Home Listy o powołaniu O co chodzi w życiu?

Szczęść Boże s. Kasiu!

Znalazłam Siostry adres w Internecie i postanowiłam napisać. Właściwie nie chodzi mi o kwestie związane z moim powołaniem, bo wydaje mi się, że nie jest to życie zakonne. Jednak chciałabym lepiej zrozumieć tych, którzy takie życie wybierają. Czego oczekują Ci, którzy wstępują do zakonu lub seminarium? Nie odczuwacie lęku przed tym nowym, nieznanym życiem? Nie zastanawiacie się, jak to będzie? Czy będziecie szczęśliwi, czy niczego Wam nie zabraknie, czy spełnicie samych siebie? Przecież to niemożliwe, by ktoś chciał żyć tylko i wyłącznie ofiarą? Czy to nie jest trochę masochistyczna wizja? Ciągłe wyrzeczenie i rezygnacja z siebie? Bez pieniędzy, bez radości życia, bez miłości drugiego człowieka i na dodatek – bez prawa decydowania o sobie? Niech mi to Siostra wytłumaczy, żebym nie musiała myśleć o Was, zakonnicach i zakonnikach jak o ludziach godnych politowania.

Pozdrawiam, Julka

 

buy dopoxetine online Droga Julko! nolvadex online

Dziękuję Ci za list, tak szczery i prostolinijny, za jasne postawienie swojego punktu widzenia. A przede wszystkim, że próbujesz zweryfikować, czy to, co dostrzegasz, jest zgodne z rzeczywistością. Długo zastanawiałam się nad Twoimi pytaniami. Przypuszczam, że jest wiele osób, które życie konsekrowane postrzegają właśnie w ten sposób. Zastanawiałam się czy czasem nie jest tak, że my sami siebie uważamy za godnych politowania i takie świadectwo zostawiamy innym. Choć tak naprawdę, nie o to chodzi w naszym życiu poświęconym Jezusowi.

JEZUS! To jedyna odpowiedź na Twoje pytanie. Jeśli znasz Go choć trochę, to wiesz, że Jego życie nie było łatwe. Miał chwile radości, ale też przeżywał smutek, tęsknotę, ból. Był zwyczajnym, choć nadzwyczajnym Człowiekiem. Miał przyjaciół (Łazarz, Maria, Marta, Apostołowie), potrafił się bawić (był na weselu w Kanie), pracował i odpoczywał, jak każdy z nas. W tym wszystkim miał jednak bardzo jasną perspektywę. Wiedział O CO CHODZI w życiu. Ludzie pragną być szczęśliwi. Doświadczają jednak niemal na każdym kroku zderzenia ograniczonych możliwości z nieograniczonymi pragnieniami. Dlaczego? Ponieważ człowiek stworzony jest do nieśmiertelności, która jest darem Boga. Bóg stworzył nas dla szczęścia, które się nie kończy, stworzył nas dla siebie. Jezus wiedział o tym, przyszedł, by nam o tym przypomnieć. Przyszedł, by powiedzieć nam i pokazać, że nasze życie ma sens, ma cel i ma swoją drogę, która często nie jest łatwa. Nie ma bowiem wzrostu, bez rezygnacji; nie ma życia bez śmierci. „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12, 24). Żeby coś zdobyć, trzeba porzucić coś innego. Każdy, kto decyduje się oddać swoje życie Jezusowi, kto wybiera życie zakonne, wie, że będzie ono tak wyglądało. Wybiera je jednak nie ze względu na trudności, ale pomimo trudności. Przejawem naiwnego, dziecinnego spojrzenia jest wiara w życie bez problemów, bez zmagania się z kłopotami i przeciwnościami. Nie są od nich wolni ani szczęśliwi i zakochani małżonkowie, ani piękni i bogaci celebryci, ani zwyczajne, szare siostry zakonne. Problemy nie są przyjemne w przeżywaniu, ale często sprawiają, że nasze życie staje się sensowne. Pokonując to, co trudne możemy wzrastać, możemy dojrzewać do kolejnych zadań, które są przed nami na drodze do wiecznego szczęścia. Rozwiązując swoje problemy, możemy zdobyć doświadczenie konieczne w udzielaniu pomocy innym. Czasem zaś wystarczy, że przeciwności przypomną nam o naszej niewystarczalności, o tym, że potrzebujemy Boga i Zbawcy.

Julio, wstępując do zakonu nie myślałam o sobie jak o kimś, kto wyrzeka się radości. Przeciwnie, ufałam, że dopiero jako pijarka poznam, na czym polega prawdziwa radość. Zaufałam Jezusowi, który przyszedł, abym miała „życie w obfitości” (J 10, 10). Owszem, nie dysponuję pieniędzmi po to, by spełniać swoje kaprysy, ale niczego mi nie brakuje. Nie mam męża, ani dzieci, ale skłamałabym mówiąc, że nie jestem kochana. Żaden mężczyzna nie jest zdolny do miłości tak wielkiej, jak Jezus. Jeśli zaś chodzi o posłuszeństwo przełożonym – nie wymaga ono niczego ponad to, bym pełniła wolę Boga. A przecież właśnie po to przyszłam do zakonu, by tak jak Jezus karmić się wolą Ojca (por. J 4, 34). Jednak takie pragnienie nie odróżnia osób konsekrowanych od chrześcijan na serio przeżywających swoją przynależność do Jezusa. Wszyscy przecież należymy do Boga, bez względu na to, gdzie żyjemy i kim jesteśmy. Wszyscy też jesteśmy wezwani, by jako dzieci Ojca pełnić Jego wolę. Często jest ona trudna, wymaga wyrzeczeń i wysiłku. Jednak „jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania” (1 Kor 15, 19). Kto wybiera Jezusa – jako zakonnik, małżonek czy też osoba samotna – zawsze wybiera drogę Krzyża. Bo tylko taka droga prowadzi do szczęścia. A przecież każdy z nas chce być szczęśliwy.

 

Z darem modlitwy,
s. Katarzyna
buy dopoxetine szukam@pijarki.pl

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 28

Nie sięgam po fantastykę, ponieważ nie leży ona w kręgu moich zainteresowań literackich. Tym razem jednak sięgnęłam. Mogłabym przyznać, że nie miałam...