Home Być kobietą, być mężczyzną Wszystko albo nic – dlaczego kobiety nie chcą być singielkami?

O przyczynach bycia singlem i warsztatach dla kobiet „Nie chcę już być singielką” opowiada ich współprowadząca – Monika Leśnikowska–Marciniak

 

Skąd pomysł na warsztaty dla singielek?

Warsztaty dla singielek prowadzone w Tyńcu wyrosły z wielu rozmów duchowych o. Włodzimierza Zatorskiego OSB oraz z moich dwudziestoletnich doświadczeń terapeutycznych. Zobaczyliśmy w pewnym momencie, że jest to aktualnie bardzo poważny problem dla wielu osób i postanowiliśmy stworzyć takie warsztaty, które będą jednocześnie konkretną, rzeczową pomocą i wsparciem. Obecnie prowadzimy już kolejną edycję warsztatów i rzeczywiście cieszą się one dużą popularnością.

 

Jakie są przyczyny bycia singlem?

Z moich obserwacji wywodzących się z pracy terapeutycznej w gabinecie, jak również z wielu rozmów przeprowadzonych podczas warsztatów i szkoleń wynika, że główną przyczyną, dla której ludzie są singlami jest lęk przed przyjęciem i dawaniem miłości. Miłość wydaje się ludziom przerażająca, bo miłość to otwarcie typu „wszystko albo nic”. Żyjemy w czasach, w których bardzo silne jest przekonanie, że „trzeba zostawić coś dla siebie”. Moje pacjentki opowiadają, że często wyniosły z domu tzw. fałszywe skrypty, czyli w gruncie rzeczy antywzorce, które są bardzo silne i przeszkadzają miłości: „pamiętaj, aby to mężczyzna bardziej cię kochał, niż ty jego”, „ małżeństwo to tylko kontrakt handlowy”, „wszyscy mężczyźni to dranie”, „nigdy nikogo nie kochaj, to nie będziesz w życiu płakała”, itp. To są właśnie bardzo szkodliwe stereotypy działające przeciwko człowiekowi. Miłość to ogromne zobowiązanie. Miłość to zgoda na pokazanie nie swojej wersji „demo”, ale swoich wszystkich słabych i bezbronnych stron. To też w konsekwencji zgoda na zobaczenie tego w drugim. Ten element zobowiązania jest obecnie często przeszkodą w otwarciu się na miłość. W rozmowach z singlami pojawia się także często problem tzw. niskiego poczucia własnej wartości. Aby komukolwiek pomóc, staram się uświadomić danej osobie, że zasadniczo nie istnieje coś takiego jak niskie i wysokie poczucie własnej wartości. Są to pojęcia wniesione przez współczesną psychologię do codziennego języka, lecz są one z gruntu fałszywe. W odniesieniu do obrazu siebie i, co za tym idzie, poczucia własnej wartości możemy mówić tylko o prawdziwym lub fałszywym obrazie siebie.

W trakcie warsztatów, które prowadzimy w Tyńcu wraz z o. Włodzimierzem Zatorskim OSB główna praca duchowo-terapeutyczna jest ukierunkowana na przedefiniowanie tego problemu i pomoc w przyjęciu prawdziwego „ja”.

 

Jaką pomoc można otrzymać na warsztatach?

Jestem przekonana, że rolą psychologa jest wydobycie z mroku pewności, że to właśnie inni ludzie, więzi i przyjaźnie powodują, że nasze życie ma sens. Jedną z form pomocy psychologicznej jest zatem ukazanie tego problemu, wszystkich jego mechanizmów i pomoc w niwelowaniu dystansu od innych. Celem tej metody jest niedopuszczenie do tego, by dystans w stosunku do innych ludzi utrzymywał się i pogłębiał.

Czasami pomaga przekierunkowanie w sferze zachowania, mowy – ustalenie z daną osobą, że od dziś kończy on z narzekaniem. Im więcej i im częściej słyszymy narzekanie i sami narzekamy, tym większe prawdopodobieństwo, że proces oddalenia od innych ludzi będzie się pogłębiał. Bardzo pomocna jest tu duchowość benedyktyńska, która piętnuje postawę narzekania i niewdzięczności.

 

Czy można być szczęśliwym singlem?

Szczęśliwym singlem lub singielką można być, o ile nie utraci się wspominanej więzi z sobą samym i innymi ludźmi. Tym, co zabija szczęście jest egocentryzm, egoizm. Psycholog, który jest chrześcijaninem powinien starać się wyrwać człowieka spod dyktatury „JA”, z totalnego skupienia się na sobie i z przeżywania ciągle tych samych zranień i sytuacji. Nieskuteczne i szkodliwe są wszelkie te formy terapii, które koncentrują człowieka na nim samym. Jest to najczęstszy błąd terapeutyczny, który w rezultacie powoduje zamknięcie człowieka zamiast jego otwarcia. Znam historie ludzi, którzy latami uczestniczyli w rozmaitych terapiach, a jedynym tego efektem było wyczyszczenie ich konta bankowego, a nie oczyszczenie psychiki. Pozostali uwikłani, a nawet utwierdzeni we własnym „JA”. Dlatego w moim mniemaniu najlepsze są metody opierające się na przełamywaniu dystansu, obojętności wobec świata, wobec ludzi, wobec tego, co przynosi nam życie.

Osobną grupą „singli” lub „singielek” są osoby konsekrowane. Jednak osoby te żyją przecież nie na bezludnej wyspie, lecz przede wszystkim w relacji do Trójcy Świętej. Trójca Święta to nie jest Bóg samotny, daleki i odległy, lecz relacja miłości Osób! Osoby konsekrowane żyją także we wspólnotach ludzkich, mają kochające ich rodziny i przyjaciół.

