Home Listy o powołaniu Pan Bóg sam wybierze właściwy moment

Szczęść Boże, Ojcze Piotrze,

czas biegnie szybko i do mojej matury zostało już tylko kilka tygodni. Z jednej strony trochę mnie to niepokoi, nikt chyba nie lubi zdawać egzaminów. A z drugiej strony bardzo się cieszę, bo w końcu będę miał otwartą drogę do tego, by spełniać moje marzenie o kapłaństwie. Mam nadzieję, że to nie tylko moje marzenie i że Pan Bóg też tego chce.

Im bardziej zbliża się ten moment, tym bardziej myślę o moim tacie. Kiedyś opowiadałem Ojcu historię mojej rodziny. Tato zostawił nas, gdy miałem prawie dwa lata. Zupełnie go nie pamiętam. Praktycznie wcale go nie znam. Widziałem go może ze dwa razy w życiu. Wiem, że założył drugą rodzinę. Coraz częściej łapię się na tym, że nie potrafię dobrze o nim myśleć. Mam do niego wielki żal, bo zostawił nas wtedy, kiedy ja i siostra najbardziej go potrzebowaliśmy.

Nie wiem dlaczego, ale im bliżej mojego wejścia na drogę życia zakonnego, tym bardziej myśli o moim ojcu do mnie wracają. Może Pan Bóg chce mi przez to coś powiedzieć? A może to znak, że kapłaństwo nie jest dla mnie, bo czy może być dobrym księdzem ktoś, kto nawet swoim bliskim przebaczyć nie umie? Takie pytania sobie stawiam. A może przesadzam? Sam nie wiem. Proszę, niech się Ojciec za mnie modli.

Bartek

 

Szczęść Boże, Bartku,

bardzo się cieszę, że czas zbliżającej się matury nie wiąże się dla Ciebie tylko z lękiem i stresem, ale że – myśląc o tych egzaminach – w Twoim sercu pojawia się też radość. To bardzo dobry znak. Masz przecież powody do radości. Jeśli wszystko pójdzie po Twojej myśli, już za kilka miesięcy rozpoczniesz formację w nowicjacie. Cieszę się zatem razem z Tobą.

Z doświadczenia, Bartku, wiem, że jeśli coś idzie zgodnie z wolą Bożą, demon bardzo się złości i zaczyna siać zamęt. W takich właśnie kategoriach patrzę na przywołaną przez Ciebie kwestię relacji z tatą. Oczywiście, nie możemy wykluczyć, że może działać tutaj także sam Bóg, ale nie mam wątpliwości – tam, gdzie budzi się jakiś wewnętrzny lęk i niepokój – tam zawsze miesza zły. Bóg nie wnosi w nasze życie lęku. Bóg uspokaja, wycisza, daje poczucie bezpieczeństwa. Jeśli w Tobie pojawiają się teraz jakieś negatywne uczucia czy emocje, to jest to znak, że zły właśnie sobie o Tobie przypomniał.

Pytania, które stawiasz wcale nie są przesadzone. Są jak najbardziej zrozumiałe i uzasadnione. To dobrze, że stawiasz je sobie właśnie teraz, na progu nowej drogi, którą chcesz podjąć. To pokazuje tylko Twoją dojrzałość i to, że pewne sprawy chcesz za sobą pozamykać. To dobrze. Nawet, jeśli są to trudne i problematyczne kwestie, warto się z nimi zmierzyć.

Powiem tak: masz prawo czuć do taty żal. Masz prawo czuć, że Cię zawiódł. I to w momencie, w którym najbardziej go potrzebowałeś. Masz prawo do uczuć, o których piszesz. One nie są niczym niezwykłym w przeżywanej przez Ciebie sytuacji.

Zwróć jednak uwagę na jedno – Ty tych negatywnych uczuć nie chcesz. One pojawiają się w Tobie samoistnie i niezależnie. Wywołane różnymi wydarzeniami z przeszłości, wspomnieniami. To są rzeczy, które rzeczywiście trzeba sobie poukładać i uporządkować, ale na pewno nie powinno mieć to decydującego wpływu na Twoje powołanie. Obaj dobrze wiemy, że nie należysz do osób, które celowo podsycają w sobie złość czy żal do kogokolwiek. Nie sądzę też, byś był człowiekiem, któremu przyjemność sprawia gniewanie się na ojca i rozdrapywanie już nieco zabliźnionych ran.

Piszę o tym, by pokazać Ci, że przecież jest w Tobie pragnienie pojednania się i przebaczenia. To bardzo ważne. Kiedyś już o tym rozmawialiśmy. Powiedziałeś wtedy, że dużo byś dał, żeby Twoja rodzina znów mogła być razem. To są, Bartku, bardzo ważne słowa. Słowa, które pokazują, że jest w Tobie chęć odrzucenia tego, co dzieli, a wyciągnięcia ręki po to, co łączy.

Jeśli miałbym Ci coś podpowiedzieć, to na pewno byłaby to zachęta do modlitwy. Módl się za siebie i za tatę. Obaj tej modlitwy potrzebujecie, tym bardziej, że przecież w przyszłości chcesz się z nim spotkać. Twoje plany związane z tym spotkaniem też nie są bez znaczenia. Podważają trochę Twoje słowa z maila: czy może być dobrym księdzem ktoś, kto nawet swoim bliskim przebaczyć nie umie? Pozwól, że odwrócę nieco to pytanie: czy ktoś, kto nie umie przebaczyć, zabiegałby o spotkanie z tym, na kogo się gniewa?

Bartku, warto zauważyć, że między słowem „nie umiem” a słowem „nie chcę” jest pewna różnica. Może i jeszcze nie umiesz przebaczyć tacie, ale obaj wiemy, że gdzieś w głębi serca chcesz to zrobić. I to jest najważniejsze. Jesteś otwarty i gotowy na swoisty przełom w tej Waszej relacji. Jeszcze może tylko okazja nie nadeszła, jeszcze może tylko trzeba poczekać na właściwy moment.

Na pewno to, o czym piszesz, nie dyskwalifikuje Cię z drogi, którą chcesz obrać. Możesz śmiało realizować swoje plany. Dopóki masz serce otwarte na Boże natchnienia i dopóki modlisz się w tej intencji, jestem spokojny. Pan Bóg sam wybierze właściwy moment. I wtedy będzie radość. A martwić będziemy się wtedy, kiedy – oby tak się nigdy nie stało – Twoja złość i zatwardziałość wezmą górę nad roztropnością i chęcią pojednania. Jak długo jesteś blisko Pana Boga, tak długo Twoje serce będzie otwarte na niego i na innych. Także, a może szczególnie, na tatę.

Bartku, módl się w tej intencji. Proś Jezusa, aby uwolnił Twoje serce od lęków i poczucia odrzucenia. Niech napełni je pokojem i pomoże Ci wszystko jak najlepiej poukładać. A kiedyś – być może jako kapłan – łatwiej przyjdzie Ci zrozumieć tych, którzy w swoim życiu doświadczyli tego, co Ty.

Pamiętam o Tobie i o Twoich bliskich w codziennej modlitwie, prosząc Matkę Bożą Szkół Pobożnych i św. Józefa Kalasancjusza o prowadzenie dla Ciebie.

o. Piotr Recki SP, duszpasterz powołań

Dodaj komentarz


*

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 29

W historii Narodu Wybranego było wiele kobiet, które odegrały w niej jakąś rolę, mniej lub bardziej ważną. Była Ewa, a tuż za...