Home Świadectwo Ku szczytom

„Taki ja i taki ty może świętym być”. Chyba nikomu nie trzeba przypominać, skąd pochodzi ten werset. Cała Polska śpiewała go kiedyś wraz z gromadką dzieci z zespołu „Arka Noego”. Te bardzo proste, a jednocześnie niosące piękne przesłanie, słowa są dla nas zaproszeniem do bycia świętymi.

Wydaje się, że zbyt często postrzegamy świętego, jako kogoś, kto wręcz „unosi się” nad ziemią. Uważamy go za niedościgniony wzór; kogoś wręcz niemożliwego do naśladowania. Czy myśląc o świętości mamy przed oczyma uśmiechniętego, przystojnego młodzieńca z fajką, w gronie przyjaciół, albo zdobywającego górskie szczyty? To dla większości chyba dość abstrakcyjne połączenie. Takim właśnie był bł. Piotr Jerzy Frassati. Młody chłopak, który nie bał się odpowiedzieć na zaproszenie do bycia świętym.

Skąd u mnie taka fascynacja jego osobą, że wybrałem go sobie na patrona życia zakonnego? Śmieję się, że to on mnie wybrał, a nie ja jego. To on przyjechał do Polski i w czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie miałem okazję pomodlić się przy jego relikwiach. Przygoda, która kiedyś rozpoczęła się w krakowskiej bazylice u dominikanów, odżyła później w nowicjacie, gdy przypadkowo w szufladzie biurka znalazłem obrazek tego błogosławionego. Odtąd już przez cały rok towarzyszył mi na ścieżkach życia.

Pierwszą rzeczą, która mnie w nim zafascynowała, była jego miłość do gór. Mawiał: „Góry, góry, góry… kocham was”. Bez trudu można odnaleźć jego liczne fotografie z górskich wypraw. Z racji tego, że sam uwielbiam spędzać czas w górach, z ciekawością czytałem pisane przez niego relacje i wspomnienia z górskich wypraw.

Tutaj, ku mojemu zdziwieniu, odkryłem zdecydowanie coś więcej niż tylko zamiłowanie do gór. Dla Frassatiego nie były one wyłącznie źródłem pięknych widoków, lecz stały się przede wszystkim przestrzenią spotkania z Bogiem. Zawsze przed wyjazdem w Alpy Piotr uczestniczył we Mszy Świętej, a w czasie wędrówek proponował swoim towarzyszom wspólne odmówienie różańca. To tylko niektóre aspekty świadczące o jego wielkiej wierze. Dla mnie osobiście jest to świadectwo dostrzegania Boga w każdym miejscu, a przede wszystkim w pięknie stworzenia.

W miarę poznawania postaci bł. Piotra Jerzego, zacząłem dostrzegać także inne jego cechy. Szczególnie te, które przemawiały w jego „zwyczajności” dnia codziennego. To za jego przykładem, od pewnego czasu staram się zawsze mieć przy sobie różaniec. Frassati uważał go za swój „testament”, ja wciąż się go uczę. Błogosławiony pokazuje także źródło, skąd czerpał tak wielką siłę i chęci do działania. Tym źródłem była modlitwa i sakramenty. Staram się go naśladować m.in. poprzez adorację Najświętszego Sakramentu. Piotr lubił ten rodzaj modlitwy. Właśnie czas nowicjatu stał się dla mnie okazją do tego, by w ciszy, sam na sam, spotkać się z Bogiem i powierzyć Mu to, co obecnie przeżywam. Przykład bł. Piotra bardzo mi w tym pomaga.

Wspominając o Frassatim nie sposób nie wspomnieć o jego miłości do bliźnich, o dostrzeganiu Jezusa szczególnie w chorych i opuszczonych. Piotr Jerzy był prawdziwym apostołem miłości, niosącym troskę i pomoc wszędzie tam, gdzie ich brakowało. Mocno utkwiły mi w pamięci jego słowa. Kiedy został zapytany o to, czego szuka w turyńskich dzielnicach nędzy, odpowiedział: „Jezus nawiedza mnie w Komunii, a ja odwiedzam Jego ubogich”.

To poświęcenie najbardziej potrzebującym wymagało od niego wiele wysiłku, a mimo to, nawet w ostatnich dniach swojego życia, w czasie choroby, jego ostatnie zapiski dotyczyły spraw ubogich. Jestem pewien, że również w tym obszarze mogę wiele się od niego nauczyć. Tym bardziej, że przecież jako zakonnik sam niedawno składałem Bogu ślub ubóstwa. Próbuję dostrzegać potrzebujących w swoim otoczeniu i starać się im pomagać. Niezależnie od tego czy potrzebują pomocy materialnej, czy po prostu zwykłej obecności.

Na zakończenie chciałbym przytoczyć jeszcze jedno jego zdanie, które pozostawił na zdjęciu z ostatniej górskiej wspinaczki: „Verso I’alto” (Ku szczytowi).

Kiedy kończyłem czas nowicjatu i przy okazji pierwszej profesji zakonnej przyjmowałem życzenia, ktoś życzył mi tego, bym nie bał się dążyć w życiu „ku szczytom”. Od razu przypomniałem sobie o moim patronie i o słowach, które kiedyś napisał na zdjęciu z górskiej wspinaczki.

Dodaj komentarz


*

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 28

Nie sięgam po fantastykę, ponieważ nie leży ona w kręgu moich zainteresowań literackich. Tym razem jednak sięgnęłam. Mogłabym przyznać, że nie miałam...