Home Świadectwo Czy iść dalej?

O tym, jak odejścia kleryków wyglądają z wewnętrznej perspektywy i o tym, jak później układają się relacje byłych współbraci opowiada ks. Damian Kramarz MS.

Saletyński postulat (czyli pierwszy rok w zakonie) rozpoczęliśmy w ośmiu: Adam, Bartek, Matej, Łukasz, Piotrek, Tomek, Piotrek i ja. Już po pierwszym tygodniu odszedł Adam. Nie zdążyliśmy się jeszcze poznać. W sumie, to mało z nami rozmawiał. To odejście było szybkie, ale we mnie rodziło się pytanie: czy ja mam zostać, czy odejść? Rozmawialiśmy na roku o tym, ale wszyscy dopingowaliśmy się wzajemnie, aby pozostać. Kolejne odejście było również dość szybkie, ale Piotrkowi podziękowali przełożeni. Nie przeżywałem tego jakoś bardzo mocno. Piotrek odszedł od nas po dwóch lub trzech miesiącach. Spotkałem się z nim podczas rekolekcji powołaniowych w Zakopanem. Przyjechał, bo pracuje w policji i obstawiali Turniej Czterech Skoczni. Nocował w naszym domu zakonnym i porozmawialiśmy wtedy dość długo. Wymieniliśmy się numerami telefonów, ale kontakt po jakimś czasie się urwał.

W czasie nowicjatu odszedł od nas Tomek. Jego odejście było dla nas zaskoczeniem. Po śniadaniu wstał i poprosił o chwilę uwagi. Poinformował nas i wspólnotę w Dębowcu, że po rozmowach z mistrzem nowicjatu, po głębokiej modlitwie decyduje się odejść. Był to dla nas szok, ponieważ do końca naszego rocznego nowicjatu został jedynie miesiąc.

Ostatnie odejście z mojego rocznika było na czwartym roku studiów. Piotrek nie przyjechał po wakacjach. W zakonie jest tak, że po nowicjacie składa się śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa na rok. Te śluby ponawia się przez kilka lat zanim złoży się śluby wieczyste. Jeżeli ktoś nie ponawia ślubów, to po ich wygaśnięciu może spokojnie odejść. Piotrek właśnie w taki sposób odszedł od nas. Było to ostatnie odejście. Z ośmiu zostało nas czterech i wszyscy jesteśmy saletynami. Pracujemy w różnych miejscach w Polsce, ale mamy ze sobą dobry kontakt.

Każde odejście kogoś z rocznika jest takim momentem, w którym stawia się sobie pytanie: czy iść dalej? Czasem niektórym odejściom towarzyszy smutek, bo traci się kogoś, kto przez ten czas stał się jakoś bliski. Innym razem przechodzi się do codzienności dość szybko.

Współbracia, którzy decydowali się na odejście nie rozmawiali ze mną. Zwykle informowali już o podjętej decyzji. Po odejściu kogokolwiek, zawsze rodziły się pytania i wątpliwości, ale dużo i szczerze o tym ze sobą rozmawialiśmy. Czasem na forum rocznika a czasem z kimś starszym, bo przecież przyjaciół w zakonie można mieć nie tylko ze swojego roku.

Odejścia wyglądają różnie, ale zwykle, po ogłoszeniu swojej decyzji, siadaliśmy razem w gronie rocznika lub z całą wspólnotą seminaryjną na kawie czy herbacie, żegnaliśmy się. Czy utrzymujemy kontakt? To różnie. Na początku częściej, ale później, jak ktoś zakłada rodzinę czy zaczyna studia na drugim końcu Polski, to ten kontakt się urywa. Czasem zdarza się sporadycznie zagadać przez facebooka lub maila. Ale z niektórymi mam kontakt do tej pory. To zależy od relacji, jaką się miało w seminarium. Gdy pracowałem w Warszawie, dowiedzieliśmy się, że Paweł, który odszedł z młodszego rocznika, przebywa w szpitalu i jest po operacji. Tego samego dnia pojechaliśmy go odwiedzić. Szczerze się zdziwił i ucieszył.

1 komentarz do tego artykułu
  1. A co z Krzemieniem on chyba też był z tobą na roku ? Ty Serek, Krzemień i Stachura, Matjej chyba rok niżej. Ale ok potwierdzam Damian jest dobrym przyjacielem, nie stroni od kontaktu z odchodzącymi jeśli taka konieczność zachodzi.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 118

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...