Home Listy o powołaniu Twój grzech nie jest problemem dla Boga

Króluj nam, Chryste! Całkiem przypadkowo natrafiłem niedawno na portal Mojepowolanie.pl. Postanowiłem od razu do Ojca napisać. Tym bardziej, że nie znamy się osobiście, przez co jest mi łatwiej. O kapłaństwie myślę od dawna. Chyba od Pierwszej Komunii św. Pamiętam, że gdy byłem mały, „bawiłem się” w odprawianie Mszy św. Kiedy wracam do tego pamięcią, na sercu robi się ciepło.

Pragnienie bycia księdzem ciągle w sobie noszę. Chciałbym kiedyś wstąpić do seminarium, skończyć studia, duszpasterzować. Problem w tym, że od kilku lat zmagam się z grzechem nieczystości. Im dłużej on trwa, tym bardziej dochodzę do wniosku, że Bóg na pewno nie powołuje takiego grzesznika. Wprawdzie chodzę do spowiedzi co dwa, trzy tygodnie, ale po kilku dniach grzech wraca. Mimo szczerych chęci wielkiej poprawy nie widzę. Ostatnio zauważyłem, że chyba nawet przestaję za ten grzech żałować. Czy w ogóle można szczerze żałować za coś, co sprawia przyjemność?

Coraz bardziej boję się, że pewnego dnia pójdę do spowiedzi i po prostu nie dostanę rozgrzeszenia, bo ksiądz uzna, że skoro nic się nie zmienia, to po co rozgrzeszać. Nie radzę sobie z tym i trochę mnie to przerasta. Tylko niech Ojciec nie pisze, że mam się dużo modlić. Każdy spowiednik mi to powtarza. Modlę się dużo. Nawet kończę właśnie część błagalną Nowenny Pompejańskiej. Powoli tracę jednak nadzieję na to, że coś może się zmienić.

Pozdrawiam Ojca i czekam na odpowiedź.

Wojtek

 

Szczęść Boże,

Wojtku, mam wielką nadzieję, że na portal Mojepowolanie.pl nie trafiłeś tak całkiem przypadkiem. Wierzę, że Pan Bóg miał w tym jakiś swój plan. Może nawet właśnie teraz – pisząc te słowa – ten Jego plan realizujemy…

Dzielisz się swoim problemem. Piszesz, że trochę Cię on przerasta. W takiej sytuacji trzeba zacząć od jednej bardzo ważnej rzeczy: Wojtku, w takiej sytuacji nie wolno dramatyzować!!! Zrozumiałe jest to, że ten grzech Ci ciąży, że Cię martwi, ale pamiętaj, że jeszcze większym niebezpieczeństwem od samego grzechu jest dramatyzowanie i wpadanie w beznadzieję. Taka postawa wobec grzechu nie jest żadnym wyjściem. Przeciwnie, jest wielką pułapką.

Trzeba pamiętać, Wojtku, że Pan Bóg potrafi pisać prosto i pięknie nawet po krzywych liniach ludzkiego życia. Trzeba Mu tylko zaufać. Trzeba się odważyć i uwierzyć w to, że Twój grzech nie jest tylko Twoją prywatną sprawą. Twój grzech jest też sprawą Pana Boga i Jemu też zależy na tym, abyś był wolny. Ba, Jemu zależy na tym jeszcze bardziej niż Tobie. I dlatego trzeba wierzyć, że Bóg pomoże. Tym bardziej, że Ty ciągle walczysz, ciągle się spowiadasz, ciągle powstajesz. To dobry znak. I Pan Bóg to widzi.

Pozwól, że zwrócę dziś Twoją uwagę na kilka rzeczy.

Pierwsza z nich dotyczy częstotliwości i systematyczności spowiedzi. Dobrze, że się spowiadasz. Nie rezygnuj z tego. Ale trzeba tutaj dotknąć pewnej sprawy. Częsta spowiedź – zwłaszcza, kiedy nie przynosi dostrzegalnej poprawy – może stać się dla kogoś zbyt łatwym wyjściem z grzechu. Trochę na zasadzie prysznica: pobrudzę się, wykąpię się, pobrudzę się, wykąpię się. I tak w nieskończoność. Tymczasem między „wykapię się,” a kolejnym „pobrudzę się” musi być coś, co w katechizmie nazywamy mocnym postanowieniem poprawy. A zatem częsta i systematyczna spowiedź nie zwalnia nas z pracy nad sobą. Częsta i systematyczna spowiedź nie jest wszystkim, co możemy zrobić. Potrzebna jest mobilizacja, potrzebna jest samodyscyplina, czujność i modlitwa. Bez tego spowiedź szybko zamieni się w zwykłe uciszanie sumienia. Tyle tylko, że nie tędy droga.

