Home Recenzje Dotknąć tajemnicy piękna małżeństwa pobłogosławionego

Ta książka ma 96 stron. Przeczytanie jej zajmuje mi jakieś dwa tygodnie. To długo. Z reguły sto stron to jeden, góra dwa wieczory. Z tą jest inaczej. Nie mogę jej czytać i zerkać na dwulatka, który akurat na chwilę wdreptał do Doliny Muminków w twardej oprawie. Nie wychodzi, gdy mąż wraca z pracy i z owym dwulatkiem turla się po właśnie wypranym dywanie. Czekam na sen, sen wszystkich. I kiedy ten nadchodzi, muszę się zmierzyć z jeszcze jedną sprawą.

Za każdym razem, kiedy sięgam po książkę Ewy Kiedio Osobliwe skutki małżeństwa, na początek muszę konfrontować się z myślą: „Nie, no na pewno nie jestem głupia… Jestem?”. Mam już za sobą kilka takich życiowych konfrontacji, kiedy w mój słownik pojęć własnych nachalnie wdzierały się słowa „hermeneutyka” czy „kognitywizm”. Tym razem to zderzenie boli bardziej, bo temat, o którym mowa jest moim stanem. Jest moją 7.15, kiedy wybiegam z domu i wołam ze schodów „Zpanembogiem…”, moją 15.04, kiedy wybieram z dwulatkiem numer na klawiaturze i pytam z nadzieją – matką od głupich – „za ile będziesz?”, moją 17.05 (bywa, że później), kiedy lekko zazdrosna przyglądam się scenom powitania ojca z synem. I Osobliwe skutki małżeństwa pozwoliły mi o tych wszystkich mikrochwilach codzienności pomyśleć bez durnego pytania: „jak?”.

Zazwyczaj literatura o małżeństwie zawiera bezcenne odpowiedzi na pytania: „jak żyć?”, „jak rozmawiać?”, „jak się kochać?”. Nie lubię tego typu książek. Tak, potrzebuję ich. Czasem. Tak, czytam je. Czasem. Niestety czuję się przy nich jeszcze głupsza, niż przy zestawieniu, które proponuje Ewa Kiedio. U niej słowo przy słowie, zdanie przy zdaniu spotykają się: Dostojewski z papierem toaletowym, bohaterowie serialu Ranczo (tak, to Ranczo!) z myślami z encyklik Jana Pawła II i choćby wersetami „Pieśni nad Pieśniami”, w której odkrywam urocze fragmenty o zębach.

Książka Osobliwe skutki małżeństwa to dobry tygiel form i perspektyw. Da ją się polubić. Nie jest łatwa w odbiorze, bo zwyczajnie nie nadaje się do tramwaju! Nie jest książką do przeczytania.

Właściwie po co się pisze takie książki i kto je czyta? Wybrzmi banał, ale niech tam: by pokazać głębię małżeństwa, by zobaczyć w sakramentalnym „tak” coś więcej niż tylko umowę między dwojgiem ludzi, coś więcej niż tylko zapewnienie. I niech tam po raz drugi: by dotknąć tajemnicy piękna małżeństwa pobłogosławionego! A dla kogo ta książka? Jak już pisałam – nie dla tych, którzy szukają odpowiedzi na pytanie „jak”, ale być może dla tych, którzy za wspomnianą już tajemnicą tęsknią, chcą się do niej zbliżyć, albo dla tych, którzy już kiedyś blisko niej byli, ale jakoś tak potem przyszła 7.15, 15.04 i 17.05.

 

Ewa Kiedio, Osobliwe skutki małżeństwa, wydawnictwo Więź, Warszawa 2014

 

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 46

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...