Home Rok Życia Konsekrowanego Życie dla Boga a obok stadionu…

 

Mnisi i mniszki Wspólnot Jerozolimskich: „W sercu miast, w sercu Boga”.

Z okna mojej celi (tak w „gwarze” klasztornej nazywany jest pokój) widzę stadion Legii. Mimo iż za futbolem nie przepadam, to wiem, że moje życie jest dla Boga a obok stadionu. Dewiza naszych Wspólnot: „w sercu miast, w sercu Boga” bardzo wyraźnie rzuca się w oczy w naszym warszawskim klasztorze.

«Malbork» – bo tak warszawiacy nazywają budynki naszych klasztorów (braci, sióstr i kościoła) – jest wciśnięty między stadion Legii a Trasę Łazienkowską. To tutaj, mimo wszystko zapraszamy do oazy ciszy i modlitwy. W tym miejscu nie brakuje kontrastów – są nawet lepiej widoczne i oczywiste. Zdarza się, że na meczu Legii kibicuje ok. 30 tys. ludzi, a w naszym zaciszu kilkoro szaleńców wybiera, zamiast wrażeń sportowych, obecność Pana. Szum „Morza Łazienkowskiego” tj. pojazdów jadących z Warszawy na Pragę lub odwrotnie, zderza się ze względną ciszą kościoła i klasztorów, względną ciszą zapraszającą do absolutnego spotkania ze Słowem Pana. Ultraszybki rytm warszawiaków na Rozbracie zderza się z rytmem dzwonów, które zapraszają spokojnie na modlitwę. Jutrznia, Oficjum Południowe, Nieszpory i Eucharystia, ot cicha konkurencja dla sklepów, kin, koncertów, sportu. Co sprawiło (i sprawia), że wybrałem drogę życia monastycznego w wielkim mieście? Żeby odpowiedzieć na to pytanie zabiorę Was na krótki spacer po czasie i przestrzeni życia monastycznego na Łazienkowskiej.

Zacznijmy od przestrzeni

Wchodzimy do kościoła po kilku schodach prosto z ulicy Łazienkowskiej. Tych kilka stopni podnosi nas nieco wyżej, poszerza nieco nasz horyzont, otwierając nas na inny świat, nie mniej rzeczywisty niż ten, który zostawiliśmy właśnie za plecami. Zamiast środkowych drzwi jest niewielki, drewniany krzyż Chrystusa chwalebnego, ale żeby Go zauważyć, trzeba nieco zadrzeć głowę, „szukać tego, co w górze…”.
Tylko przez krzyż możemy wejść do Jego Królestwa albo po prawej, albo po lewej Jego ręce. Boczne, masywne, drewniane jak krzyż drzwi, prowadzą nas do środka, zamykając nam za plecami przestrzeń zwyczajności, odcinając nieznacznie szum ulicy i miasta, zapraszają aby wejść dalej. Kolejne, szklane drzwi pozwalają nam zajrzeć do środka, nie wchodząc jeszcze do miejsca świętego. Zupełnie jak Chrystus objawia Boga „od środka” nawet tym, którzy stoją w progu, tak i te drzwi nie zmuszają, nie wymagają, a tylko cierpliwie zapraszają.

Witaj o Krzyżu, jedyna nadziejo w chwale zwycięstwa!

Gdy zgodzimy się na przekroczenie progu i jakby naszej własnej zwyczajności, świątynia otwiera przed nami niewielką przestrzeń kościoła, która pozwala czuć się „u siebie”. Harmonijne proporcje akcentują surowość neoromańskiego stylu. Poza krzyżem i ołtarzem nie ma na czym oka zawiesić. W końcu nie jesteśmy w przestrzeni muzealnej, ale w przestrzeni zbawienia.

Uspokoiłem i uciszyłem moją duszę,
jak dziecko na łonie swej matki tak we mnie jest moja dusza.

Spokojne oblicze Chrystusa z Krzyża daje pokój, którego świat dać nie może. Widać od razu, że to On jest Panem sytuacji, dużo bardziej niż do końca, niż do śmierci. On nawet gwoździ nie potrzebuje. Na tym krzyżu trzyma Go Jego miłość do mnie. Zwariował z miłości, dla takiego wariata jak ja…

Oto drzewo krzyża, na którym zawisło zbawienie świata!

Spojrzenie Chrystusa spoczywa na ołtarzu, jakby celowo zwracając naszą uwagę na wszystko, co się na nim dzieje. A od samego progu świątyni widać, że właśnie ołtarz jest centrum całej tej przestrzeni. Na tle ciemnej cegły, jakby już prawie zupełnie z innego świata, biały ołtarz przewodniczy całej przestrzeni. Gdy nasz wzrok już się trochę przyzwyczai, odkryjemy jeszcze kilka dyskretnych elementów w cieniu krzyża i ołtarza. Najpierw dwa pulpity po obu stronach ołtarza; przestrzeń Słowa, Pisma i Tradycji. Słowo Boże z jednej, Ojcowie Kościoła z drugiej strony ołtarza. Żadnej konkurencji, żadnego napięcia, podwójne zaproszenie do uczty za stołem Słowa i Ciała. Niewielki pulpit ustępuje miejsca przed ołtarzem, zaznacza przestrzeń łaski przez ikonę na nim spoczywającą. Jak wszystko inne tutaj, zaprasza do spotkania ze Zbawicielem.

