Home Recenzje Bądź drugi. Będziesz szczęśliwy

Jestem drugi. Patrząc na ten napis odnoszę wrażenie, że straciłam umiejętność rozumienia języka polskiego.

Zerkam na angielską wersję, ale nie, to nie błąd: I Am Second. Drugi. Czuję wręcz radość bijącą z tego słowa. I z tej pewności, że oto jestem drugi. Ale to przecież niemożliwe. Poczucie, że coś tu nie gra wpycha się na pierwszy plan i już mnie nie opuści. Bo jak to? Żyjemy w świecie, w którym panuje kult sukcesu. W świecie, gdzie konieczność wygrywania na każdym kroku i we wszystkich dziedzinach zdominowała myśli wszystkich, od najmłodszych począwszy. W świecie, gdzie drugi to zawsze pierwszy przegrany buy Antabuse online , pojawili się ludzie, którzy głoszą, że są drudzy i wcale z tego powodu nie odczuwają zmieszania czy wstydu. O co w tym wszystkim chodzi? Szukam najpierw wyjaśnienia, dla których bycie drugim powinno być tragedią, dramatem nie do wyobrażenia, bo przecież cały świat patrzy na ich nazwiska, na ich twarze przez pryzmat słowa zwycięzca.

Ten pierwszy w swoim życiu stoczył sześćdziesiąt jeden walk, z czego przegrał zaledwie pięć. Kto by jednak o tych pięciu pamiętał, skoro jako jedyny bokser w historii zdobył trzykrotnie tytuł mistrza świata wszechwag i złoty medal na igrzyskach w Rzymie. Jego imię i nazwisko kojarzą chyba wszyscy, nawet ci, którzy z boksem zawodowym nie mają nic wspólnego. Urodził się jako Cassius Maximus Clay, ale dziś znamy go jako Muhammada Ali. Nazywano go Mistrzem, nazywano go Największym. W glorii chwały zakończył karierę. A potem przyszła choroba. I najsłynniejsze Alego słowa, tak często dziś przytaczane na wielu motywacyjnych plakatach: „Bóg dał mi chorobę, by przypomnieć mi, że nie jestem numerem jeden. On nim jest”.

Ten drugi miał osiemnaście lat, gdy wystąpił przed stadionem pełnym ludzi. Dokładnie przed osiemdziesięcioma tysiącami ludzi. I strzelił w finałowym meczu dwa gole na wagę zwycięstwa. Siedem lat później był najlepszym piłkarzem globu, odbierał Złotą Piłkę, świętował triumf w Lidze Mistrzów ze swym klubem. Choć na imię mu Ricardo, dzięki młodszemu bratu, stał się sławny jako Kaka. Grał w najlepszych klubach Europy, takich jak AC Milan czy Real Madryt. Wciąż gra, a przez to ciągle głosi swą wiarę, bowiem jego sukcesy to nieustające świadectwo: „Należę do Jezusa”. I choć nie każdy piłkarski kibic zgodziłby się z jego słowami, to on niezmiennie trwa przy swoim: „Kiedy gram przeciwko innym drużynom, nie jest ważne, kto z nas przegra, kto z nas wygra. Wygrywanie jest piękne, to prawda, ale najważniejsze jest to, że to Jezus jest na pierwszym miejscu. Zawsze”.

Zaczęłam od tych znanych ludzi, mam bowiem wrażenie, że w ten sposób łatwiej przyswoję tę lekcję. Jeśli oni, tak przyzwyczajeni do wygrywania, potrafią tak radośnie mówić „Bóg jest pierwszy, ja jestem drugi”, to musi się kryć w tym jakaś prawda. A przecież są jeszcze inni. Nazwiska pozostałych, tych znanych i tych nieznanych szerokiemu ogółowi, mogłabym wymieniać jeszcze długo i długo. Wszyscy mówią to samo: Jestem drugi, Bóg jest na pierwszym miejscu. Wciąż jednak nie do końca rozumiem. Jestem drugi i to jest w porządku? O to w tym chodzi? By nie przejmować się, na którym miejscu kończymy rywalizację, zawody, konkursy? Nie. I tak jednocześnie. Nie, bo Bóg dał nam talenty i zdolności, byśmy je rozwijali, a tym samym rozwijali samych siebie trenując, ćwicząc, próbując, dążąc do bycia lepszymi w tym, co umiemy, byśmy w ten sposób głosili także Jego chwałę. Byśmy swoimi zwycięstwami cieszyli siebie i swoich najbliższych. I byśmy potrafili składać za nie dzięki. Jednocześnie tak, bo w ostatecznym rozrachunku powinniśmy pamiętać, że pierwszy jest zawsze Pan Bóg. Że w naszym życiu nic nie może stanąć ponad Niego, bo to Jemu należy się to najwyższe i najlepsze miejsce. Stara ludowa mądrość głosi, że „gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu”. I oto w tym wszystkim chodzi.

Czytam historie ludzi, którzy odkryli, że są drudzy, że Bóg jest na pierwszym miejscu, także, a może zwłaszcza w ich życiu. W większości przypadków ich droga do tej pięknej prawdy nie była łatwa. Kontuzje, alkohol, narkotyki, seks, przemoc, wykorzystywanie, zabawa, czasem przestępstwa. Niektóre z tych rzeczy przychodziły do nich w chwilach największych triumfów, czasem w chwilach największego smutku i już ich nie opuściły. Dopiero wiadomość jak grom z jasnego nieba: „jesteś drugi, Ja jestem najważniejszy”, sprawiała, że ich życie wracało na właściwą ścieżkę. Ścieżkę trudniejszą, bowiem proces zdrowienia i doprowadzania do porządku bałaganu bywa czasem dużo boleśniejszy. Słucham ich opowieści, widzę ich uśmiechnięte, czasem poważne twarze, rzadko kiedy teraz smutne. A przecież mówią, że są drudzy. Logika wskazywałaby, że nie jest to dobra opcja. A jednak. Bóg jest na pierwszym miejscu. Oni są drudzy. Dzięki temu są szczęśliwi. Też tak chcę.

***

buy lioresal online

Książka Jestem drugi. Autentyczne historie. Odmienione losy to zebrane opowieści ludzi, którzy zdecydowali się opowiedzieć nie tylko o swoich trudnych i dramatycznych losach, ale przede wszystkim o tym, w jaki sposób Bóg sprawił, że do ich życia wróciła radość i nadzieja. Jej autorzy, Doug Bender i Dave Sterret są związani z ruchem I Am Second. Wiele z tych historii można posłuchać i zobaczyć na oficjalnej stronie ruchu iamsecond.com

Doug Bender, Dave Sterret, Jestem drugi. Autentyczne historie. Odmienione losy, wydawnictwo Aetos, Wrocław 2015

cheap Lasix

Dodaj komentarz


*

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 65

W historii Narodu Wybranego było wiele kobiet, które odegrały w niej jakąś rolę, mniej lub bardziej ważną. Była Ewa, a tuż za...