Home Rok Życia Konsekrowanego Prawdziwa radość jest zaraźliwa

„Boża wyobraźnia w wybieraniu dróg docierania do nas jest nieograniczona. Najważniejsze jest spotkanie z Jezusem” – mówi o. bp Damian Muskus OFM. U początku Roku Życia Konsekrowanego pytamy krakowskiego biskupa pomocniczego o list papieża Franciszka z tej okazji, o franciszkańskie powołanie, radość konsekrowanych i o to, jak dziś odkrywać swoją życiową drogę.

 

„Powinniście budować nową, wielką historię” – pisze papież Franciszek cytując Vita consecrata w liście z okazji Roku Życia Konsekrowanego. Na czym ma polegać to zadanie, która ojciec święty stawia przed osobami konsekrowanymi – o jaką nową i wielką historię chodzi?

Papież Franciszek wzywając osoby konsekrowane do budowania „nowej historii” w istocie zachęca ich do wejścia w świat z nadzieją i odwagą, do otwarcia się na nowe wyzwania i uważne wsłuchiwanie się w pytania, jakie zadaje współczesność. Zaskoczył więc tych, którzy twierdzą, że jedynie bezwarunkowa wierność tradycji gwarantuje zachowanie tożsamości poszczególnych charyzmatów.

Choć równocześnie należy zaznaczyć, że budowanie czegoś nowego nie jest równoważne z radykalnymi zmianami, czy odcinaniem się od korzeni. Podstawowym i jedynym fundamentem dla osób żyjących radami ewangelicznymi powinien być sam Jezus, któremu oddały swoje życie z pewnością, wiarą i przekonaniem, że tylko On jest najgłębszą odpowiedzią na nurtujące pytania.

Nowość budowanej historii polega więc na odczytywaniu nowych wyzwań i szukaniu nowych dróg. One jednak, nawet jeśli biegną po manowcach czy obrzeżach, ostatecznie prowadzą nas do źródeł, do fundamentów. Wystarczy zaufać Przewodnikowi.

 

Papież Franciszek zachęca też do spojrzenia w swoją zakonną przeszłość z wdzięcznością. Co dziś może być „inspirującą iskrą” we franciszkańskich korzeniach?

Całe życie i dzieło św. Franciszka z Asyżu to wielkie, wciąż aktualne źródło inspiracji, nie tylko dla wierzącej części świata, ale także dla ludzi innych kultur. Wierzących szczególnie ujmuje jego zdolność do bezwarunkowego wcielania w życie zasad Ewangelii.

Gdy Franciszek czytał: „Nie noście trzosa ani torby podróżnej” – to nie nosił. Gdy czytał: „Nie troszczcie się zbytnio o to, co będziecie jeść i co będziecie pić” – to się nie troszczył. Ta najświętsza z ksiąg nigdy nie była dla niego źródłem ograniczeń czy wręcz zniewolenia. Przede wszystkim była Dobrą Nowiną. Mówiąc: „Głoszę wam dobrą nowinę”, św. Franciszek wyrażał więc pragnienie, aby człowieka wyzwolić, aby wlać w jego serce nadzieję, żeby otworzyć przed nim nowe horyzonty.

Mimo upływu ośmiu wieków Franciszkowe rozumienie Ewangelii jest wciąż aktualne. Najlepszym potwierdzeniem tej aktualności jest modlitwa, jaką ojciec święty Jan Paweł II  wypowiedział w Asyżu: Pomóż nam, św. Franciszku, przybliżyć Chrystusa Kościołowi i dzisiejszemu światu. Pomóż nam wszystkie trudności, napięcia, kompleksy i niepokoje przełożyć na prosty, przynoszący owoc język Ewangelii.

Powyższe słowa papieskiej modlitwy potwierdzają oczywisty fakt, że żyć Ewangelią można i w dzisiejszych czasach, że Ewangelia – z całym zawartym w niej radykalizmem – jest ciągle aktualna, i przystaje do każdej epoki i każdego kontynentu. Mówią one o tym, że wcale nie trzeba przenosić się do czasów św. Franciszka, by uzyskać pełną zdolność naśladowania Chrystusa.

 

Co z tego charyzmatu zainspirowało przed laty Ojca Biskupa? Co było iskrą, a co później pomagało rosnąć powołaniu zakonnemu?