Wspominasz, że każdy spowiednik mówi Ci o tym, że powinieneś się modlić. Wnioskuję z tego, że nie spowiadasz się u jednego spowiednika, ale korzystasz z posługi kilku. Sam pewnie zauważasz, że nie jest to dobre rozwiązanie. Tym bardziej, że grzech nie ustępuje, że nic się nie zmienia. A skoro tak, warto na poważnie pomyśleć o tym, by poprosić jakiegoś jednego księdza o stałe spowiednictwo. Do tego trzeba odwagi i chęci, ale jeśli ktoś bardzo uczciwie podejdzie do tego tematu, szybko zobaczy postępy w walce ze swoimi grzechami. Szatan boi się praktyki stałego spowiednictwa. Ojciec Pio wiele razy o tym wspominał.

Piszesz o żalu. A właściwie pytasz o to, czy można szczerze żałować za grzechy, które sprawiają nam przyjemność? Odpowiadając na to pytanie odwołam się do historii opisanej w powieści Bruce’a Marshalla pt. Ale i oni otrzymali po denarze. Bohater książki, ksiądz Gaston, musi wyspowiadać młodego niemieckiego żołnierza, którego francuscy partyzanci skazali na śmierć. Żołnierz wyznaje swoje słabości do kobiet i liczne przygody miłosne, jakie przeżył. Ksiądz wyjaśnia mu, że aby mógł uzyskać przebaczenie i odpuszczenie grzechów, musi za nie żałować. Żołnierz odpowiada: „Jak mam żałować? To było coś, co mi się podobało, gdybym miał możliwość, teraz zrobiłbym to samo. Jak miałbym żałować?”. Wówczas ksiądz Gaston, który chce dać rozgrzeszenie temu penitentowi naznaczonemu przez los, stojącemu już niemal w obliczu śmierci, wpada na genialny pomysł i pyta: „A czy żałujesz, że nie żałujesz?”. Wtedy ten młody żołnierz spontanicznie odpowiada: „Tak, żałuję, że nie żałuję”. I na kilka chwil przed śmiercią otrzymuje rozgrzeszenie.

Przywołuję, Wojtku, tę historię, bo wyraża ona niesamowitą prawdę o nas i naszej relacji do Pana Boga. On wie, co kryje się w Twoim sercu. On wie, że Tobie nie jest dobrze z Twoją słabością. On wie, że Ty szukasz pomocy, próbujesz, walczysz. On wie… i Jemu to wystarcza. We współpracy z Jego łaską, przy udziale mądrego kierownika duchowego, jesteś w stanie poradzić sobie ze swoim grzechem i z największą nawet słabością. Pewnie, że byłoby cudownie, gdybyśmy za wszystkie nasze grzechy potrafili Panu Bogu okazywać żal doskonały. Nie zawsze to jest jednak możliwe. Czasem miejsce żalu doskonałego (czyli takiego z miłości) zajmuje żal niedoskonały (czyli taki ze strachu). Pamiętaj jednak, że już żal niedoskonały wystarcza, by Twoja spowiedź była dobra, ważna i piękna.

W swoim liście dochodzisz do wniosku, że Bóg na pewno nie powołuje takiego grzesznika, jak Ty. Smutny to wniosek. A do tego daleki od Ewangelii. To przecież nie kto inny jak sam Jezus mówił, że „Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają” (Mt 9,12). W innym miejscu wyznał: „Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9, 13b).

A zatem, Wojtku, Twój grzech nie jest dla Pana Boga żadnym problemem. Oczywiście, zanim zaczniesz podejmować te najważniejsze życiowe decyzje, warto najpierw pewne rzeczy w swoim życiu uporządkować. Niech pragnienie kapłaństwa, o którym wspominasz, będzie jedną z motywacji, tak bardzo potrzebnych do radzenia sobie z grzechem i słabością.

To tyle, Wojtku. Gdyby zrodziły się kolejne pytania, pisz śmiało. Korzystając z okazji zapraszam do tego, byś częściej zaglądał na Mojepowolanie.pl. Wierzę, że znajdziesz tam coś dla siebie. Wierzę też, że zainteresujesz się proponowanymi tam rekolekcjami dla młodych, którzy rozeznają swoje powołanie. Zapraszam. Będzie wówczas okazja do spotkania i rozmowy. I do wspólnego odkrywania tego, co Pan Bóg dla Ciebie przygotował.

Żywiąc nadzieję na spotkanie, pozdrawiam Cię i powierzam opiece Matki Bożej Królowej naszego Zakonu i wstawiennictwu św. Józefa Kalasancjusza.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 117

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...