Home Listy o powołaniu Wszyscy potrzebujemy Ananiasza

Szczęść Boże!

Trochę mi źle z tym, że już po raz drugi nie odpowiedziałem pozytywnie na zaproszenie do udziału w Pijarskich Dniach Skupienia. Miałem przyjechać do Krakowa w styczniu, ale pewne sprawy na uczelni skutecznie mnie zatrzymały. Marcowy termin też nie był dla mnie najszczęśliwszy. Znów się nie udało. Widzę jednak, że ja takich rekolekcji po prostu potrzebuję.

Dziś piszę, bo pewna sprawa nie daje mi spokoju. Postanowiłem sobie, że w Tygodniu Modlitw o Powołania będę chodził codziennie na wieczorną Mszę św. do kościoła, który jest blisko mojego akademika. Udało mi się nie opuścić w tym tygodniu żadnej Mszy św. Byłem na tych nabożeństwach chyba najmłodszym uczestnikiem (nie licząc kilku mały ministrantów). Ostatniego dnia (w sobotę) poczułem się w kościele trochę dziwnie. W czasie modlitwy powszechnej ksiądz (znamy się tylko z widzenia; wiem, że jest duszpasterzem młodzieży), wypowiadając prośbę o nowe powołania, przez chwilę wymownie wpatrywał się we mnie. Ludzie siedzący obok też na mnie spojrzeli. A ja… zrobiłem się cały czerwony. Miałem ochotę schować się pod ławkę albo jeszcze lepiej wyjść z kościoła. Zostałem. Jednak ta sytuacja trochę mnie rozbiła. acquire Antabuse

Dzielę się tym z Ojcem, bo nie wiem, jak to wydarzenie odczytywać. Przypadek? A może Duch Święty? Sam już nie wiem. Tydzień Modlitwy o Powołania jest już za nami, a ja ciągle myślę o tamtej modlitwie wiernych (…) A może powinienem porozmawiać z tamtym księdzem? Tylko jak zacząć? Co powiedzieć?

Niech Ojciec coś podpowie. Z góry dziękuję.

Adrian

Adrian - fot. mckinney75402 - flickr (2)
generic dopoxetine

Szczęść Boże, Adrianie,

dziękuję Ci za maila. Rozumiem przeszkody, które nie pozwoliły Ci na udział w naszych rekolekcjach. Już dziś więc zapraszam na kolejne spotkanie. Kiedyś przecież musi się udać. Może już teraz, w ostatni weekend maja, uda Ci się przyjechać do Krakowa? Zapraszam.

Wracam teraz, Adrianie, do Twojego maila. Czytam go uważnie i myślę sobie, że Panu Bogu należy się od Ciebie spora dawka wdzięczności. Przede wszystkim za to, co czujesz w swoim sercu. Za te dobre porywy i natchnienia. Pan bez wątpienia daje Ci konkretne znaki, a Ty próbujesz je rozeznawać. Niech więc w tym Twoim rozeznawaniu nie zabraknie miejsca na dziękczynienie.

Czy w kluczu znaków i sygnałów od Pana Boga należy rozpatrywać to, co wydarzyło się w czasie wspomnianej przez Ciebie Eucharystii? Myślę, że możemy śmiało zaryzykować twierdzenie, że mogło to być Opatrznościowe. Ale czy było? Zgodzisz się pewnie ze mną, że cała ta sytuacja niekoniecznie musi być sygnałem, że Bóg wzywa Cię do seminarium czy do zakonu. To byłby daleko idący wniosek. To doświadczenie, o którym wspominasz, równie dobrze mogło być pomysłem Pana Boga na to, by zachęcić Cię do zastanowienia się nad swoją przyszłością. Może to tylko taka subtelna zachęta, abyś się nad tym wszystkim na nowo zatrzymał, zastanowił… Może na nowo przemodlił pewne sprawy…

Adrianie, jedną rzecz – w kontekście tego o czym piszesz – trzeba bardzo wyraźnie wyeksponować. Mianowicie to, że powołanie rozeznaje się niejako na dwóch płaszczyznach równocześnie: na płaszczyźnie wewnętrznej i zewnętrznej. Albo inaczej: na tej, która dotyczy nas samych i na tej, która jest jakby obok nas. Do tej pierwszej – wewnętrznej możemy zaliczyć to wszystko, co jest w konkretnej, poszukującej swojej życiowej drogi, osobie. A więc jej pragnienia, zamiary, plany, marzenia, ideały, wizje na przyszłość itp. Wszystko to, co rodzi się we wnętrzu takiej osoby. Do tej drugiej – zewnętrznej płaszczyzny zaliczyć możemy te wszystkie okoliczności i sytuacje, które – nie dotycząc osoby zainteresowanej bezpośrednio – są dla niej jakąś – czasem ukrytą – formą komunikatu: mam powołanie.

