Home Powołani, powołane Odkrywanie powołania to wielka sztuka

„Odkrywanie powołania to wielka sztuka. Nieustanna praca nad sobą, medytacja nad Pismem Świętym i po prostu pytanie: „Panie Boże, czego Ty ode mnie chcesz?”. A potem cierpliwe czekanie na odpowiedź, która wcale nie musi być jednoznaczna” – mówi ks. Jan Kaczkowski. Te i inne odpowiedzi na nie tylko powołaniowe pytania zanotowano w książce Dasz radę.

„Bycie księdzem, sprawowanie Najświętszej Ofiary, to najpiękniejsze, co mi się w życiu mogło przydarzyć” – mówił ks. Jan Kaczkowski. W wywiadzie dla „eSPe” („Egzamin z miłości – nr 104/2014 – http://www.e-espe.pl/temat-numeru/egzamin-z-milosci/26) przywołał słowa swojego przełożonego: „nie sztuką jest cierpieć za Kościół, sztuką jest cierpieć od Kościoła”. Ta sentencja realizowała się w jego życiu – z jednej strony ze względu na jego niepełnosprawność, z drugiej – z powodu odważnych sądów i często bezkompromisowych wypowiedzi. „Bycie księdzem nie ogranicza. Może być fascynującą przygodą” – mówił w rozmowie z Joanną Podsadecką w książce Dasz radę.

Na pytanie czy można przegapić swoje powołanie, ks. Jan odpowiada, że to coś „potwornie strasznego”, że to wynik asekuranctwa przed podjęciem zobowiązania. Przegapienie powołania kapłan porównuje do zmarnowania wielkiej miłości. „Marnuje się ją, kiedy się o nią nie dba” –  mówi. „Marnuje się powołanie, kiedy gubi się ideały, przestaje nad sobą pracować, wymagać od siebie” – dodaje.

Ks. Jan zwraca uwagę, że nigdy nie będziemy mieli stuprocentowej pewności co do boskiego planu na nasze życie, dlatego jeszcze z większą intensywnością należy „patrzeć i nasłuchiwać odpowiedzi, także w delikatnych znakach, które łatwo przeoczyć”. Nie można się spodziewać, że jakieś nadprzyrodzone wydarzenie przyciągnie kogoś do furty seminaryjnej czy zakonnej, albo anioł z nieba „palnie skrzydłem i powie: „teraz pójdź za mną”.

„Odkrywanie powołania to wielka sztuka. Nieustanna praca nad sobą, medytacja nad Pismem Świętym i po prostu pytanie: „Panie Boże, czego Ty ode mnie chcesz?”. A potem cierpliwe czekanie na odpowiedź, która wcale nie musi być jednoznaczna” – mówi ks. Kaczkowski i daje kilka rad rozeznającym powołanie. Po pierwsze zaleca, aby na czas decyzji udać się na „pustynię”, gdzie nie będą niepokoiły głosy zwykłej codzienności. Po drugie radzi, aby dać sobie konkretny czas – np. rozeznam swoje powołanie do wakacji.

Czy wahania przed decyzją o wstąpieniu do seminarium są normalne? Ks. Kaczkowski mówi, że jak najbardziej. Sugeruje, żeby wówczas zwrócić uwagę na swoją pobożność eucharystyczną, na to, czy „ciągnie nas do ołtarza”, albo czy czujemy, że przepowiadanie może stać się naszą życiową pasją.

Jedna z użytkowniczek portalu Deon.pl postawiła ks. Kaczkowskiemu takie pytanie: „Co zrobić, jeśli czuje się głos powołania do zakonu zaraz po maturze? Nie wie się, na jakie studia iść, a w głowie i w sercu głos: zakon”. Ks. Jan ma świadomość, że pochopna decyzja o wstąpieniu do zakonu może „całkowicie schrzanić życie” – zarówno sobie, jak i wielu innym osobom, ale z kolei brak takiej decyzji, gdy pojawiają się takie pragnienia, może spowodować żal, przez resztę życia, że tego się nie zrobiło. Dlatego w odpowiedzi ks. Kaczkowski podkreśla wagę tej decyzji i z tego powodu musi być ona odpowiedzialna, tzn. przemyślana a nie oparta na odczuciu, jakimś impulsie czy wrażeniach. „Osiągnięcie przekonania, że to najsłuszniejsza droga dla mnie, to nieustanna, ciężka praca” – mówi ks. Kaczkowski.

Inny z „powołaniowych listów” dotyczył młodego franciszkanina, który dopiero co ukończył zakonny nowicjat. Jego wielkim pragnieniem było kapłaństwo, ale nie za bardzo szła mu nauka w seminarium… Ks. Kaczkowski docenia obawy zakonnika i uważa je za wyraz dojrzałości. „Rzeczywiście trzeba oceniać własne możliwości w kontekście zadań do zrealizowania, jako że niedouczonych kapłanów, niesprawnych intelektualnie naprawdę nie potrzebujemy” – mówi ks. Jan, ale równocześnie zdaje się zachęcać do nieustannego wysiłku, a nawet zmuszania się do ciężkiej pracy. Może w tym pomóc dostrzeżenie „celu nadprzyrodzonego”. „Wiem, że może być Bratu ciężko, ale tysiące, a nawet setki tysięcy nie do końca zdolnych intelektualnie kandydatów przebrnęło przez te wszystkie egzaminy” – odpowiada ks. Kaczkowski i wskazuje na przykład Jana Marii Vianneya, który mimo trudności osiągnął świętość.

Wśród powołaniowych pytań do ks. Kaczkowskiego znalazły się także takie, które dotyczyły osób o skłonnościach homoseksualnych czy doświadczonych problemem uzależnienia od narkotyków czy alkoholu. Ks. Jan podkreśla, że Kościół nie zabrania święceń osobom odczuwającym skłonności homoseksualne, ale aktywnym homoseksualistom. Wg ks. Kaczkowskiego, nawet najbardziej skomplikowana przeszłość nie zamyka nikomu drogi do kapłaństwa czy zakonu. Sam ma kilku znajomych, którzy pochodzą z bardzo trudnych środowisk, ale ciężko i wytrwale nad sobą pracowali a ich doświadczenie dzisiaj pomaga im w pracy duszpasterskiej w podobnych przypadkach. Ks. Jan radzi przy tej okazji nie zatajać niczego ze swojej przeszłości, ale dobrze oceniać, komu te informacje się podaje. „Życzliwy kierownik duchowy na pewno poradzi sobie z tą sytuacją” – mówi ks. Kaczkowski.

daszrade1

 

 

Więcej – nie tylko powołaniowych – rad ks. Jana Kaczkowskiego znajdziesz w jego książce Dasz radę – ostatnia rozmowa z Joanną Podsadecką, wydawnictwo WAM, Kraków 2016

Dodaj komentarz


*

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 28

Nie sięgam po fantastykę, ponieważ nie leży ona w kręgu moich zainteresowań literackich. Tym razem jednak sięgnęłam. Mogłabym przyznać, że nie miałam...