 

Dlaczego kobiety nie chcą być singielkami? Czy powodem mogą być stereotypy?

Stereotypem jest właśnie to, że powszechnie uważa się, że to z powodu stereotypów kobiety koniecznie chcą wyjść za mąż.

Musimy spojrzeć na to z perspektywy życia w całym jego wymiarze, życia rozumianego nie jako przygoda, zabawa, ale życia w całej jego głębi i długości. Rozmawiając z kobietami, które dożyły bardzo sędziwego wieku, przekonałam się, że najważniejszą sprawą dla nich był (jest) związek z mężczyzną. To powoduje najwięcej wspomnień, uczuć, emocji, to jest uznawane za naprawdę ważne. Kobiety instynktownie dążą do relacji, poszukują męża i dla większości z nich jest to sprawa najbardziej wewnętrznie poruszająca. Presja otoczenia czy obawa przed tzw. stygmatem staropanieństwa tylko z pozoru mają wpływ na jakiekolwiek kobiece decyzje i pragnienia w tym względzie. Rzeczywistym impulsem do zmiany swojej sytuacji jest wewnętrzny głos, który uaktywnia tęsknotę całej osoby, jej serca, duszy i ciała.

 

Czy ten problem dotyczy też mężczyzn?

Tak, śmiało można powiedzieć, że problem bycia singlem obecnie dotyczy w tym samym stopniu mężczyzn, co kobiet, jednak mężczyźni mają pewną trudność w głośnym mówieniu o tym. Przecież to oni są zdobywcami! Mężczyźni poszukują w relacji z kobietą tego samego, czego poszukiwali ich przodkowie tysiące lat temu – delikatności, czułości, ciepła, piękna, dbania o DOM. Jednak obecnie część kobiet ma problem z ujawnieniem tego aspektu swojej kobiecości. Te pragnienia pozostają niezmienne bez względu na kulturę, ponieważ wynikają z ludzkiej natury. Ilustruje to ciekawa sytuacja zaobserwowana w kawiarni. Siedziała tam zakochana para. Trzymali się za ręce, patrzyli sobie w oczy, mówili ściszonym głosem itd. Obok nich w pewnym momencie usiadło małżeństwo z małym dzieckiem, które – jak to dziecko – śmiało się, biegało, zadawało rodzicom tysiąc pytań na minutę. Wówczas dziewczyna przestała słodko patrzeć na swojego ukochanego – wybuchła gniewem, była wściekła, że dziecko(jak się wyraziła: „bachor”) im przeszkadza. Jej ukochany, gdy zobaczył reakcję partnerki – natychmiast się „ochłodził”, nagle wszystkie okazywane uczucia prysły. Dla wielu mężczyzn kobieta, które negatywnie reaguje na dzieci w pobliżu – jest po prostu „podejrzana” i to się dzieje z poziomu pierwotnego. Z innej strony mężczyźni mają tendencję do zakładania sobie, że: „będę mniej przeżywał”, „nie muszę się aż tak bardzo angażować”, „pospotykam się z nią i zobaczę, co z tego wyniknie, bo nie wiem czy to jest to”. To powoduje powstanie wewnętrznych barier, które niestety zadziałają także wtedy, gdy przyjdzie ta prawdziwa miłość. Dlatego trzeba mężczyznom uświadomić, że takie postępowanie jest błędne, asekuranckie i niegodne prawdziwego mężczyzny. Gdy przychodzi prawdziwa miłość, to po prostu się wie, że to jest to i już na pewno wówczas nie wolno stać z boku i przyglądać się samemu sobie.


Monika Leśnikowska–Marciniak

Prowadzi w Warszawie własny gabinet psychologiczny. Psychologię i filozofię  ukończyła w 1991 r. na ATK w Warszawie, specjalizując się w psychologii osobowości człowieka dorosłego. Ukończyła także studia podyplomowe w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w zakresie negocjacji i mediacji oraz studium teologiczne. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Mariologicznego. Wiele lat pracowała w instytucjach państwowych oraz  korporacjach; jej ponad 20 letnie doświadczenie zawodowe obejmuje  diagnozę, terapię oraz interwencję kryzysową w sytuacjach nadzwyczajnych. Wykonuje badania potrzebne do różnych instytucji i zajmuje się tworzeniem portretów psychologicznych. Jest autorką kilkudziesięciu artykułów zamieszczanych regularnie w Wydawnictwie Wolters Kluwer Polska, kierowanych do kadry zarządczej, menedżerów i prawników. Prowadzi szkolenia związane z rozwojem osobistym oraz obszarami na styku psychologii i duchowości. Swoją praktykę psychologiczną opiera na wartościach ewangelicznych, odrzuca zaś te formy terapii, które sprzeciwiają się wierze w Jezusa Chrystusa. Współpracuje z duchownymi w zakresie problematyki zagrożeń duchowych. Więcej informacji o pracy terapeutycznej na stronie www.psycholog-warszawa.net.

ŚWIĘTY O POWOŁANIU

Książka teolożki Marty Kowalczyk Błogosławiona Dorota z Mątowów. Życie i duchowość to przede wszystkim zapis duchowych doświadczeń tej mistyczki z XIV wieku....

RECENZJE

0 32

Kiedy sięga się po książkę, której tytuł ewidentnie jest oksymoronem, właściwie nie wiadomo, czego się spodziewać. Ryczące owieczki ze zdjęciem pięknego stada owiec, kto...