Home Świadectwo On na Was czeka

Chciałabym się podzielić z czytelnikami nowiną o ogromnej łasce, jaką w swym miłosierdziu dał mi Pan Jezus. Jak każda nastolatka przeżyłam okres buntu – nie tylko przeciw rodzicom, ale niestety również przeciw Bogu. Nie zauważyłam wielkiego niebezpieczeństwa, jakie tkwi w muzyce metalowej i wampiryzmie. Od gimnazjum, odkąd zaczęłam się fascynować muzyką metalową i ciężkim rockiem, w moim życiu zaczęłam błądzić. Kościół, który był dla mnie kiedyś ważny, przestał mieć znaczenie i stał się przykrym obowiązkiem, od którego, gdy tylko mogłam, wymigałam się.

Kiedy obejrzałam pierwszy film o wampirach, to ogarnęła mnie fascynacja tymi istotami. Zaczęłam czytać wszystkie książki jakie tylko były w bibliotece. Często tematyka wampirów wiążę się z erotyką, więc zaczytywałam się w romansach i różnych książkach, w których była magia, istoty nadprzyrodzone i seks. Ta fascynacja całkiem mnie pochłonęła. Mój ubiór się zmienił. Coraz częściej nosiłam czarne ubrania, mocno się malowałam a i muzyka była coraz cięższa.

Po dwóch latach poszłam do liceum do większego miasta. Tam fascynacja wciąż rosła – więcej książek, więcej czytania. Poznałam chłopaka, który słuchał takiej muzyki jak ja, a nawet jeszcze cięższej. Zaczęliśmy być razem i ja zaczęłam się coraz bardziej gubić. Przestałam się modlić, nie czułam takiej potrzeby. Gdy miałam problem lub jakieś zmartwienie, to słuchałam głośno muzyki albo zaczytywałam się w książkach, w których znajdywałam ucieczkę. Później zaczęły się doświadczenia z współżyciem i nieuporządkowaną seksualnością. Czułam się coraz bardziej przygnębiona i smutna, nic mnie nie cieszyło, byłam pesymistką. Coraz cięższa muzyka, ubrania z symbolami okultystycznymi. Coraz gęstsza ciemność. Moja mama wyciągała mnie na niedzielną Eucharystię a ja szłam dla spokoju. Nie potrafiłam i nie chciałam słuchać tego, co mówią księża i co mówi sam Bóg przez swoje Słowo.

Pewnego dnia poszłam z koleżanką na rekolekcje Lecha Dokowicza, bo podobno miał mówić o muzyce a mnie to zaciekawiło. Po paru zdaniach zrozumiałam, jak muzyka na mnie działa. Jak ona mnie więzi i ogranicza. W tamtej chwili chciałam wolności nie tylko od muzyki, książek, ale od grzechu nieczystości. Po konferencji było ofiarowanie swojego życia Panu Jezusowi i kto chciał, mógł postawić świeczkę przed Najświętszym Sakramentem. Na początku miałam nie iść, ale poszłam za moją koleżanką. Kiedy podeszłam przed ołtarz i zostawiłam tę świeczkę powiedziałam: „Jezu, daję Ci moje życie” i wybuchnęłam płaczem. Moja reakcja mnie zszokowała. Nie powiedziałam tego z jakimś ogromnym zaangażowaniem, ale tak po prostu.

Kolejnego dnia była modlitwa o uwolnienie i uzdrowienie oraz modlitwa wstawiennicza. Kiedy ksiądz nałożył na mnie ręce znów wybuchnęłam płaczem, poczułam ciepło i dalej płakałam. Nie mogłam przestać. Postanowiłam, że od dziś chcę walczyć o swoją wolność. Po kilku miesiącach zapomniałam o tym postanowieniu i wróciłam do muzyki, książek…

W czerwcu była Lednica. Poczułam ogromne pragnienie, żeby tam pojechać, bo kiedyś w gimnazjum już tam byłam. Choć byłam chora, bardzo chciałam pojechać. Pojechałam z moim przyjacielem. Gdy miałam dziewięć lat, spodobała mi się postać św. Siostry Faustyny a wizja Jezusa Miłosiernego poruszyła moje dziecięce serce. Akurat tak zaplanował kochany Pan, że na tej Lednicy była właśnie ona i Jezus Miłosierny. Kiedy zobaczyłam ten obraz, usłyszałam fragmenty jej Dzienniczka, zobaczyłam te siostry, odezwała się we mnie tęsknota do życia z Bogiem, do wolności, miłości. Płakałam i błagałam Pana, żeby wziął moje życie i zrobił z nim, co tylko chce. Mówiłam, że chcę do Niego wrócić. Tańczyłam, śpiewałam, ale w sercu krzyczałam do Pana. Kilka dni po powrocie z Lednicy chłopak, z którym byłam, nagle ze mną zerwał. Zdziwiłam się i wpadłam w rozpacz, bo byłam z nim bardzo związana.

