Home Świadectwo Bóg kocha tak, jak nikt

Są jedną z ważniejszych rzeczy w naszym życiu – z Bogiem, rodziną, przyjaciółmi i innymi. Relacje mamy z każdym, tylko są one innego stopnia – bliskie, dalekie, obojętne. Mogą być trudne, wymagające wielu kłótni wynikających z troski, bądź chęci wszczęcia awantury. Potrzebne są tak bardzo, żeby później docenić, jak wielki skarb mamy obok. Relacje budują, inspirują, zachęcają, zmieniają. Mam takie przekonanie, że Bóg chce się właśnie przez nie wywyższać, ale także stawiać nas niegotowych, przed pewnego rodzaju problemem, właśnie przez próbę relacji z człowiekiem, który jest trudny bądź tym, którego bardzo kochamy, który jest dla nas wsparciem.

„Puste ręce przynoszę przed Twój w Niebie tron, manną z nieba nakarm duszę mą”

Co zrobić, gdy ktoś Ci bliski potrzebuje pomocy, a Ty po ludzku spróbowałeś już każdej możliwej opcji, by mu pomóc, a tutaj nic, zupełnie nic. Jesteś bezradny, bezsilny, zrozpaczony. Modlitwa. Tylko modlitwa. Noc całą, dzień cały. Nigdy za mało. Szturmuj do Nieba, szturmuj do świętych – MIEJ Z NIMI RELACJĘ.

Bóg zaprasza nas do przyjaźni z sobą, intymnej bliskiej relacji, do najwspanialszego przytulenia; inspiruje przez każdą małą cząsteczkę tego świata, przez blask słońca o poranku, promienie przenikające przez okno i świecące centralnie w oczy. On ma też poczucie humoru, zaskakuje pobudką przez ptaki, które właśnie chciały zrobić sobie gniazdo na parapecie Twojego okna.

Odkrywam Go w pięknie moich przyjaciół, jak i w brzydocie tych, którzy zaniedbani są poprzez różne choroby. W cierpieniu i wiecznej tęsknocie, która tak bardzo widoczna jest na twarzach, w oczach, gestach, mimice. Nawet słowach.

Pamiętam pewną Mszę u dominikanów. Stojąc w kolejce do Komunii zauważyłam dziewczynę, która już od niej odchodziła, miała bardzo przejęty wyraz twarzy; myślałam, że zaraz się rozpłacze. Przypomina mi się moment – to było w gimnazjum – po czasie, kiedy miałam wrażenie, że On mnie opuścił, przyszedł niezwykły moment, gdy szłam do Komunii. Zaczęłam płakać, moje serce biło tak, jakbym szła na spotkanie z wymarzonym chłopakiem; denerwowałam się a z drugiej strony nie mogłam się doczekać. Po przyjęciu Jezusa Chrystusa do serca nie wytrzymałam. Płakałam idąc do miejsca, gdzie stałam – na drugim końcu kościoła, czując się dumna, przepełniona miłością po spotkaniu.

Dziś wiem, że nie ma pełni bez Chrystusa, bez relacji z Nim, bez EUCHARYSTII. Każdy z nas ma w sercu wielką tęsknotę, którą ciągle chce czymś zagłuszyć. Szuka swojego miejsca, ale jeśli mija się z tym, gdzie Bóg go chce, to woli szukać miejsca „swoich wygód”, gdzie jemu będzie dobrze, gdzie nie będzie musiał wyjść za granice swojego komfortu, gdzie nie będzie trudności.

Nieodzywając się do Boga będzie jej szukał w relacjach z ludźmi, używkach bądź wymyślonym przez siebie sposobie spędzania czasu – wszystko by nie myśleć, by nie czuć, by nie znaleźć TEGO, co da mu ukojenie, pełnię.

Sama jestem specjalistką od znajdywania sobie pełni, której tak naprawdę na tym świecie nie ma. Jest coś na chwilę, coś co sprawia, że czuję się odnowiona, że na ten moment dziura w moim sercu została zaklejona, a ono na nowo rodzi się do życia. Na nowo bije, już nie tak jak kiedyś. I co? Relacja kuleje, idzie w zapomnienie.

Bóg jest Bogiem zazdrosnym i niesamowicie MIŁUJĄCYM, pragnie relacji tysiąckrotnie mocniejszej niż my pragniemy z ukochanym przyjacielem, miłością. Bóg chciałby nas nieustannie przytulać, obejmować, bo KOCHA TAK, JAK NIKT.

Rozpala w moim sercu ŻAR; codziennie coraz bardziej i na nowo; posługuje się do tego ludźmi, mówi przez nich a ja czuję się pobłogosławiona, zmotywowana do dzielenia się tym, jak On zmienia, do pokazywania – „popatrz, to ON we mnie, już nie ja; nie boję się; idę przed siebie, nie przeraża mnie to”.

A On mówi do serca: OTO JESTEM. Znam Cię, przenikam do szpiku kości, Twoje włosy na głowie są policzone, ich ilość znam tylko Ja. Oto jestem. Wpatruj się we mnie. W moim spojrzeniu odnajdziesz odpowiedź na wszystkie swoje pytania, wątpliwości. Zaufaj Mi.

„Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby /owce/ miały życie i miały je w obfitości” (J 10, 7-10).

Coraz bardziej lubię być tą bezbronną owieczką, zagubioną, słabą, upadającą, bo wtedy ON zmienia moje myślenie i wywyższa się w moim życiu a ja już w mniej niezdarny sposób pragnę Jemu oddawać się coraz bardziej, rezygnując z siebie. Mając życie w obfitości.

Owce - fot. Jonathan Kos-Read - flickr.com

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 29

W historii Narodu Wybranego było wiele kobiet, które odegrały w niej jakąś rolę, mniej lub bardziej ważną. Była Ewa, a tuż za...