Home Świadectwo Kleryk na wakacjach

Wakacje… obiekt całorocznych westchnień znad książek. Kilka tygodni przed ich rozpoczęciem dochodzi do objawienia równie ważnego dla każdego z pijarskich alumnów. Ojciec Rektor przedstawia plan wakacyjnych wojaży, co daje upust wszelkim radościom i rozczarowaniom, a jednocześnie daje możliwość rozwijania się w duchu ślubu posłuszeństwa.

 

Czego po wakacjach można się spodziewać? Bardziej niż prawdopodobne jest trafienie na jakąś kolonię z dziećmi w roli animatora, wychowawcy lub kierownika grupy. Niektórzy klerycy zakosztują na pewno jakichś rekolekcji, ktoś inny ruszy jeszcze na rekolekcje w drodze, potocznie zwane pielgrzymką na Jasną Górę. Przełożeni również nie pozwolą klerykom zapomnieć o ich Alma Mater, czyli o seminarium i jego „ogrodach,” które przecież nawet w czasie wakacji wymagają liftingu.

Do wyżej przywołanych inicjatyw trzeba jeszcze dorzucić garść różnego rodzaju nieplanowanych wcześniej niespodzianek i wnet okazuje się, że całe wakacje są już bardzo dokładnie zaplanowane. Czas, zdefiniowany jako od dawna wyczekiwane „wolne”, nagle ukazuje się w bardzo konkretnych ramach, choć poszatkowany przez różne aktywności niczym warzywna sałatka.

Przejdźmy do konkretów, żeby nie mydlić oczu ogólnikami.

 

Więcej szczęścia jest w dawaniu

Start – zakończenie sesji! To jest moment na wszelkie „uff!” i rozliczenie, czy udało się zorganizować studenckie życie bez jesiennej poprawki. Udało się? No to teraz do walizek, bo kolonia z dziećmi – zgodnie zresztą z pijarskim charyzmatem – już za progiem! Współbracia z zazdrością patrzą jak piorę, prasuję i pakuję wszystko, co potrzebne. Oni wyjeżdżają trochę później, póki co czeka ich brat „kosiarka” i siostra „zakrystia”, a więc wszystkie przyjemności dyżuru w seminarium.

Docieram do autobusu, szybkie liczenie dzieci i sprawdzanie czy mają ze sobą wszystko, co niezbędne (znając życia i tak okaże się, że coś jednak „się zapomniało”). Gdy tylko dojeżdżamy na miejsce i zakwaterowujemy dzieci, nadchodzi czas na skonfrontowanie się z grupą. Gdy patrzę na moich podopiecznych dostrzegam, jak para bucha z rozgrzanych myśleniem ich małych główek. Niektórzy od samego początku kombinują, jak by tu wychowawcę przechytrzyć, planują dywersje i desanty, a nade wszystko powszechną demolkę zawierającą plażowy piasek i wiadra morskiej wody. Oczywiście żartuję, bo dzieci są kochane, nawet wtedy gdy trochę narozrabiają. Jestem pewien, że gdybyś spojrzał na te wszystkie buzie, to od razu Twoje serce rozpaliłoby pragnienie zapewnienia im jak najwspanialszego czasu. I tak mija czas na kolonii spędzony na plażowaniu i zwiedzaniu, na sporcie i tańcach, na wspólnej zabawie.

Kiedy przychodzi czas na zakończenie kolonii i na pożegnania, czuję się naprawdę zmęczony. W końcu jest to praca 24 godziny na dobę, w czasie której nie brakuje trudnych sytuacji, a cierpliwość jest na wagę złota. Jednocześnie odczuwam żal, że wyjazd dobiega już końca. Wtedy właśnie przychodzi refleksja, że chyba znów te dzieci dały mi więcej, niż ode mnie otrzymały. Wzruszam się, kiedy w ich oczach widzę radość i wdzięczność.

 

Świadectwo na pielgrzymim szlaku

Kolejne z akcji, w jakich uczestniczą pijarscy klerycy to pielgrzymki na Jasną Górę. I to nie tylko pielgrzymki z Krakowa. Tym razem ze Współbratem zmierzamy do Częstochowy z pielgrzymką podlaską. Nogi bolą, ale serce i usta chwalą Pana. Jest to czas, kiedy możemy rzeszom pielgrzymów przybliżyć w trasie osobę naszego Założyciela, św. Józefa Kalasancjusza. Jest okazja, by powiedzieć kilka słów o zakonie pijarów i zaprosić młodych na nasze rekolekcje. Jednak najpiękniejsze rzeczy niekoniecznie dzieją się przez mikrofon. Kiedy idziemy na tył grupy po skończonych konferencjach, dołączają różne osoby i chcą porozmawiać. Nie spowiadamy, do tego jeszcze daleko. Ale szczere i głębokie rozmowy są dla nas wspaniałym świadectwem. Każdego dnia modlimy się, żebyśmy i my mogli być dla innych pielgrzymów dobrymi świadkami. Ufamy, że Bóg nas wspiera. A na końcu przed obrazem Matki Bożej… chwile bezcenne.

A po pielgrzymim wysiłku… i na mnie przyszedł czas seminaryjnego dyżuru. Wcześnie wstaję. Trzeba otworzyć kościół, przygotować do Mszy św. Potem czas na porządki: mycie, sprzątanie, dbanie o obejście. W końcu seminarium jest moim domem. Jak w każdym domu i tu trzeba sprzątać.

A kiedy już wszyscy zjeżdżają do seminarium, razem planujemy wspólnotowy wyjazd. Czasem wypoczywamy na łonie natury. Wolni od książek i stresów roku akademickiego, możemy spędzić ze sobą trochę więcej czasu tak po prostu, na przykład w tle polskich gór.

Nim się człowiek obejrzy, już wakacje się kończą, a za progiem już snuje się nowy rok akademicki. Chyba wszyscy wchodzimy w ten czas z cichą nadzieją i modlitwą w sercu: „Panie, niech tej łaski i siły wystarczy do następnych wakacji!”

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 46

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...