Home Świadectwo Bóg = mój tato

Ania była wtedy w pierwszej klasie liceum. Wydawało się jej, że jest jedyną osobą wierzącą w klasie. Z tego powodu czuła się samotna, inna, niezrozumiana i niemodna. Rodzice zapisali ją na wyjazd na ŚDM do Kolonii, bo chcieli, żeby poznała Jana Pawła II [na ŚDM w Kolonii przyjechał już jego następca – Benedykt XVI – przyp. red.]. W Kolonii Ania przeżyła szok – okazało się, że nie jest jedyną wierzącą nastolatką, na ŚDM przyjechały setki tysięcy ludzi z całego świata, którzy myślą i czują podobnie do niej.

„Momentem przełomowym, który do dzisiaj pamiętam, było dla mnie odmówienie modlitwy Ojcze nasz na polach Marienfeld, podczas Mszy końcowej z papieżem Benedyktem XVI. Wtedy wszyscy wzięliśmy się za ręce i usłyszałam modlitwę w różnych językach, czyli każdy mówił „Mój tato” w ojczystym języku. To było tak niezwykłe doświadczenie, że popłynęły mi łzy z oczu i dostałam gęsiej skórki na rękach. Poczułam, że nie jestem sama. Z tymi wszystkimi ludźmi z całego świata wyznawaliśmy wtedy wiarę w tego samego Boga w ten sam sposób, tylko w różnych językach” – wspomina Ania.

Z ŚDM do Polski Ania wróciła z poczuciem własnej wartości i tego, że nie ma się czego wstydzić. Zresztą, gdy bliżej poznała swoich rówieśników z klasy okazało się, że to wartościowi ludzie, a wielu z nich to osoby wierzące.

Miłość do ŚDM w sercu Ani zagościła na dobre. Z racji na swoje studia iberystyczne przy organizacji kolejnego spotkania w Madrycie pomagała przy tłumaczeniach i zaangażowała się w Krajowym Biurze Organizacyjnym ŚDM, którego dziś jest kierownikiem sekretariatu. W tym roku wspólnie z Karoliną Sarniewicz wydała książkę Zróbmy raban! Niezbędnik na Światowe Dni Młodzieży.

W liceum Ania poznała swojego przyszłego męża. Dziś są rodzicami dwójki dzieci. Ostatnia ciąża była bardzo trudna. W jej trakcie rodzice dowiedzieli się, że dzieciątko jest poważnie chore – nie przeżyje porodu, umrze zaraz po nim, a w najlepszym wypadku będzie niepełnosprawne. Wszyscy lekarze proponowali natychmiastową aborcję. Dla młodych małżonków to był cios. W tym trudnym dla nich czasie, otrzymali bardzo dużo wsparcia m.in. od znajomych, z którymi pracowali przy ŚDM – codziennie dostawali od nich informacje, że ktoś się za nich modli, że w ich intencji jest gdzieś sprawowana Msza św. Ta pamięć była bardzo istotna. „To był komfort psychiczny dla nas. Jeśli pracuje się z superludźmi dla superimprezy, a do tego zaproszony jest Bóg, to pomimo wszelkich trudów i ofiar są z tego ogromne owoce” – mówi Ania, która przyznaje, że początkowe załamanie zaczęło się zmieniać pod wpływem doświadczenia modlitwy wielu osób. „Diagnozę postawiono ósmego grudnia, czyli w rozpoczęcie Roku Miłosierdzia Bożego. Uznaliśmy to za znak, że Bóg chce nas bardziej przybliżyć do siebie” – mówi Ania, która uważa, że ta sytuacja dana jest im „po coś”.

Stając w obliczu tej trudnej sytuacji Ania po raz pierwszy poczuła, że to wiara ratuje jej życie. Jak mówi, bez niej oboje z mężem by zwariowali. Rozumie załamanie psychiczne kobiet, które w podobnych sytuacjach poważnie myślą o aborcji. „Nasza historia potwierdza, że wiara w Boga bardzo pomaga. W życiu zawsze są zakręty i jeśli nie ma się zaplecza wiary, to trudno jest sobie na nich poradzić” – wyznaje.

Maciuś urodził się 1 kwietnia. Dzień przed porodem lekarze dawali mu trzydzieści procent szans na przeżycie. Po porodzie dostał 8 punktów w skali Apgar, sam podjął wszystkie funkcje życiowe. „Pan Bóg jest wielki i działa cuda!” – mówi Ania.

*Na podstawie książki Zbigniewa Kaliszuka Yes, we can! Powołani, by świadczyć

„eSPe” poleca! Zajrzyj do:

Yes we canZróbmy raban

Dodaj komentarz


*

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 117

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...