, a żyję niewiele, tym bardziej przekonuję się, że wciąż rodzi się wśród katolików potrzeba świadomego przeżywania swojej wiary. Chciejmy czegoś więcej, a doświadczenia takie jak Przystanek Jezus niech będą bodźcem ożywiającym wiarę.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 36

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...