Home Powołanie w świetle KKK Powołanie a Boża obietnica

W wakacyjnym numerze „eSPe” pojawił się pierwszy tekst z cyklu „Powołanie w świetle Katechizmu”. Pochylaliśmy się wówczas nad tematem powołania tak w sensie indywidualnym (powołanie konkretnej osoby), jak i globalnym (powołanie całych narodów i całej ludzkości). Dziś kontynuujemy ten temat, zastanawiając się między innymi nad tym, czy powołaniu zawsze towarzyszy Boża obietnica.

Jeżeli uznamy, że powołanie do świętości – a co za tym idzie, każde inne powołanie – jest darem dawanym przez Boga za darmo i zupełnie przez człowieka niezasłużonym, to warto zadać sobie pytanie o to, czym motywowana jest owa powszechność i darmowość tego daru. Innymi słowy: dlaczego Bóg obdarza powołaniem (czyli wzywa do świętości) człowieka, który na ten dar w żaden sposób nie zasłużył? Podobnie brzmiące pytanie można postawić również w kontekście powszechności tego daru: dlaczego Bóg nie ma względu na osobę i powołuje do świętości wszystkich ludzi?

 

Darmowe i powszechne powołanie

Odpowiedź na te dwa pytania nie wydaje się trudna. Można uzyskać ją biorąc do ręki Katechizm Kościoła Katolickiego. W 54 kanonie KKK czytamy: „Bóg, przez Słowo stwarzając wszystko i zachowując, daje ludziom poprzez rzeczy stworzone trwałe świadectwo o sobie; a chcąc otworzyć drogę do zbawienia nadziemskiego, objawił ponadto siebie samego pierwszym rodzicom zaraz na początku”. Dalej czytamy, że Bóg „wezwał ich (pierwszych rodziców) do wewnętrznej komunii z sobą, przyoblekając ich blaskiem łaski i sprawiedliwości”. I teraz zdanie najważniejsze: „Objawienie to nie zostało przerwane przez grzech naszych pierwszych rodziców”.

Nie zostało przerwane – czytamy w tym punkcie KKK – a więc grzech Adama i Ewy nie zmienił Bożego zamysłu wobec człowieka. Bóg nie obraził się na nas, nie zamknął się w swoim gniewie, nie zapałał żądzą zemsty. Przeciwnie, właśnie wtedy – wydaje się, że jeszcze bardziej niż dotąd – zaczął dążyć do ocalenia ludzkości (por. KKK 56). Odpowiedź na dwa postawione wyżej pytania o powszechność i darmowość powołania jest zatem prosta. Tą odpowiedzią jest Boża Miłość. Ona jest darmowa i powszechna.

Bóg obdarza nas darmowym i powszechnym powołaniem do świętości, ponieważ nas kocha. Na próżno szukać innych odpowiedzi. Zresztą, dobrze ujmuje to Katechizm w 1998 kanonie. Czytamy tam: „Powołanie do życia wiecznego ma charakter nadprzyrodzony. Zależy on całkowicie od darmowej inicjatywy Boga, gdyż tylko On sam może się objawić i udzielić siebie. Przerasta ono zdolność rozumu i siły ludzkiej woli”. A skoro tak, trzeba przyjąć tę prawdę za przysłowiową dobrą monetę i dziękować Bogu za to, że grzech pierwszych rodziców nie zmienił niczego w relacji Stwórcy do nas. Nie zgasił, ani nawet nie osłabił Bożej Miłości.

 

Nagroda i motywacja

Mając tego świadomość, warto zastanowić się nad tym, czy Bóg powołując nas do bliskiej zażyłości z sobą, posiłkuje się przy tym czymś na wzór obietnicy. To pytanie nie jest pozbawione sensu, bowiem pamiętamy takie właśnie sytuacje z kart Pisma Świętego. Czy są one czymś charakterystycznym tylko dla starotestamentalnych bohaterów Biblii?

Okazuje się, że nie. Wystarczy sięgnąć po Ewangelie, by przekonać się, że także w Nowym Testamencie Bóg łączy powołanie z obietnicą. Dla przykładu przywołajmy chociaż dwie postacie. Oto Zachariasz dowiaduje się od Anioła, że Elżbieta urodzi mu syna i że chłopiec ów będzie wielki w oczach Pana (zob. Łk 1, 8-17). Jest to konkretna obietnica. Dalej – starzec Symeon. „Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Bożego” – czytamy w drugim rozdziale Ewangelii wg św. Łukasza.

Takich przykładów można przytaczać tutaj wiele. Bez wątpienia, na bazie tych świętych tekstów, można pokusić się o stwierdzenie, że Pan Bóg, powołując konkretną osobę do konkretnej misji, zawsze składa swoją obietnicę. Trochę tak, jakby się bał, że powołanie samo w sobie nie będzie dla człowieka zbyt atrakcyjne, że nie będzie pociągające, że nie zainteresuje adresata. Nie da się ukryć, że jest w tym wszystkim jakaś niezwykła Boża logika, skoro składane przez Boga obietnice raz mają charakter nagrody, innym razem mają motywować człowieka do konkretnego działania.

Samo słowo „powołanie” nie robi już na nas wielkiego wrażenia. Najczęściej odnosimy je do księży, lekarzy, nauczycieli. Prawda jest jednak taka, że powołanie otrzymał każdy z nas. Jeśli uświadomimy sobie, że to Boże powołanie nie jest wezwaniem do byle czego, ale zaproszeniem do świętości, do czegoś, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, wówczas dostrzeżemy, jak wielkiego dostępujemy zaszczytu. Wspomniana świętość jest niczym innym, jak tylko najdoskonalszą formą Bożej obietnicy skierowaną do każdego z nas.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 46

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...