Home Listy o powołaniu Bardziej słuchać Boga niż ludzi

Szczęść Boże, Ojcze Piotrze,

mam w pamięci nasze ostatnie spotkanie i naszą rozmowę o powołaniu. Powiedział Ojciec wtedy, że jeśli będę chciał, mogę się odezwać. Piszę więc dzisiaj, dzieląc się kolejnymi wątpliwościami. Jest ich chyba coraz więcej.

Ostatnio uświadomiłem sobie coś, co trochę mnie martwi. Od naszej ostatniej rozmowy niewiele się zmieniło. Ciągle mieszkam w Poznaniu, studiuję, pracuję dorywczo w handlu, tylko dwa razy w miesiącu wyjeżdżam do domu na wieś. Muszę przyznać, że wracam tam coraz mniej chętnie. W moim domu nie wszystko układa się dobrze. Nie ma awantur, kłótni, ciągłych wojen, cichych dni. Tego nie ma, ale Pana Boga chyba też w tym wszystkim jest niewiele. Moja młodsza siostra ostatnio wyprowadziła się z domu i zamieszkała z chłopakiem. Rodzice oczywiście nie widzą w tym żadnego problemu. (…) Ojciec od czasu do czasu zagląda do kieliszka. Pracuje zawodowo, wieczorami jednak – zamiast pomagać Mamie w gospodarstwie – spotyka się w barze z kolegami. Mama – ciągle zapracowana – nie radzi sobie chyba z tym wszystkim. Wiem, że się modli, że jako jedyna z mojej najbliższej rodziny chodzi co niedzielę do kościoła.

Patrzę na to wszystko i coraz bardziej zastanawiam się nad tym, czy ktoś taki, jak ja może w ogóle myśleć o kapłaństwie. Wiem, co Ojciec napisze. Ale z drugiej strony – boję się tego wszystkiego, najbardziej chyba boję się ludzkiego gadania. Bardzo bym chciał, żeby moja rodzina żyła inaczej, zgodnie z Ewangelią. Póki co, są to tylko moje pobożne życzenia.

Nie mówiłem Ojcu o tym wszystkim, bo trochę się wstydziłem. Teraz jednak przelewam to na maila i wysyłam. Jestem ciekaw, co Ojciec o tym wszystkim myśli. Nie liczę na żadne dobre rady i pociechy, proszę jednak o modlitwę za mnie i moją rodzinę.

generic lioresal Dominik cheap Antabuse cheap Lasix

Szczęść Boże, Dominiku,

dobrze pamiętam nasze spotkanie i naszą rozmowę. Cieszę się, że wciąż myślisz o powołaniu, tym bardziej, że – z tego, co pamiętam – Twoja obecna praca i szkoła mocno Cię absorbują.

Wczytuję się w Twoje słowa o sytuacji rodzinnego domu. Wczytuję się uważnie i myślę, że masz pełne prawo do tego, by – jak sam piszesz – myśleć o kapłaństwie. Więcej, w Twoim przypadku na myśleniu o kapłaństwie wcale nie musi się ta historia kończyć. Masz pełne prawo do tego, by w tym temacie zacząć działać.

Znasz pewnie powiedzenie, że rodziny się nie wybiera. Albo to drugie powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Tak czy inaczej, Pan Bóg bez wątpienia ma w tym wszystkim swój plan. Nic w tym, co przeżywasz, nie jest przecież przypadkowe. W tym wszystkim jest Boży palec – spróbuj go zobaczyć, a jeszcze lepiej spróbuj w niego uwierzyć. Nikt z nas nie może brać odpowiedzialności za postępowanie swoich bliskich. Każdy natomiast chciałby, aby wszystko w naszych rodzinach działo się jak najlepiej, ale przecież nie zawsze tak bywa. Nie znaczy to, że w obliczu różnych trudności trzeba złożyć broń. Przeciwnie, trudności powinny nas do walki zagrzewać i mobilizować.

Przyjrzyjmy się rodzinie Jezusa. W pierwszym rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza znajdujemy cały rodowód. Czytając uważnie kolejne imiona zauważymy, że wśród wielu pozytywnie kojarzących się nam imion Jezusowych przodków, odnajdziemy także takich bohaterów, którym do świętości było bardzo daleko. Pozwólmy sobie w tym miejscu na kilka przykładów. Pierwsza kobieta, na którą warto zwrócić uwagę, to Tamar. Z kart Biblii wiemy, że Tamar – udając prostytutkę – dopuściła się z Judą czynów lubieżnych. A więc żyła w grzechu… Kolejna z kobiet to Rachab – nawrócona prostytutka z Jerycha. Można o niej poczytać więcej w Księdze Jozuego. Zachęcam do lektury. We wspomnianym rodowodzie mamy jeszcze Batszebę, żonę Uriasza Chetyty, która dopuściła się cudzołóstwa z samym królem Dawidem, przyczyniając się pośrednio do śmierci własnego męża.

