Home Listy o powołaniu Powołanie jest rzeczywistością dynamiczną

Króluj nam, Chryste!

Po naszym marcowym spotkaniu byłem już niemal pewien, że Pan Bóg rzeczywiście chce mnie mieć w zakonie. Tak się cieszyłem z tego, że coraz lepiej udawało mi się odczytywać to, co On dla mnie przygotował. I teraz, kiedy już w zasadzie zabierałem się za pisanie podania o przyjęcie, moje plany się pokrzyżowały. A przynajmniej tak to wszystko odczytuję. Otóż kilka tygodni temu mój tato, który jest jedynym żywicielem naszej rodziny, został zwolniony z pracy. Mocno to przeżył. Nie tylko zresztą on. Ja też to mocno przeżyłem, bo zacząłem się zastanawiać nad tym, co Pan Bóg przez całą tę sytuację chce mi powiedzieć. Może to znak, że wcale nie mam być w zakonie, tylko raczej powinienem pozostać w domu, wspierając rodziców? Sprawy rozjaśniły się kilka dni temu – tato znalazł nową pracę. Trochę gorszą i dalej od domu. Ale we mnie i tak pozostał jakiś niepokój, lęk. Mówi się przecież, że w życiu nie ma przypadków. Może ta sytuacja to jakaś przestroga dla mnie? Takie czerwone światło, taki znak STOP, który mówi, że powinienem zostać w domu i wspierać moich rodziców (…).
dopoxetine without prescription acquire nolvadex

Pozdrawiam Ojca i czekam na jakąś podpowiedź.
Marek
buy lioresal online

Szczęść Boże Marku!

Dzieliłem Twoją radość, o której mówiłeś w czasie naszego ostatniego spotkania. Radość z tego, że zamierzałeś rozpocząć formację w nowicjacie. Nadal dzielę tę Twoją radość, bo mocno wierzę w to, że Pan Bóg nawet z najbardziej trudnych spraw potrafi wyprowadzić dobro.

Opisana przez Ciebie sytuacja dobrze pokazuje to, jak bardzo dynamiczną rzeczywistością jest powołanie. Raz człowiek jest niemal pewien tego, że jest to właśnie ta droga. Innym razem wystarczy jakaś nawet niewielka przeciwność i od razu pojawiają się pytania i wątpliwości. Może zabrzmi do dziwnie, ale bardzo dobrze, że tak właśnie jest.

Marku, sam zobacz: gdyby wszystko zawsze szło po naszej myśli, to tak naprawdę niemal wszystko w naszym życiu zawdzięczalibyśmy sobie samym. A przecież nie o to chodzi. W powołaniu, podobnie zresztą jak w całym naszym życiu, chodzi o to, by odczytywać i realizować Bożą wolę. A do tego potrzebne jest nasze zaufanie i zawierzenie Jemu. Słysząc głos powołania musisz być przygotowany na różne chwile; i te dobre, radosne i te trudniejsze, z wątpliwościami. I jedno jest pewne: jeżeli Pan Bóg kogoś powołuje na taką czy inną drogę, to zawsze wyposaża go w to, czego ów człowiek będzie na drodze realizacji tego powołania potrzebował.

Sytuacja, o której wspominasz, to swego rodzaju sprawdzian. Taki papierek lakmusowy (w życiu na pewno spotkasz ich więcej), który ma wybadać, na ile wierzysz sobie, a na ile próbujesz budować na Bogu. Historia, którą opisujesz, może poprowadzić Cię w dwie różne strony. Pierwsza z nich to decyzja o rezygnacji z drogi powołania. Druga, to decyzja o tym, by mimo wszystko rozpocząć formację. Gdybym był człowiekiem niewierzącym, od razu poradziłbym Ci jedno: pozostań w domu i wspieraj nadal swoich rodziców, bo oni tego potrzebują. Tak bym powiedział, gdybym nie znał Boga i nie wiedział, że On uwielbia robić nam różne psikusy i niespodzianki. Ale Pana Boga trochę jednak znam… W moim życiu nieraz mnie zaskakiwał. I dlatego moja rada (o nią przecież prosisz) jest bardzo prosta: nie rezygnuj ze swoich pragnień. Nie porzucaj swojej decyzji. Tym bardziej, że jak sam w czasie naszego ostatniego spotkania mówiłeś, długo odczytywałeś i dobrze przemodliłeś swój wybór. Nie porzucaj więc tego. Powiem Ci więcej: jeszcze bardziej – w sytuacji, w której jesteś – spróbuj zaufać Panu Bogu. On Cię na pewno nie rozczaruje.

Zapewne słyszałeś kiedyś takie polskie powiedzenie: „Kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie pobodzie”. Niektórzy zawężają rozumienie tego powiedzenia tylko do sfery czysto materialnej. Tymczasem powiedzenie to należy rozumieć znacznie szerzej. Można powiedzieć, że kto ma księdza w rodzinie, ten cieszy się szczególniejszą Bożą opieką i błogosławieństwem. Ty co prawda jeszcze księdzem nie jesteś, ale Pan Bóg – mocno w to wierzymy – już teraz Cię wzywa i zaprasza. A więc to szczególne błogosławieństwo już poniekąd staje się udziałem Twoim i Twoich bliskich.

I jedno, Marku, wiem na pewno, a piszę to także z mojego osobistego doświadczenia: Pan Bóg nigdy nie zostawi samymi sobie tych, którzy oddają Jemu swoje najcenniejsze skarby. A Twoi rodzice – sam pomyśl – oddadzą Mu Ciebie – skarb największy. Bóg musiałby być bardzo wielkim niewdzięcznikiem, żeby tego daru nie docenić. Dlatego Twój lęk – choć uzasadniony i dla mnie osobiście zrozumiały – nie jest tutaj wskazany. Rodzi się on w sercu jako konsekwencja pewnych niewiadomych. Co będzie potem? Jak sobie moi rodzice beze mnie poradzą? A co jeśli tato znów straci pracę?

Jeżeli stawiasz sobie te pytania, to znak, że jesteś bardzo dojrzałym i realnie myślącym człowiekiem. Ale pamiętaj, że masz być przede wszystkim człowiekiem wiary. Ktoś kiedyś powiedział, że 90 procent rzeczy, które nas martwią, tak naprawdę nigdy się w naszym życiu nie wydarzy. Nie wiem, skąd takie dokładne wyliczenia, ale w tym powiedzeniu jest ogromnie dużo racji. I dlatego chcę Cię bardzo mocno zachęcić do patrzenia w przyszłość z wiarą i z optymizmem. A całą tę sytuację spróbuj potraktować jako swego rodzaju egzamin z Twojej wierności Bogu i własnemu powołaniu. Jeśli zaufasz Panu, na pewno się nie zawiedziesz. I na pewno w sercu szybko pojawi się pokój i radość. Jeśli jednak teraz zrobisz krok do tyłu, okazji do dalszego cofania się w życiu nie zabraknie. Dewizą swojego życia uczyń zatem Jezusowe zapewnienie: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Marku, nadal obiecuję moją modlitwę. Ty sam też pamiętaj o modlitwie za siebie. I daj się prowadzić Duchowi Świętemu. On jest najlepszym Przewodnikiem. Nawet na najbardziej zagmatwanych życiowych ścieżkach.

Z życzeniami Bożego błogosławieństwa,
o. Piotr Recki SP

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 65

W historii Narodu Wybranego było wiele kobiet, które odegrały w niej jakąś rolę, mniej lub bardziej ważną. Była Ewa, a tuż za...