Home Powołani, powołane Radość według Lewisa

„Pielgrzym radości” – tak określiła C.S. Lewisa Elżbieta Wiater, autorka jego najnowszej biografii. Rzeczywiście – życie twórcy „Opowieści z Narnii” jest prawdziwą drogą ku radości. Tej, która już nie przeminie.

Opowiedziana w książce historia życia C.S. Lewisa nie jest tylko chronologicznym zestawieniem faktów. Choć autorka – z wykształcenia teolog i dziennikarka – zgodności i dokładności faktów bardzo przestrzegała,  w napisanej biografii prześledziła nie tyle kolejne etapy życiorysu pisarza, co jego drogę wiary. Przez blisko 65 lat życia Lewisa droga ta była kręta i naznaczona przeróżnymi odkryciami, ale doprowadziła do najważniejszego celu – Boga i prawdziwej Radości. Bo to radość właśnie była dla Lewisa od dzieciństwa najważniejsza. I to ona odegrała największą rolę w historii odejścia i powrotu pisarza do wiary.

Radość dziecka

Dzieci nie potrzebują wiele, by się cieszyć. Wystarczy im wyścielona mchem puszka po biszkoptach z wetkniętymi w nią gałązkami i kwiatkami. Zwłaszcza, gdy jest to prezent od starszego brata, bardzo ważnej osoby w życiu Lewisa nie tylko w dzieciństwie. Jeśli jeszcze ma się taką wyobraźnię, jak miał mały Clive, a do tego ma się swojego ulubionego psa, wydaje się, że więcej do szczęścia w życiu nie potrzeba. Z czasem jednak, zwłaszcza gdy matka Lewisa zachorowała i po krótkim czasie umarła, okazało się, że radości trzeba szukać głębiej, czasem długo i cierpliwie, ale da się ją znaleźć.

Radość poszukiwań

Szkolne i studenckie lata życia Lewisa naznaczone były poszukiwaniami. Nie tylko radości, ale także wiedzy, sensu i ostatecznie – wiary, którą porzucił po śmierci matki. Zanim Lewis na nowo odkrył prawdziwego i żywego Boga podważał Jego istnienie i działanie. Deklarował się więc jako ateista. Oddawał się pracy naukowej, interesował się filozofią zgłębiając różne jej nurty, między innymi spirytyzm i materializm. Fascynował się mitologią i okultyzmem. Nie bał się szukać, pytać i dyskutować. Na jego światopogląd wpływały liczne przyjaźnie i znajomości z różnymi ludźmi (choćby Tolkien, Chesterton), przeczytane książki i wszelkie przemiany zachodzące w cywilizacji europejskiej w okresie, w którym Lewis żył. Gdy już przyjął istnienie Boga, najpierw wydawał mu się tylko bezosobowym Absolutem, dopiero później stał się osobowym, żywym i przynoszącym człowiekowi szczęście.

Radość pośród cierpień

Lewis zmagał się z cierpieniami od najmłodszych lat. W jakimś sensie to właśnie bolesne doświadczenia sprawiły, że początkowo oddalił się od Boga i dopiero po latach pozwolił Mu się wtrącić w jego serce i życie. W dzieciństwie, po śmierci matki, dorastał w dość trudnej relacji z ojcem. Można powiedzieć, że Lewis stracił nie tylko matkę ale też w pewnym sensie ojca i dom – podczas choroby żony ojciec Clive’a Lewisa stał się wybuchowy i nieprzewidywalny. Nigdy nie poradził sobie z jej śmiercią, przez co jego stosunki z dziećmi – Lewisem i jego bratem – stawały się coraz bardziej napięte.

W czasach szkolnych, jeszcze przed uniwersyteckimi, Clive nie miał zbyt wielu przyjaciół, nie podobały mu się też zajęcia, na które uczęszczał. Z powodu problemów ze zdrowiem musiał przerwać naukę w jednej ze szkół. W edukacji przeszkodziła Lewisowi także wojna. Doświadczył walk na froncie, był ranny, stracił także podczas walk bliskiego towarzysza, a potem wiele lat opiekował się jego matką. Mimo tylu trudnych doświadczeń starał się zachowywać radość. W dzieciństwie odnajdywał ją dzięki wyobraźni i dziecięcym zabawom, w starszym wieku – dzięki wspomnieniom i pracy intelektualnej i naukowej, napisanym książkom aż wreszcie dzięki przyjaźni i miłości. Wybranką serca Lewisa była Helen Joy Gresham, amerykańska pisarka pochodzenia żydowskiego, także nawrócona na chrześcijaństwo. Lewis poznał ją dzięki listom, które lubił wymieniać z czytelnikami. Gresham, zauroczona jego twórczością, postanowiła go osobiście poznać. Zrobiła na pisarzu ogromne wrażenie. Ich wspólne szczęście nie trwało jednak długo. Jeszcze przed ślubem u Joy wykryto nowotwór i mimo – wydawałoby się skutecznego – leczenia, Joy umarła 3 lata później, zostawiając Lewisa z dwoma synami z wcześniejszego małżeństwa, których później adoptował.

Po śmierci żony Lewis żył jeszcze trzy lata. Narastające dolegliwości coraz bardziej utrudniały mu normalne funkcjonowanie. Od wielu lat cierpiał na bóle reumatyczne, które bardzo utrudniały mu pisanie, męczyła go osteoporoza i słabnące ręce, później także serce. W 1963 roku miał atak serca, czego efektem był stan śmierci klinicznej, z którego jednak Lewis wyszedł ku radości najbliższych a własnemu żalowi, że jeszcze nie znalazł się w niebie. Żal ten nie trwał jednak zbyt długo, Lewis zmarł parę miesięcy później, w tym samym roku.

Radość wiary

Mimo ogromu cierpienia Lewis napisał „Nie grozi mi (tak myślę) utrata wiary w Boga (…). Bóg nie robił prób mojej wiary, miłości by zbadać ich jakość. On ją przecież znał. To ja jej nie znałem”. Choć pytał o sens cierpienia i doświadczanego bólu, nie znajdywał odpowiedzi. Ale potrafił bronić wszechmocy i dobroci Boga. Dzięki temu umiał współodczuwać z innymi cierpiącymi. Wiara pomogła Lewisowi przetrwać trudne chwile, zaufać Bogu, którego nie zawsze mógł zrozumieć, a nawet, szczególnie bezpośrednio po śmierci żony, dość mocno oskarżał Go o bezwzględność, wręcz o nieobecność. Ostatecznie jednak w jego życiu wygrała ufność, ogromna wdzięczność Bogu za miłość, którą przeżył z Helen Joy, „darowane” im wspólne trzy lata. Wygrała Radość, której Lewis szukał całe życie. I którą znalazł w pełni w Bogu – żywym, osobowym i kochającym. Po prostu – Obecnym.

 

Elżbieta Wiater, C.S.Lewis. Pielgrzym radości, wydawnictwo eSPe, Kraków 2013

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 37

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...