Jak miłe są twoje przybytki, Panie zastępów,
dusza moja pragnie przedsionków Pańskich!

Tuż za ołtarzem pokaźnych rozmiarów menora, siedmioramienny świecznik, przypominający i otwierający nam historię świętą światła. Stare Przymierze ustępuje Nowemu, nie tracąc blasku, a podkreślając tylko wypełnienie Pism.

Światłem na mojej drodze, Twoje Słowo, Panie!

W końcu odnajdujemy też figurę Bogurodzicy, ukazującą swego syna naszym oczom. Jej matczyna czułość jakby nam szeptała: „uczyń wszystko, cokolwiek ci Jezus powie”.

Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twojego.

W nawie bocznej odkrywamy niewielką absydę i tabernakulum. Przestrzeń cichej, osobistej modlitwy, adoracji przyjmująca krople Jego imienia drążące serca tych, którzy nie boją się odkryć własnej głębi. Przestrzeń imienia Jezus.

Nie ma innego imienia pod niebem, pod którym moglibyśmy być zbawieni.

Mam nadzieję, że nie nabawiliście się agorafobii, lęku przestrzeni, i że możemy kontynuować naszą podróż w czasie życia monastycznego…

Czas łaski

Dobrze było zacząć spacer od przestrzeni bo jest bardziej uchwytna. Z czasem nie pójdzie nam tak łatwo… O ile przestrzeń zbawienia ma w miarę wyraźny próg w drzwiach kościoła, o tyle czas zbawienia nakłada się na zwyczajny czas. Stare greckie rozróżnienie między chronos a kairos, czas naszych zegarków (lub raczej iPhone’ów) i czas łaski mierzony pięknem i głębią, a nie minutami. Chronos nas goni, kairos nas otwiera…

No właśnie, w czasie życia dla Boga, nawet obok stadionu, chodzi o otwarcie lub raczej otwieranie się na spotkanie z Chrystusem, na spotkanie osobiste, prawdziwe i szczere. Najbardziej to widać w liturgii. W naszej przestrzeni zbawienia, trzykroć każdego dnia, odnajdujemy się w czasie łaski, w spotkaniu z Panem. On sam nas zaprasza, abyśmy pozwolili naszym ustom i sercom śpiewać Jego chwałę. Jutrznia, Oficjum Południowe, Nieszpory i Eucharystia. Trzy spotkania, trzy kolory…

Jeden dzień w twoich przybytkach Panie lepszy jest niż innych tysiące!

Piękno i prostota towarzyszą każdemu spotkaniu. W relacji mnicha z Chrystusem nie ma baroku, jest prostota i głębia, a nawet surowość, bezpośredniość. Stąd wnętrze kościoła harmonizuje się z wnętrzem serca i zaprasza tylko na spotkanie z Gospodarzem.

Gdy jestem z Tobą, ziemia mnie nie cieszy.

Jednakże czas łaski jest zakotwiczony w chronosie. Praca czy to w domu czy w mieście, pozwala rozszerzyć przestrzeń zbawienia i rozciągnąć czas łaski na pół etatu, łącząc pracę z kontemplacją, ulicę z kontemplacją…
Niemniej życie braterskie we wspólnocie ukazuje głębię i prostotę naszych spotkań z Panem ale i spotkań między nami. Chronos ustępuje przed kairosem, gdy miłość jaką Pan nam daje jest czasem szybsza od migawki aparatu…

O jak dobrze i miło, gdy bracia żyją w jedności!

Czas łaski, czas spotkania mierzy się Słowem, Jego Słowem. Popołudniowa godzina lectio divina – spotkania z Panem w Jego Słowie to czas uprzywilejowany, czas zjednoczenia, czas światła, które wystarczy dotknąć…

Światłem na mojej ścieżce, Twoje Słowo, Panie!

Zgromadziła nas w jedno miłość Chrystusa, i najpełniej to widać na wspólnej uczcie eucharystycznej gdzie sam Pan zaprasza nas do stołu Słowa i Ciała. Fundament wspólnoty jednoczący jej czas i przestrzeń.

Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus.

Mam nadzieję, że ten krótki spacer po czasie i przestrzeni życia dla Boga a obok stadionu pozwoli Wam również odkryć Waszą własną przestrzeń i Wasz własny czas spotkania z Panem. Nawet w środku najzwyklejszego życia może rozbłysnąć światło jego łaski.

Szerokiej drogi!

Monastyczne Wspólnoty Jerozolimskie powstały 1 listopada 1975 r. za zgodą ówczesnego arcybiskupa Paryża, kard. François Marty. Założył je ks. Pierre-Marie Delfieux, były duszpasterz akademicki na Sorbonie, po powrocie z dwuletniego pobytu na Saharze, gdzie żył jako eremita. W 1996 r. za zgodą Stolicy Apostolskiej kard. Jean-Marie Lustiger oficjalnie erygował je jako dwa instytuty zakonne: męski i żeński. Charyzmatem Wspólnot jest tworzenie oaz modlitwy w centrach wielkich miast. Od 2010 r. Monastyczne Wspólnoty Jerozolimskie obecne są w Warszawie, gdzie przybyły na zaproszenie kard. Józefa Glempa.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 29

W historii Narodu Wybranego było wiele kobiet, które odegrały w niej jakąś rolę, mniej lub bardziej ważną. Była Ewa, a tuż za...