W Twoim liście z łatwością można znaleźć przykłady zarówno jednej, jak i drugiej płaszczyzny. Popatrz: pragnienie wzięcia udziału w rekolekcjach to przykład strony wewnętrznej, ukrytej w Twoim wnętrzu. Sytuacja z kościoła to przykład drugiej z płaszczyzn. Ktoś inny – już nie tylko Ty sam – w sposób mniej już bardziej świadomy dał Ci do myślenia. Choć, oczywiście, mogło być i tak, że ksiądz zrobił to zupełnie nieświadomie i wcale jego intencją nie było wywołanie w Tobie takich czy innych emocji i uczuć.

Wracając do naszego wątku: obie wspomniane wyżej płaszczyzny rozeznawania powołania są bardzo ważne i obu warto się wnikliwie przyglądać. Płaszczyzna zewnętrzna jest o tyle istotna, że przecież powołanie rodzi się w Kościele i w Kościele się je rozeznaje. Nie dziwi zatem fakt, że czasem młodzi, którzy rozeznają swoją drogę, słyszą od księdza, od kogoś z rodziny lub znajomych mniej lub bardziej delikatnie postawione pytanie o ewentualne kapłaństwo czy życie zakonne.

Są to bez wątpienia pewne znaki, pewne sygnały, których nie powinno się bagatelizować, pamiętając jednocześnie o tym, że zawsze trzeba bardziej słuchać Boga, aniżeli ludzi (Dz 5,29).

Czy powinieneś porozmawiać z tamtym księdzem? Na to pytanie odpowiem trochę wymijająco. Czy z tym konkretnym kapłanem? – tego nie wiem. Myślę jednak, że szczera rozmowa z jakimś duchownym mogłaby Ci pomóc. Dobrze, żeby ten kapłan choć trochę Cię znał i żebyś miał do niego zaufanie. Byłoby dobrze, gdyby takie rozmowy zamieniły się z czasem w coś na wzór kierownictwa duchowego. Byłaby to dla Ciebie wielka pomoc.

Nikt z nas nie jest sędzią we własnej sprawie, dlatego warto pozwolić, by ktoś inny, najlepiej jakiś doświadczony kapłan, spowiednik, popatrzył na nasze dylematy nieco z boku. Wszyscy potrzebujemy takiego Ananiasza (zob. historię nawrócenia św. Pawła w 9 rozdziale Dziejów Apostolskich), który nas poprowadzi wtedy, kiedy my sami nie do końca znamy naszą drogę.

Od czego zacząć poszukiwania takiej osoby? Na pewno od modlitwy. Tak zaczynała św. s. Faustyna. Modliła się o dobrego spowiednika i kierownika duchowego. I otrzymała. Ksiądz Michał Sopoćko poprowadził ją do świętości i sam zaliczony został do grona błogosławionych. Może warto pomodlić się o mądrego spowiednika i o odwagę dla siebie właśnie przez wstawiennictwo św. Faustyny i bł. księdza Michała?

Adrianie, wybacz, jeśli w jakimś miejscu tego listu moje słowa bardziej coś pogmatwały niż wyjaśniły. Jedno jest pewne: powołanie to wielka tajemnica. Odkryjesz ją najpewniej klęcząc przed Panem. Pamiętaj zatem o swojej modlitwie i nigdy z niej nie rezygnuj. W dialogu z Jezusem poznasz odpowiedzi na wszystkie nurtujące Cię pytania i wątpliwości.

Polecam Cię opiece Królowej Szkół Pobożnych i wstawiennictwu św. Józefa Kalasancjusza. Pozdrawiam i błogosławię, czekając na informację w sprawie zbliżających się rekolekcji. lioresal without prescription

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 63

W historii Narodu Wybranego było wiele kobiet, które odegrały w niej jakąś rolę, mniej lub bardziej ważną. Była Ewa, a tuż za...