Home Recenzje Koniec milczenia owiec?

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto wie, czy nie zakopiańskiego nawet, to pozycja autorstwa Boba Brinera, amerykańskiego producenta filmowego, byłego prezesa ProServ Television, a także – albo przede wszystkim – chrześcijanina, dobrego męża i ojca. Do napisania tej książki popchnęło go doświadczenie, własne i wielu innych, które wskazywało, że wartości chrześcijańskie nie wydają się być tym, co przynosi zysk. Przy okazji odkrył również, że owego zysku nie bardzo ma kto wypracować, skoro jego bracia i siostry w wierze wolą bezpieczne przystanie własnych (czyt. chrześcijańskich) telewizji, radia czy prasy.

Briner zadał sobie więc pytanie, jak chrześcijaństwo ma docierać do świadomości ludzi niewierzących lub nieznających Boga, skoro sami chrześcijanie boją się wyjść poza swoje własne środowisko i nieść poza nim przesłanie o Jezusie Chrystusie. Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym bardziej przemawiała do niego myśl, że każdy ochrzczony powołany jest właśnie do tego, by być ryczącą owieczką, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, i że każda owieczka powinna umiejętnie „zaryczeć” nie tylko wśród innych owieczek, ale głównie wśród nieznajomych i do nieznajomych.

Wśród wielu myśli, które Bob Briner starał się przekazać w swojej książce mnie osobiście w pamięć zapadła najpierw jedna: „Nasza subkultura (chrześcijańskie media i uczelnie – przyp. Autora)  ma się dobrze. Nie musimy już jej dopracowywać. To ten świat potrzebuje pomocy”, a potem druga: „Realizacja nakazu Chrystusa o byciu solą polega na przenikaniu rzeczywistości”. I właśnie na tej drugiej myśli zatrzymałam się na dłużej, bowiem owo „przenikanie rzeczywistości” jest czymś, do czego nawołuje Briner, a co dziś chrześcijanom wychodzi przecież o wiele lepiej niż kilkanaście lat temu. Dlatego już po kilku rozdziałach odniosłam wrażenie, że Briner próbuje czegoś, co odnosi się do niektórych kazań głoszonych z ambon, a mianowicie przekonuje przekonanych. Trudno z perspektywy Polki mieszkającej w Polsce wypowiadać się na temat obecności chrześcijan w życiu publicznym w Ameryce, ale patrząc na nasze krajowe podwórko, można pokusić się o stwierdzenie, że naprawdę nie jest tak źle. Pytanie postawione przez Boba Brinera już w trzecim rozdziale: „Gdzie są wszyscy chrześcijanie?” już po krótkim zastanowieniu zyskuje całkiem sensowną odpowiedź i listę miejsc, gdzie tych chrześcijan można spotkać. A można ich spotkać w naprawdę różnorakich przestrzeniach, które trudno nazwać tylko i wyłącznie chrześcijańskimi czy katolickimi. Od Facebooka, przez Instagram, Twitter, programy rozrywkowe, telewizje śniadaniowe, czy poważne akademickie debaty (nie tylko na uczelniach katolickich) chrześcijanie kręcą się w życiu publicznym pokazując innym, że można być chrześcijaninem i nieść wiarę w Jezusa Chrystusa w te miejsca, gdzie pracujemy i żyjemy, nawet jeśli ich specyfika nie pozwala na zaklasyfikowanie w grupę „chrześcijańskie”. Ciężko byłoby na przykład mówić o chrześcijańskiej restauracji (tylko dla katolików? bez chrztu nie wpuszczamy?), skoro jeden z najbardziej znanych polskich kucharzy i restauratorów, Wojciech Modest Amaro, publicznie deklaruje wiarę w Boga i bez skrępowania wypowiada się na temat swojego chrześcijańskiego życia. Podobnie sportowcy, jak na przykład Robert Lewandowski, Kamil Stoch czy Agnieszka Radwańska, którzy chętnie włączyli się w akcję „Nie wstydzę się Jezusa”. Ich przykład może tylko natchnąć innych chrześcijan, by byli ryczącymi owieczkami w świecie, do którego zostali posłani.

Pozostałe rozdziały Briner przeznaczył na analizę radia, telewizji, prasy, literatury czy sztuk pięknych, za każdym razem próbując wskazać, jak chrześcijanie mogliby zaakcentować swoją obecność, a przez to też obecność Boga w poszczególnych dziedzinach. I znów pojawia się wątpliwość, czy to aby nie jest na wyrost? Autor zarzuca, że brakuje wspaniałych historii w telewizji, które opowiadałyby o życiu chrześcijan, a przecież kilka lat temu nawet polscy widzowie mogli oglądać serial Siódme niebo, gdzie rodzina Camdenów prowadziła zwyczajne życie naznaczone radościami i dramatami, z którymi radziła sobie (lub nie, bo kryzysy też ich spotykały) dzięki wierze. Ciężko czyta się zarzut, że brak jest filmów o chrześcijańskich wartościach, gdy pamięta się seanse takich filmów jak October Baby, Bóg nie umarł, Bóg nie umarł 2 czy Chata. Podobnie rzecz się ma w muzyce: w programach rozrywkowych typu The Voice of… jednym z najchętniej wykonywanych utworów jest Ave Maria, nie tylko dlatego, że to piękna pieśń, ale też dlatego, że młodzi chrześcijanie chcą zaznaczyć swoją obecność w świecie również za pomocą najpopularniejszego medium.

Cała ta refleksja, lekko naznaczona irytacją, doprowadziła mnie do konstatacji, że Bob Briner, widząc to, co dziś dzieje się w Stanach i na całym świecie, byłby przeszczęśliwy. Oto owieczki zaryczały. Bob Briner bowiem zmarł w 1999 roku, a omawiana przeze mnie książka ukazała się w Stanach w 2000 roku. Ze smutkiem stwierdziłam, że ominął go czas, gdy skończyło się to nieszczęsne milczenie owiec. Jego książka, spóźniona w naszym kraju o siedemnaście lat (tak, Wydawcy, to przytyk do Was), przyszła na gotowe i jedyne, co można by jej dziś przypisać to bycie ostrzeżeniem i wskazówką. Dlatego nie można jej skrytykować całkowicie i odsądzać od czci i wiary: to rzetelna pozycja wskazująca miejsca, których chrześcijanie nie mogą pomijać w swej działalności skupiając się jedynie na mediach typowo katolickich, szkołach typowo katolickich czy przedsięwzięciach typowo katolickich. Ryczącymi owieczkami mamy być wszędzie tam, gdzie jesteśmy. Nie wolno nam zamykać się w naszym zaścianku, bo gdy w końcu z niego wychyniemy może się okazać, że żyjący szybkim tempem świat nawet nie zauważył naszej nieobecności.

Ryczące owieczki to manifest właściwej postawy chrześcijanina wobec mechanizmów społecznych. Chrześcijanie mogą, a nawet powinni potrząsać społeczeństwem – by je przemieniać. Bob Briner był prezesem ProServ Television i producentem filmowym – laureatem nagrody Emmy, a także współgospodarzem transmitowanego w Stanach Zjednoczonych radiowego show Ryczące owieczki. Zmarł 18 lipca 1999 roku.ryczace owieczki

 

Bob Briner, Ryczące owieczki, Wydawnictwo Dreams, Rzeszów 2017

Dodaj komentarz


*

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 118

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...