Należę do dość licznej grupy osób duchownych, które po raz pierwszy głos powołania usłyszały jeszcze we wczesnym dzieciństwie. Zatem w chwili podjęcia decyzji o wyborze życia zakonnego wszelkie wątpliwości zamilkły. Z całą pewnością Pan Bóg posługuje się również ludźmi, by głos powołania był bardziej czytelny. Także i na mojej drodze postawił takie osoby. Przede wszystkim moich najbliższych – rodziców i rodzeństwo, ale także ojców i braci z leżajskiego klasztoru, których postawa utwierdzała mnie na etapie wyboru drogi życia.

Jednakże głównym źródłem wyboru franciszkańskiej drogi była postać Zakonodawcy – jego wiara, dziecięca ufność i radość doskonała, mające swój początek w umiłowaniu Miłości.

 

Czy dziś młodzi w podobnych okolicznościach mogą rozeznać swoje powołanie do życia konsekrowanego? Co może im w tym pomóc?

Z pewnością nie kampanie promocyjne. Powołanie nie jest efektem akcji marketingowych. „Cała formacja, myślenie, decydowanie i działanie wynikają z mocnego doświadczenia najpierw słabości i grzeszności, by później przerodzić się w siłę czerpaną od Jezusa, którego towarzyszami próbujemy być na co dzień. Bez doświadczenia własnej słabości stalibyśmy się kolejną grupą dziwnie żyjących starych kawalerów, którzy moralizują innych” – mówią o sobie jezuici. Nie ma tu już więc miejsca na kuszenie przygodą życia, czy realizowaniem pasji. To, co młodym pomaga rozeznać powołanie, jest niezmienne mimo zmienności świata i rzeczywistości, w jakiej żyjemy. Przyznam, że dziś jest może trudniej młodemu człowiekowi o wewnętrzną uczciwość wobec samego siebie i pragnień, które się rodzą w jego sercu. Może nawet, w zgiełku otaczających nas bodźców, trudniej je usłyszeć. Ponadto radykalizm życiowego wyboru wiąże się z ryzykiem, a dziś młodzi tego ryzyka unikają. Wybór jednej drogi oznacza dla nich rezygnację z innych, a przecież świat ma tyle do zaoferowania! Żyją więc w długoletnich związkach narzeczeńskich, są wiecznymi studentami, odwlekają moment usamodzielnienia się. To wszystko prawda. Co może w takich warunkach pomóc młodemu człowiekowi? Porywający przykład, fascynacja człowiekiem, który odważył się pójść drogą Ewangelii i dzięki temu jego życie jest spełnione i szczęśliwe. Wejście w ciszę, która powie nam o nas samych więcej niż stosy przeczytanych książek z dziedziny duchowości. Nieustawanie w poszukiwaniach. Można wymieniać, bo Boża wyobraźnia w wybieraniu dróg docierania do nas jest nieograniczona. Najważniejsze jest spotkanie z Jezusem. A to już tajemnica między Nim a rozeznającym swoją drogę młodym człowiekiem.

 

Dlaczego papież Franciszek tak mocno – nie pierwszy zresztą raz – podkreśla radość, jaka się ma ściśle wiązać z życiem konsekrowanym?

Radość nie jest uczuciem, które można sztucznie wywołać. O ludziach, którzy się uśmiechają, choć ich oczy pozostają obojętne, mówimy, że są nieautentyczni. Człowiek jest naprawdę radosny, gdy jego życie jest szczęśliwe, gdy wie, że jest na właściwym miejscu i ma pewność, że jest kochany i bezpieczny. Prawdziwa radość jest pociągająca i zaraźliwa, dzielona z innymi mnoży się i wprowadza pokój.

To dlatego świadectwo autentycznej radości jest takie ważne. Moja radość mówi światu: jestem szczęśliwym człowiekiem! Nie jestem ułomny, ograniczony, zamknięty – jak czasem myśli się o zakonnikach i zakonnicach – nie uciekam przed życiem, ale żyję naprawdę pięknie!

 

Na czym ma polegać prorocka funkcja współczesnych zakonników?

