Home Powołani, powołane Jak można powstać z martwych

Wyrwałem się z piekła – napisał raper Dobromir „Mak” Makowski w swojej autobiograficznej książce o tym samym tytule. Opowiada niejeden dramat. Ale jest też świadectwem ogromnej siły do jego przezwyciężenia.

 

Dobromir Makowski zadedykował swoją książkę wszystkim tym, którzy trwają w beznadziei. To nieprzypadkowy wybór, bo w jego życiu nie brakowało takich chwil. I aż trudno uwierzyć, że Dobromir dziś to mąż, ojciec trójki dzieci, inicjator spotkań z zakresu profilaktyki uzależnień RapPedagogia. Żywy dowód, że od dna naprawdę można się odbić.

Dobromir: Nie chcę Cię znać, Boże

Wszystko zaczęło się od przemocy w domu zadawanej po alkoholu, od którego oboje rodzice Dobka byli uzależnieni. Dobromir miał troje rodzeństwa, ale dość szybko został tylko z jednym bratem. Starsza siostra i brat zostali oddani do rodziny zastępczej, do dziadków. Matka żyła własnym życiem, nigdy nie interesowała się specjalnie własnymi dziećmi i pewnego dnia po prostu poszła swoją drogą. Ojciec, który choć na trzeźwo wydawał się dobrze opiekować Dobkiem i Radkiem, po pijanemu był brutalny i po prostu niebezpieczny. Wystarczył kabel albo sprzączki od paska harcerskiego, by zadać dotkliwy ból i sprawić, że w małych chłopcach strach zagościł niemal na całe życie. Dobek i Radek trafili do domu dziecka dla małych dzieci, gdy Dobromir miał zaledwie półtora roku. Po blisko sześciu latach chłopcy wrócili do ojca, ale było tylko gorzej – ośmioletni chłopcy przynoszący alkohol do domu w środku nocy, bo tata kazał – to tylko jedna z odsłon tej tragedii. Przez trudne warunki domowe narastały problemy chłopców w szkole – złe oceny, nieodpowiednie zachowanie. Dobek i Radek nie starali się, bo nie rozumieli swojej sytuacji, rodziny zupełnie innej niż troskliwi bliscy kolegów i koleżanek, nie wierzyli, że komukolwiek – nawet Bogu – może na nich zależeć. Okrzyk ojca: „Zabiję cię” w alkoholowym amoku przeważył szalę – Dobromir uciekł z domu. Miał wtedy tylko 11 lat. 

Zaczęło się życie na ulicy, pomieszkiwanie w pustostanach, a potem w pogotowiu opiekuńczym, do którego Dobromir trafił po interwencji policji. Tam też nie brakowało alkoholu, narkotyków i dość nieciekawego towarzystwa. Wykorzystywanie młodszych, upokarzanie, agresja wychowawców wobec wychowanków, zamykanie w izolatorium – były tam na porządku dziennym. „Makowski, skończysz jak matka i ojciec” – to Dobromir słyszał najczęściej. Po kolejnym przedawkowaniu – w wieku 12 (!) lat – trafił na OIOM. A stamtąd – po interwencji pedagoga z domu dziecka – chłopca zabrano do ośrodka odwykowego Dom Nadziei. I to tam – po raz pierwszy Dobromir uświadomił sobie, że Jezus cały czas się o niego upomina.

Bóg: Już teraz we mnie kwitną Twe ogrody…

Tę pieśń Dobromir usłyszał na jednym ze spotkań modlitewnych, na które zabrał go współpracujący z ośrodkiem ksiądz. Zresztą, modlitwa była stałym elementem pobytu w Domu Nadziei. Ale tamto spotkanie było inne. Niby prosta piosenka, krótka modlitwa, ale w sercu młodego chłopaka po raz pierwszy zadziały się Boże sprawy. On śpiewa o twoim sercu, Dobromir – zapisał to wspomnienie Makowski w swojej książce. Popłynęły łzy, wylał się cały żal – gdzie byłeś, gdzie jesteś Boże, gdy staczałem się na dno? Wtedy jeszcze nie przyszły wszystkie odpowiedzi. Ale ziarno zostało zasiane.

Z Domu Nadziei Dobromir wrócił do domu dziecka. Miał wtedy 15 lat i historia z narkotykami zaczęła się od początku. Chuligańskie wybryki, presja kumpli, którzy chcieli być wielkimi gangsterami, zadawanie się z grupą przestępczą, rozboje, ucieczki przed policją. Świat recydywy wydawał się młodemu chłopakowi dużo bardziej imponujący, niż uporządkowana codzienność w Domu Nadziei. Dom dziecka wyrzucił Dobromira, gdy miał niespełna 18 lat. Wrócił do ojca, aby nie trafić do domu poprawczego, ale ten szybko wyrzucił go z domu. I została mu już tylko melina. Wtedy ważniejsze było to, by być twardzielem, a nie kimś świadomym ogrodu Bożego we własnym sercu.

