Home Powołanie w świetle KKK Moje powołanie a mój grzech

Dziś spróbujemy poszukać odpowiedzi na to, jaki wpływ na powołanie konkretnego człowieka ma jego grzech.

W niniejszym numerze kontynuujemy temat powołania. Czynimy to w oparciu o Katechizm Kościoła Katolickiego, który w bardzo wielu miejscach dotyka tego właśnie zagadnienia.

Mówiliśmy już o tym, że Bóg obdarza powołaniem nie tylko pojedyncze osoby, ale również całe społeczności. Wspomnieliśmy, że powołanie do świętości jest darmowe i powszechne, to znaczy, że Bóg kieruje je do każdego, bez wyjątku. W ostatnim tekście na ten temat można było zauważyć również, że Bóg i w Starym i w Nowym Testamencie wiąże powołanie z obietnicą, skierowaną do konkretnego człowieka. Dziś – kontynuując temat powołania w Katechizmie Kościoła Katolickiego – spróbujemy poszukać odpowiedzi na to, jaki wpływ na powołanie konkretnego człowieka ma jego grzech.

Nie trzeba być biegłym teologiem, żeby wiedzieć, że grzech człowieka nie jest dla Boga żadną przeszkodą w obdarowywaniu kogoś takim, a nie innym powołaniem. Dla Pana Boga nie ma tutaj żadnych przeszkód, żadnych trudności. Problem często pojawia się jednak po stronie człowieka. To właśnie sam zainteresowany, popełniając w swoim życiu pewne grzechy, nie tylko, że czasem nie może z ich powodu podjąć powołania (np. nie może zostać kapłanem ktoś, kto próbował targnąć się na swoje lub cudze życie), ale także często nawet się nad tym swoim powołaniem nie zastanawia. Trudno przecież od kogoś, kto żyje w grzechu ciężkim i nie robi nic, by wejść w stan łaski uświęcającej, wymagać, aby nasłuchiwał tego, do czego Bóg go zaprasza.

W 490 kanonie Katechizmu Kościoła Katolickiego czytamy: „W chwili Zwiastowania anioł Gabriel pozdrawia Maryję jako „pełną łaski” (Łk 1,28). Istotnie, by móc dać dobrowolne przyzwolenie wiary na zapowiedź swego powołania, było konieczne, aby Maryja była całkowicie przeniknięta przez łaskę Bożą”.

W kontekście tego punktu warto zauważyć jedną, bardzo dla nas istotną w tym temacie kwestię. Otóż Bóg, kiedy obdarowuje człowieka konkretnym powołaniem, zawsze zabezpiecza go wystarczającą ilością swojej łaski. Bardzo dobrze widać to na przykładzie Maryi. Została wezwana do zadań naprawdę wyjątkowych. Miała nie tylko począć, urodzić i wychować Bożego Syna, ale także towarzyszyć Mu w tych najtrudniejszych momentach, także na Golgocie. Z tego właśnie względu Bóg już w chwili Jej poczęcia zachował Ją od grzechu pierworodnego. Jakby wyprzedzając prawdę o tym, że towarzysząc Jezusowi w godzinie męki będzie musiała mieć „pełnię łaski”.

Grzech przecież – ani pierworodny ani żaden inny – nie może stawać na przeszkodzie Panu Bogu w realizacji Jego woli. Tam, gdzie jest powołanie, tam jest też łaska. Zawsze wystarczająca do podjęcia konkretnego zadania, konkretnej misji. To nie znaczy, że Bóg przymyka oko na grzechy tych, których powołuje. Przeciwnie, nie przymyka oka, lecz domaga się od tych osób wejścia na drogę nawrócenia. Przykład tego mamy chociażby w biblijnym tekście o Jonaszu, który – nie chcąc podjąć się misji nawracania Niniwitów – ucieka przed Bogiem, przez co sprowadza niebezpieczeństwo na siebie i na innych.

Dlaczego Jonasz mógł tak postępować? Dlaczego mogą podobnie postępować ci, których Bóg wzywa do realizacji takich czy innych zadań, zgodnie ze swoją wolą? Odpowiedzią na te pytania jest słowo „wolność”. Wolność człowieka.

„Bóg wzywa ludzi – czytamy w 160 kanonie KKK – aby Mu służyli w Duchu i prawdzie; wezwanie takie wiąże ich w sumieniu, ale nie zmusza”. Widać zatem, że człowiek – nawet w tak fundamentalnej sprawie jak swoje życiowe powołanie – ma wybór. Może to powołanie przyjąć, ale może je też odrzucić. Dotyczy to nie tylko powołania do kapłaństwa czy życia zakonnego, ale także każdego innego powołania.

Wielu duszpasterzy zajmujących się na co dzień duszpasterstwem powołań przyznaje, że grzech w życiu młodych ludzi ma decydujące znaczenie w sytuacji, gdy rozważają oni możliwość życia kapłańskiego czy zakonnego. Z jednej strony noszą w sercu pragnienie poświęcenia się bez reszty Bogu, a z drugiej mają świadomość swojej małości, grzeszności i niegodności. Naturalną i właściwą postawą w takiej sytuacji byłaby próba zerwania z grzechem i szukanie środków, które pomogą w trwaniu przy Bogu (np. stały spowiednik). Tymczasem wielu młodych ludzi nie stać na taki krok. Wielu woli oddalać i zagłuszać w sobie myśl, że Bóg może wzywać ich na drogę życia kapłańskiego i zakonnego. Niestety, nie są to przypadki odosobnione.

Warto w kontekście powyższego przywołać słowa św. Pawła Apostoła do Rzymian: „Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20b). Trzeba naprawdę wielkiej wiary, aby uwierzyć, że Bóg obdarowując nas powołaniem, nie poskąpi też łaski potrzebnej do przyjęcia i wypełnienia tego powołania. O tę łaskę trzeba nieustannie się modlić.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 43

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...