Home Recenzje Dla Boga nie ma nic niemożliwego

Niezliczona ilość cytatów z Pisma Świętego umieszczana dziś na pocztówkach, kubkach, magnesach, zakładkach, plakatach i innych nośnikach trafia do szerokiego grona osób. Dzięki temu całe rzesze chrześcijan, a nierzadko także i niechrześcijan, zna doskonale takie słowa jak: Nie lękaj się, które podobno jest w Biblii 365 razy (po jednym na każdy dzień roku), Pan jest pasterzem moim, Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia, Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus, Ja jestem Zmartwychwstaniem i Życiem, albo Złożyłem w Panu całą nadzieję czy Na początku było Słowo. Znamy słowa Pisma, Słowa Boga, czerpiemy z nich otuchę i nadzieję, kiedy jest nam źle, albo kiedy potrzebujemy oprzeć się na czymś pewniejszym i mocniejszym od nas.

A teraz konia z rzędem temu, kto codzienną otuchę czerpie z tych słów: Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Co ciekawe, gdy popytałam wśród znajomych, w pierwszym odruchu ciężko im było skojarzyć, w którym miejscu Pisma Świętego znajdują się te słowa. I czy w ogóle się w nim znajdują. 

To dosyć ciekawe, że piszę ten tekst akurat w taki dzień, jak ten. Ten, czyli w Zwiastowanie Pańskie. To dzień-dowód. Dowód na to, że wszystko jest możliwe. Nawet podwójny dowód, bowiem nie tylko poczęcie Syna Bożego z Ducha Świętego wydawać się mogło niemożliwym, ale też poczęcie dziecka przez posuniętych już w latach Elżbietę i Zachariasza. Wspomniane przeze mnie słowa padają w kościołach właśnie tego dnia. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Tak mówi Gabriel Maryi relacjonując jej cud, który wydarzył się w domu jej kuzynki. Czy jednak my potrafimy czerpać nadzieję z tych kilku słów? Nie. Ma. Nic. Niemożliwego. Czy naprawdę w to wierzymy? Czy wierzymy w cuda?

Jeśli mam być szczera, także ze sobą samą, to ja na cuda reaguję ze sceptycyzmem. Nie mam pojęcia dlaczego. Być może w ten sposób podważam wszechmoc Boga (sorry, Szefie), ale noszę w sobie taki pierwiastek naukowca, takiego ni to cynika, ni to czepialskiego badacza, który do każdej – nie do końca zrozumiałej – rzeczy podchodzi z lupą, mikroskopem i podręcznikami. Chcę wiedzieć. Chcę też wierzyć. Ale wiarę chcę oprzeć na wiedzy. A przecież czasem się nie da. Pismo mówi wyraźnie, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. To stwierdzenie, proste i oczywiste, a jednak trudne do pojęcia.

Cuda dzieją się każdego dnia, tak słyszymy. Nadużywamy trochę tego słowa „cud” opowiadając o naszych przygodach, o tym, że ledwo zdążyliśmy na pociąg, że pani w sklepie miała ostatnią, a poszukiwaną przez nas paczkę jakiegoś produktu, etc. Ale są też wielkie cuda. Czasem nazywamy je zbiegami okoliczności lub przypadkami. Jak wtedy, gdy mężczyzna spóźnił się na samolot, który roztrzaskał się kwadrans po starcie. Ale są też cuda pisane przez duże C, Cuda nie do wyjaśnienia i nie do zrozumienia. Z takim Cudem musiałam zderzyć swój sceptycyzm całkiem niedawno, w czasie lektury książki Niemożliwe autorstwa Joyce Smith i Ginger Kolbaba. To opowieść o współczesnym Łazarzu. Nastolatek, który się topił, który właściwie był martwy przez kilkanaście minut, został wskrzeszony. Kiedy matka w szpitalu wezwała na pomoc Chrystusa i Ducha Świętego, rozległo się tętno chłopca, na które już nikt nie liczył. I są na to świadkowie. A potem dziecko skazywane na wegetację, problemy neurologiczne, fizyczne i psychiczne, dzień po dniu było „areną cudów”, których żaden lekarz nie był w stanie wytłumaczyć. I do dziś nie jest. Ta historia nie wydarzyła się wcale dawno temu, to był 2015 rok, kiedy lekarze dysponują już tak fantastycznym sprzętem, że można dostać od jego możliwości zawrotów głowy. Ale nawet ten sprzęt nie może im pomóc w wyjaśnieniu tego, co się wydarzyło. Nawet teraz, kiedy czytam tę książkę, kiedy do niej wracam, nie mogę się powstrzymać, by nie kręcić głową i nie mruczeć: Niemożliwe, niemożliwe… Prawdopodobnie jest to reakcja wielu ludzi. Wiem i jestem świadoma tego, że to, co nas, sceptyków, tak deprymuje, to fakt, że nie da się tego wyjaśnić inaczej niż w ten sposób, że to cud. Tylko jeśli przyznamy, choćby sami przed sobą, że to cud, to wówczas w naszych głowach rozdzwaniają się takie dzwony z pytaniami: czemu nie prosisz? czemu nie wzywasz? Zmarli wstają, chorzy zdrowieją, wyczekiwane dzieci przychodzą na świat… Bóg daje nam cuda, a my jesteśmy wszyscy wezwani do tego, by o nie prosić. I by w nie wierzyć. Mamy na nie obietnicę, mamy na nie wręcz papier. Bóg przecież przez Pismo przemówił do nas: nie ma nic niemożliwego. A potem: proście, a będzie wam dane! Odwagi!

***

Niemożliwe. Prawdziwa opowieść o cudach, niezłomnej wierze matki i wskrzeszeniu jej syna, to niesamowita historia matki, której wiara nie pozwoliła odejść synowi. Na słowa modlitwy i wezwania Bóg odpowiedział w najpiękniejszy z możliwych sposobów: wskrzeszając z martwych jej syna, co współczesna medycyna kwituje jedynie słowem „niemożliwe”. 

Joyce Smith w 2015 roku przeżyła tygodnie grozy, gdy dzień po dniu trzymając się wiary w Boga walczyła z czasem i lekarzami przekonującymi ją, że jej syn nie wróci do pełni sił. Stało się inaczej. Dziś zajmuje się opowiadaniem ludziom, jak wielkie rzeczy w jej życiu uczynił Bóg i jak wielkie rzeczy może On czynić w życiu każdego z nas. Na co dzień zajmuje się prowadzeniem domu, jest mamą czterech synów i babcią pięciorga wnucząt.

Joyce Smith, Ginger Kolbaba, Niemożliwe, Wydawnictwo eSPe, Kraków 2018

Podobne artykuły
0 171

Dodaj komentarz

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

W numerze poświęconym tematowi świętości chcemy przedstawić Wam jednego z trzech wyniesionych dotąd do godności świętych pijara. Najstarszego wiekiem, ale najmłodszego stażem kanonizacyjnym. Jego...

RECENZJE

0 129

Melania miała 15 lat, Maksymin 11. Żadne z nich nie chodziło do szkoły. Nie umieli czytać, pisać, ani liczyć. Nie umieli się też modlić....