Dotknąłem tutaj, Dominiku, tylko płci pięknej. Można by jednak pokusić się o podobną analizę również w odniesieniu do niektórych mężczyzn z tego rodowodu. Takie krytyczne spojrzenie na niektórych bohaterów rodowodu Jezusa, pokaże nam bardzo wyraźnie, że również Jezus narodził się w rodzinie naznaczonej grzechem. Ktoś nawet mógłby się zgorszyć takim stanem rzeczy. A jednak przeszłość konkretnych osób we wspomnianej genealogii nie przeszkodziła Panu Bogu w tym, by właśnie tam – w tej grzesznej rodzinie – narodził się Jego Syn. Czy to nie powinno dać nam do myślenia?

W swoim liście piszesz: „Boję się tego wszystkiego, najbardziej chyba boję się ludzkiego gadania”. Wiesz, lęk, o którym piszesz towarzyszy wielu ludziom. Generalnie, boimy się tego, co inni o nas pomyślą, powiedzą, jak nas ocenią. Boimy się tego, jak będą nas odbierać, jak zareagują na nasze czyny, słowa, decyzje. Zajmujemy się tym wszystkim, jakby to właśnie było najważniejsze. Ludzie przecież gadać będą zawsze. Zauważ, że wielu z nas bardziej boi się tego, co ludzie pomyślą, zamiast tego, co pomyśli sobie o nas Pan Bóg. To jakieś dziwne pomieszanie z poplątaniem. Ja wiem, że bardzo często ten lęk siedzi w nas gdzieś bardzo głęboko, ale to wcale nie znaczy, że ma wziąć nad nami górę, że ma nas zdominować, opanować bez reszty. Trzeba tutaj trochę zmienić swoje myślenie i podejście do tematu. Warto wziąć sobie bardziej do serca radę św. Piotra: trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi. Od zmiany myślenia wiele zależy. To jest pierwszy i chyba najważniejszy krok.

I na koniec jeszcze jedna myśl. Bardzo pozytywna. Życie pokazuje, że bardzo często decyzja dziecka o wstąpieniu do seminarium czy nowicjatu jest dla rodziców momentem przełomowym. Osobiście znam takie sytuacje, kiedy po wstąpieniu do nowicjatu czy do seminarium swojej pociechy, rodzice niejako otwierają oczy i próbują stanąć na wysokości zadania, a co za tym idzie, podejmują mniej lub bardziej systematycznie praktyki religijne. Osobiście znam takich tatusiów, którzy kiedyś stronili od kościoła i każdy powód był dla nich dobry, by nie pójść na Mszę św. Teraz – kiedy wejście na drogę życia zakonnego czy kapłańskiego ich dziecka stało się w parafii wiadomością oficjalną – próbują regularnie praktykować; chodzą do kościoła, przystępują do spowiedzi, itp. Również wbrew temu, co ludzie powiedzą.

Nie wiem, Dominiku, czy w przypadku Twojej rodziny tak właśnie będzie. Ale chyba można popatrzeć na Twoją rodzinną sytuację przez pryzmat takiej właśnie możliwości; powiedzmy to głośno: przez pryzmat takiej właśnie łaski od Pana. Dlaczego mielibyśmy nie brać jej pod uwagę?

Jedno jest pewne – nie przekonamy się o tym, dopóki nie podejmiesz decyzji, przed którą wciąż stoisz. Nie będzie dobrze, jeśli obawiając się braku dobrego świadectwa Twoich bliskich i tego, co ludzie powiedzą, zwlekał będziesz ze swoją decyzją. Te dwie rzeczy nie powinny mieć żadnego wpływu na Twój ewentualny wybór drogi zakonnej.

Dominiku, nie muszę Cię przekonywać o tym, jak bardzo istotny jest w Twojej sytuacji temat modlitwy. Nie pozwól, by Twoje codzienne aktywności przyczyniły się do osłabienia Twojej relacji z Mistrzem. Tym bardziej, że przecież Twojej modlitwy potrzebują też Twoi bliscy. Omadlaj sprawy swojej rodziny. Proś Pana, aby pomagał prostować ścieżki tym, którzy w swoim życiu się pogubili.

I ja obiecuję moją modlitwę za Ciebie i za Twoją rodzinę. Wczoraj w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia sprawowałem Eucharystię w intencji wszystkich rozeznających. Również w Twojej intencji. Nadal pozostaję do dyspozycji, czekam na słowo od Ciebie. Powierzam Cię opiece Matki Bożej Królowej Szkół Pobożnych i wstawiennictwu św. Józefa Kalasancjusza.

O. Piotr Recki SP
duszpasterz powołań

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

buy Lasix online Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń...

RECENZJE

0 26

Nie sięgam po fantastykę, ponieważ nie leży ona w kręgu moich zainteresowań literackich. Tym razem jednak sięgnęłam. Mogłabym przyznać, że nie miałam...