Gdzieś w środku wszystko mówiło mi, że to odpowiedź na moją modlitwę – Bóg mnie uwalnia od niego, abym mogła wrócić do Niego, że to jest Święta Wola Pana. Rozum to wypierał i nie chciałam w to wierzyć. Często płakałam i nigdzie nie mogłam znaleźć pomocy. Pewnego dnia już nie wiedziałam gdzie mam iść. Poszłam na Mszę św., usiadłam w ostatniej ławce, klęczałam i płakałam. Wołałam, żeby Bóg mi pomógł, żeby to wszystko było jak kiedyś, żeby ten chłopak do mnie wrócił, bo ja bez niego nie dam rady, że ja się wykończę, że nie chcę go stracić. Obiecywałam, że się poprawię, będę inna, ale on musi do mnie wrócić.

Tak zaczęłam przychodzić codziennie na Eucharystię, bo z każdą kolejną Komunią św. czułam siłę i zaczęłam czuć się lepiej. Gdy nadeszły wakacje, codziennie modliłam się Koronką do Bożego Miłosierdzia i czytałam Dzienniczek św. Siostry Faustyny, ale nadal płakałam i czułam pustkę i ból. Cały czas walczyłam z pesymizmem, wspomnieniami, nadal nosiłam symbole okultystyczne. Błądziłam. W wakacje chodziłam codziennie na Eucharystię i pewna osoba uświadomiła mi wprost, że to wszystko to wola Boża i powinnam się o jej spełnienie modlić.

Zrozumiałam, że ten pesymizm, rozpacz i przygnębienie to przez te symbole, które noszę. Spaliłam i wyrzuciłam wszystkie te rzeczy i poczułam ulgę, spokój i nadzieję. Byłam tym wszystkim oczarowana – że tak dobrze się czuję. Coraz lepiej. Zaczęłam się modlić tak, jak radziła mi ta osoba. Wróciłam do szkoły i znów zaczął się trudny okres, bo wszystko wróciło, ale i tu Pan mnie nie zostawił. Dał mi wielu niesamowitych ludzi, którzy mi pomogli – księży, siostry, koleżanki i kolegów. W kolejnym miesiącu zaczęłam uczęszczać na Odnowę w Duchu Świętym i tu Bóg dokonał ogromnych cudów w moim życiu.

Cały ten ciemny okres w moim życiu przyniósł wiele konsekwencji, obciążeń, ale miłosierny Pan od wszystkiego mnie uwolnił. Uzdrowił moją skrzywioną samoocenę, uzdrowił wspomnienia, zranienia – nawet takie, o których nie wiedziałam. Ukochany Stwórca zaopiekował się mną i przygarnął mnie do siebie. Jeździłam na Msze św. o uwolnienie i uzdrowienie i Pan mnie leczył. Uwolnił mnie od muzyki metalowej, od wszelkich symboli okultystycznych, od wampiryzmu, od książek, od wszelkiej nieuporządkowanej seksualności i od współżycia. To wszystko mi wybaczył i uczynił nowym człowiekiem. Minęło już ponad dwa lata a ja nie słucham takiej muzyki, nie czytam takich książek i nie mam na sumieniu grzechu nieczystości. Tak niesamowicie działa Nasz Pan Jezus Chrystus. Powoli i stopniowo pokazywał mi bolesne miejsca i leczył, a ja rozkochiwałam się w Nim coraz bardziej żałując, że tyle czasu spędziłam bez Niego oraz dziękując za tak wiele łask, jakimi mnie obdarzał. Ofiarował mi niesamowitego chłopaka, który bardzo dużo mnie nauczył i z którym bardzo dużo się modliliśmy. Gdy pojechałam do Łagiewnik do Jezusa Miłosiernego i św. Siostry Faustyny, to również dziękowałam za tak ogromne łaski i za wstawiennictwo św. Siostry Faustyny, do której się modliłam. Zaczęłam czytać Pismo Święte i nie mogłam uwierzyć, że słowa tam napisane są takie bezpośrednie i tak do mnie trafiają. Z początku nie mogłam ich zrozumieć a dopiero po długim czasie zobaczyłam tę piękną prawdę.

Po roku na nowo rozkochałam się w Matce Najświętszej i odmówiłam Nowennę Pompejańską w intencji mojej rodziny, która również wymagała uzdrowienia i tego łaskawy Bóg dokonał za jej wstawiennictwem. Moja mama zmieniała się z dnia na dzień, tato zaczął więcej ze mną rozmawiać i więzi między nami zaczęły się zacieśniać. Od tamtej Lednicy nie zawiodłam się na Moim Panu Jezusie Chrystusie ani razu, choć często na Nim polegam. Prowadzi mnie od tamtego dnia i działa w moim życiu prawdziwe cuda. Obyście przez to świadectwo ujrzeli Prawdziwego Boga i zobaczyli, jak wielkie jest Jego Miłosierdzie. Wracajcie do Niego! On na Was czeka z ogromem swej miłości! Niech będzie chwała Panu!

 

Nawrócona (imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 43

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...