Dobromir: Ratuj mnie Boże

Narkotyki sprowadziły Dobromira na samo dno. Aż Bóg upomniał się o niego kolejny raz. Kiedy po kolejnym ciężkim melanżu wybudził się i czekał na kolejną działkę usłyszał w swoim wnętrzu głos: Jeśli dziś weźmiesz narkotyki – umrzesz. Jak zapisał w biografii Makowski, ten głos przeniknął go całego, od stóp do głów. Był pewien, że to głos Boga. Postanowił podjąć walkę o zmianę. Jeszcze raz. Jakby wreszcie do niego dotarło, że mimo wszystko nie chce przegrać swojego życia. Żeby to osiągnąć droga była tylko jedna – ciężka praca. Powrót do szkoły, do technikum, zamieszkanie w bursie, remont pokojów w ramach zapłaty za pobyt. To nie był koniec przygód z kradzieżami czy narkotykami, zło ciągle próbowało zamaskować dobro. Ale Bóg nadal działał dla Dobromira przez ludzi – choćby przez dyrektorkę szkoły, która mimo zgłoszonych kradzieży zapewniła chłopaka, że może być inaczej: „Nie wiem, Dobromir, kim byłeś w tamtym życiu. Nie pytam czy jesteś winny. Wiem jednak, że tutaj możesz zacząć nowe życie”. I tak się stało.

Bóg: Nie zrezygnuję z ciebie 

Nie wszystko przychodziło łatwo. Nic nie zrobiło się samo. Droga była długa i trudna. Ale podjęcie jej razem z Bogiem przynosiło w życiu Dobromira błogosławione owoce. Ten sam chłopak, który od wychowawców z domu dziecka słyszał: „Głupku, ty nawet zawodówki nie skończysz”, zdał maturę na same piątki. Zdał na studia, najpierw jedne (AWF), potem drugie (Akademia Humanistyczna). Został instruktorem pływania. Działał z ludźmi i dla ludzi. W międzyczasie znów przeżywał tragedie rodzinne – samobójczą śmierć matki, potem udar i śmierć ojca, ale te doświadczenia przeżywane z wiarą przyniosły wybaczenie rodzicom i ostateczne wyzwolenie z bolesnej przeszłości.

Studia zaoczne wymagały od Dobromira podjęcia pracy i były to różne zajęcia: proste prace remontowe, ogrodowe, ale także… pisanie religijnych tekstów hip-hopowych, pierwsze nagrania, pierwsze występy. Tak zaczęła się przygoda Dobromira z TVP i prowadzenie programu młodzieżowego Raj. Po odejściu z telewizji Makowski, student AWF w Warszawie, pracował w biurze turystyki aktywnej, jeździł na zielone szkoły z dziećmi, później także  prowadził zajęcia świetlicowe w podstawówce, udzielał się też w stowarzyszeniu wspierającym dzieci z biednych domów. On wiedział, czym jest nieszczęśliwa rodzina, ubóstwo, przemoc. Wiedział już, jak pomóc innym się z tego wydostać. Dlatego z czasem, dzięki licznym spotkaniom z młodzieżą, powstała Fundacja Młodzi dla Młodych. Dobromir prowadził także zajęcia dla studentów na uczelni której był absolwentem. Nie było już narkotyków, alkoholu i rozbojów. Nic ze starego życia. Wręcz przeciwnie. Trwało nowe życie, oparte przede wszystkim na Bogi i służbie ludziom, w którym z czasem pojawiła się Bogumiła, przyszła żona Dobromira i matka trójki jego dzieci: Dobromiły, Lubomira i Ludmiły. Dziś Dobromir i Bogumiła wspólnie realizują kolejne projekty, jeżdżą po całej Polsce ze świadectwem wiary i gotowością pomocy ludziom z pokrzywionym życiorysem.

Dobromir: Bóg jest tym, który kocha najbardziej

Czy można wyrwać się z piekła? Życie Dobromira pokazuje, że tak. Nie jest to jednak możliwe wyłącznie ludzkimi siłami. Jak Makowski sam przyznaje: Znormalniałem dzięki Bogu i dzięki ludziom, którzy żyli z Nim w przyjaźni. Od 15 lat Dobromir prowadzi uczciwe, wolne od uzależnień i mądre życie, a z jego doświadczeń czerpią inni. Gdzie znalazł siły, by ze zranionego młodzieńca stać się facetem, który prowadzi innych do Boga? Jest pewien, że w Słowie Bożym i modlitwie, na spotkaniach z najlepszym terapeutą jakiego poznałem – Duchem Świętym. Bo nawet w najbardziej zagmatwanym i po ludzku przegranym życiu, ciągle jest miejsce na zwycięstwo Boga. Trzeba Mu tylko pozwolić walczyć w nas samych.

 

Pełną historię Dobromira Makowskiego – chłopaka, który powstał z martwych przeczytasz w książce „Wyrwałem się z piekła”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017.

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

W numerze poświęconym tematowi świętości chcemy przedstawić Wam jednego z trzech wyniesionych dotąd do godności świętych pijara. Najstarszego wiekiem, ale najmłodszego stażem kanonizacyjnym. Jego...

RECENZJE

0 76

Niezliczona ilość cytatów z Pisma Świętego umieszczana dziś na pocztówkach, kubkach, magnesach, zakładkach, plakatach i innych nośnikach trafia do szerokiego grona osób. Dzięki temu...