Home Świadectwo Mamy potrzebę kontaktu z Bogiem

O małżeńskiej i rodzinnej modlitwie opowiada Wanda Mokrzycka – żona Radka i mama Kingi, Józia, Gosi, Anielki, Jadzi i Klary. Rodzina Mokrzyckich należy do wspólnoty Duży Dom we Wrocławiu.

Jeśli chodzi o modlitwę, to nie mamy żadnych recept, ani złotych myśli. Ona po prostu jest. Towarzyszy nam, bo mamy potrzebę kontaktu z Bogiem. Msza św., adoracja Najświętszego Sakramentu to nie jedynie niedzielny obowiązek – staramy się być częściej. Oczywiście, to kosztuje np. krótszy sen. I niestety, w tygodniu rzadko udaje się być nam, jako małżeństwu, na Mszy św. razem (chyba, że całą rodziną, bo np. ktoś z nas ma urodziny, przypada pierwszy piątek…). Ale za to w niedzielę staramy się być na Eucharystii zawsze w rodzinnym komplecie. Przy czym, staramy się, by modlitwie towarzyszyły skupienie i cisza. Tę zasadę respektują nasze dzieci w każdym wieku (1,5 roku, 3,5,6,8,9 lat). Staramy się im wpajać „od małego” szacunek dla modlitwy innych i zasady obowiązujące w kościele.

Dziękuję za gonatowy autobus

W domu na modlitwie spotykamy się wieczorem. Mamy też w zwyczaju krótkie dziękczynienie przed każdym posiłkiem. Forma modlitwy wieczornej zmienia się, by nie popaść w rutynę, by ukazać dzieciom różne „sposoby” rozmowy z Bogiem. A więc czasem jest to modlitwa spontaniczna, w czasie której dzieci dziękują np. za nasz „gonatowy autobus” (czyt. auto na 9 osób, kolor chabrowy, które autentycznie spadło nam z Nieba), proszą i przepraszają; w październiku odmawiamy różaniec, w czasie adwentu część nieszporów (hymn i trzy psalmy), w maju litanię do Matki Bożej itp.; a czasami stać nas jedynie na „chwałę Ojcu”… Nasze dzieci lubią modlić się za wstawiennictwem swoich patronów. Zatem zwykle pod koniec modlitwy rozpoczynamy litanię naszych imion włącznie ze świętymi mamą, tatą i dzidziusiem.

Jeśli mamy gości, zapraszamy ich do wspólnej modlitwy (to nieodłączny element wieczoru). I o ile my, rodzice, mielibyśmy czasem opory, by zaprosić niezwiązanych z Kościołem do uczestnictwa w tej Rozmowie, o tyle dzieci (choć czują wiele) nie mają tych barier, a w ich szczerości i prostocie obcowania z Bogiem, niejednokrotnie gość czyni znak krzyża głęboko poruszony (bo np. usłyszał podziękowanie z ust trzylatki, że z nami jest).

Radek ma w zwyczaju po obiedzie odmawiać Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Włączają się chętni. Czasem zapraszamy dzieci do naszej modlitwy wspólnotowej albo organizujemy jakąś modlitewną akcję typu: różaniec czy adoracja dla dzieci z podwórka. Wtedy jest śpiewnie, kolorowo, ekspresyjnie…

Przywilej, nie obowiązek

Dzieci są nieodłącznym elementem naszego życia i wciąż uczymy się (i je) akceptacji dla drugiego, innego człowieka. One nie przeszkadzają, a ubogacają naszą modlitwę swoją osobą. Jeśli mamy postanowienie np. o różańcu, one o tym wiedzą, wiedzą ile jeszcze on potrwa – to ułatwia im „znoszenie” tego czasu. Oczywiście w czasie modlitwy obowiązują pewne zasady: powaga, godna postawa (można siedzieć, ale nie okrakiem), brak zaczepek. Jeśli ktoś nie jest w stanie tego znieść upominamy go i przypominamy, że ta Rozmowa to swego rodzaju przywilej, nie obowiązek – można wyjść, byle nie przeszkadzać. Jako rodzice mamy prawo wymagać prostego szacunku i zaangażowania dzieci w modlitwę. Jeśli nie potrafią, nie chcą, niech nie przeszkadzają innym i odejdą (bez wymówek i konsekwencji z naszej strony).

Jeśli chodzi o niedzielną Mszę św., mamy prawo prosić dzieci o cierpliwość przez godzinę w tygodniu. One naprawdę dużo czasu mają na swoje odkrycia, zabawy, śmiechy, zaczepki. Myślę, że to uczciwy układ, jeśli my poświęcamy im czas, rezygnując z siebie, to one mogą na godzinę zaprzestać dziecięcego dokazywania i dać nam ten czas ucząc się cierpliwości, ofiarowywania, pokonywania słabości.

Tyle w kwestii modlitwy rodzinnej.

Modlitwę małżeńską realizujemy raczej w codzienności, poprzez postawę miłości i służby drugiemu. Każde z nas modli się indywidualnie (u mnie niekiedy są to jedynie akty strzeliste pośród pytań, opowiadań i potrzeb dzieci) pamiętając o małżonku.

A jako że obydwoje lubimy dobrą literaturę, często wieczorem znajdujemy chwilę, by przeczytać Ewangelię, bądź czytanie „na jutro” i chwilę podzielić się nim.

Od czego zacząć?

Myślę, że od wiernej (krótkiej, ale codziennej) modlitwy osobistej. Ona potem „rozlewa się” dalej: na małżeństwo i rodzinę. Dzieci chcą naśladować i uczestniczyć w życiu rodziców – jeśli modlimy się każdego dnia i nie ukrywamy tej części naszego życia przed nimi, one po prostu dołączą lub zaczną naśladować w swoim pokoju.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 32

W historii Narodu Wybranego było wiele kobiet, które odegrały w niej jakąś rolę, mniej lub bardziej ważną. Była Ewa, a tuż za...