Papież mówi: przebudźcie świat. Mamy być „prorokami, którzy świadczą o tym, jak Jezus żył na tej ziemi”. Wiemy, że dziś to nie jest łatwe i nigdy łatwe nie było. Trudności powinny stanowić impuls do szukania nowego entuzjazmu w głoszeniu Ewangelii, mobilizować do jeszcze większej wierności charyzmatowi. Nie ma wątpliwości, że osoby konsekrowane są światu potrzebne jak powietrze, którym oddychamy, choć nie myślimy o nim. Pamięta pan, co św. Jan Paweł II mówił o kamedułach? „Krakowianie, czy wiecie, dzięki komu Wasze miasto stoi bezpieczne i nienaruszone przez tyle stuleci? To kameduli są waszym piorunochronem”. Takim „piorunochronem” jest każdy klasztor kontemplacyjny w tym mieście i w każdym miejscu na ziemi. Czy przechodząc ulicą Grodzką w stronę Wawelu myślimy o ukrytych za murami siostrach, które omadlają nas i nasze życie? Prawdopodobnie nie. Ale one są i trwają w swej cichej modlitwie. To też jest misja prorocka. Każda wspólnota zakonna winna być miejscem, które inspiruje do życia Ewangelią.„Oczekuję więc, że nie będziecie podtrzymywali „utopii”, ale będziecie potrafili stworzyć „miejsca alternatywne”, w których żyje się ewangeliczną logiką daru, braterstwa, przyjęcia różnorodności, wzajemnej miłości. Klasztory, wspólnoty, ośrodki duchowości, medytacji, szkoły, szpitale, rodzinne domy opieki i te wszystkie miejsca, jakie zrodziła miłość i charyzmatyczna kreatywność, i które jeszcze zrodzą z nową kreatywnością, powinny być coraz bardziej zaczynem dla społeczeństwa zainspirowanego Ewangelią” – pisze Franciszek.

 

„Błogosławię Pana za szczęśliwą zbieżność Roku Życia Konsekrowanego z Synodem o rodzinie. Rodzina i życie konsekrowane są powołaniami wnoszącymi bogactwo i łaskę dla wszystkich, przestrzeniami humanizacji w budowaniu relacji życiowych, miejscami ewangelizacji. Możemy pomagać sobie nawzajem” – pisze papież Franciszek. Jak Ojciec Biskup widzi tę współpracę?

Z nadzieją. Między osobami konsekrowanymi a rodzinami istnieje silna więź. Banałem jest stwierdzenie, że nie byłoby nas, gdyby nie nasze rodziny, w których wzrastaliśmy. Wspólnoty zakonne winny być miejscami życiodajnymi, tak jak – w sensie dosłownym – życiodajne są rodziny. Wzajemne wsparcie, o którym mówi papież, może dokonywać się na wielu płaszczyznach, począwszy od modlitwy i tworzenia dobrej atmosfery, przez konkretne dzieła, które zakony pełnią na rzecz rodzin. Nie chodzi tu tylko o działalność charytatywną, edukacyjną czy społeczną, której podmiotem są rodziny, ale o wzajemne inspirowanie się i współdziałanie w budowie świata przyjaznego życiu, dobrego i bezpiecznego. Rodziny również, przez świadectwo wzajemnej miłości, mają moc, by go przebudzić. Wszyscy potrzebujemy impulsu, który pomoże nam to odkryć.

Rozmawiał Przemysław Radzyński

S. Marta Muskus i Bp Damian Muskus OFM - fot. archiwum prywatne

Rodzona siostra bp. Damiana, Marta, jest przełożoną generalną Zgromadzenia Niepokalanego Serca NMP. Gdy była w nowicjacie, brat oznajmił jej, że też wybiera się do zakonu. „Bardzo się ucieszyłam i zrozumiałam wówczas, że oprócz kochającego brata zyskałam jeszcze duchowego przyjaciela, na którego zawsze mogę liczyć. Jego decyzja, mogę to powiedzieć z całym przekonaniem, umocniła także moje powołanie. Wiedziałam, że on modli się za mnie, a ja za niego” – mówi dziś s. Marta Muskus.

 

O. bp Damian Muskus OFM (ur. 1967) jest bernardynem. W roku 1986 rozpoczął nowicjat w Zakonie Braci Mniejszych Prowincji Niepokalanego Poczęcia NMP. Po święceniach kapłańskich pracował jako katecheta w Kalwarii Zebrzydowskiej oraz duszpasterz grup młodzieżowych. Po studiach specjalistycznych na KUL był wykładowcą katechetyki i wychowawcą kleryków, a od roku 2002 rektorem Wyższego Seminarium Duchownego oo. Bernardynów. W roku 2005 został mianowany kustoszem Sanktuarium Pasyjno-Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej. Od 2011 roku jest krakowskim biskupem pomocniczym i m.in. kieruje pracami komitetu przygotowującego Światowe Dni Młodzieży w 2016 roku.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 46

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...